Wszystkie demony wojny

"Niech żyje wojna!!!" - 22. Gliwickie Spotkania Teatralne

Za kolejnym spektaklem duetu Strzępka-Demirski ciągnie się bardzo długa lista zarówno zachwytów jak i głosów bardzo krytycznych. Można rzec, trawestując przysłowie: ilu widzów, tyle opinii. Oglądając "Niech żyje wojna!!!" niektórzy zaśmiewają się, chichoczą i czkają z zadowolenia, inni dziwnie poważnieją i zasępiają się, jeszcze inni, oburzeni, szybkim krokiem wychodzą z teatru i trzaskają drzwiami. Trudno pogodzić publiczność i znaleźć dwie osoby myślące o tej sztuce tak samo

Podzielona na trzy obozy publiczność z uwagą śledziła zawiłe historie przedstawiane przez zręczny zespół wałbrzyskich aktorów. Na scenie pojawili się; czterej pancerni (Andrzej Kłak, Agnieszka Kwietniewska, Ryszard Węgrzyn, Marcin Pempuś), pies czy też raczej „chłopiec zmieniony w psa” (Adam Wolańczyk), Marusia – dziewczyna lekkich obyczajów (Irena Wójcik), płacząca Matka Polka, szlachcianka niespełna rozumu (Małgorzata Łakomska) i premier Polski. Wszyscy bohaterowie wchodzą ze sobą w interakcje, zaś ich historie nawzajem się przenikają i uzupełniają.

Autorzy Monika Strzępka (reżyseria) i Paweł Demirski (dramaturgia) z dziką wprawą żonglują dwoma planami spektaklu. Wciąż i bez ustanku przenosimy się ze studia filmowego do samego filmu, czy też na pole wojny i z powrotem – z prawdy do fikcji, a jeszcze później do rzeczywistość zawieszonej pomiędzy pozostałymi dwiema. W końcu zdezorientowany i speszony widz sam nie wie, gdzie się znajduje i czy może uciec z tego wykrzywionego świata.

Bo świat w „Niech żyje wojna!!!” to fajerwerk, który wybucha przedwcześnie i parzy ręce. Sceny przeplatają się tak szybko, że niełatwo jest się odnaleźć; aktorzy to krzyczą, to szlochają – nigdy nie możemy być pewni, czy z pozoru poważny, patetyczny i chwytający za serce monolog nie okaże się prześmiewczym policzkiem wymierzonym tym najtkliwszym z widzów, którym łzy stanęły już w oczach. Szał zmian, wulgarności, nagości i dosłowności zespolony jest z mądrą ironią, która przyprawia o dreszcze.

Spektakl jest, niewątpliwie, przeładowany tanim efekciarstwem i swoją niezbyt zgrabną farsowością odciąga uwagę od prawdziwej istoty problemu. Bo, owszem, dekonstrukcja mitu, rozcinanie kultowego serialu na klatki i patrzenie, co kryje się pomiędzy nimi, szukanie wojny prawdziwej – brudnej, złej, brutalnej, pełnej mordu i gwałtu, obśmianie inteligencji, chłopstwa i mieszczaństwa, burzenie pomnika polskiej historii, zbudowanego ze spiżu, marmuru i złota wyszło Strzępce i Demirskiemu doskonale. Genialne monologi pełne gorzkiej rozpaczy, szczególnie te włożone w usta Marusi, nie pozostawiają złudzeń co do prawdziwej intencji autorów spektaklu. „Niech żyje wojna!!!” mogłoby więc pretendować do miana sztuki, z której wychodzi się z głową ciężką od myśli. Niestety, na treści wartościowe i wstrząsające nałożona została popkulturowa forma, zasłona dymna z rechotu i onanizmu, przekleństw i wymiotów, skakania i szczekania, golizn i gwałtów. I nagle już nie jest ani intelektualnie, ani nawet prowokująco – jest o dużo za dużo tego obśmiewania, jest męcząco i niesmacznie.

Nie można odmówić talentu ani Monice Strzępce, ani Pawłowi Demirskiemu. Ba! Nie można nic zarzucić żadnemu z aktorów Teatru Dramatycznego z Wałbrzycha. Spektakl może się podobać – i podoba się rzeszy ludzi. Gliwiczanie również oklaskiwali dolnośląskich artystów na stojąco, z szerokimi uśmiechami na twarzach i wyraźnym zadowoleniem. Spektakl może się również nie podobać, można wyjść, trzaskając drzwiami i klnąc pod nosem. Można się również nad nim zadumać, bo, pod zabawno-wulgarną otoczką z plucia kefirem i strzelania keczupem, kryją się wszystkie demony wojny, polityki i trup polskiego antysemityzmu, wypadający z niewidocznej szafy.

Jakakolwiek by nie była nasza reakcja – nie można pozostać obojętnym, bo u wszystkich – na pewno u wszystkich – „Niech żyje wojna!!!” pozostawiła ten niecodzienny, słodko-gorzki smak w ustach.

Katarzyna Bojić
Dziennik Teatralny Katowice
14 maja 2011

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia