Wszystko dobre, co się dell'arte kończy

"Oberża pod złamanym groszem" - reż. zespół - Trupa Komedianty, Teatr Praska 52

Teatr Praska 52 świętował IX Dni Komedii dell'Arte Kraków 2018. Na zakończenie wyjątkowego festiwalu, publiczności zaprezentowano spektakl „Oberża pod złamanym groszem". Organizatorzy nie mogli wybrać lepiej. Kilkudniowa prezentacja specyfiki commedia dell'arte pozwoliła widowni na zapoznanie się z jej charakterem – wszak rozumienie tego, co się ogląda, stanowi samo w sobie dużą przyjemność.

Na scenie widzimy fragment wnętrza tytułowej oberży: dwoje drzwi, przez które wchodzi się na pokoje, z opowieści bohaterów wynika, że po lewej stronie znajduje się wejście do budynku, a po prawej – do kuchni. Muzyka rodem z filmów kostiumowych wprowadza nas w atmosferę przeuroczej komedii pomyłek. Dwie służące w charakterystycznych maskach trzepią na przemian suknię ślubną swojej pani: córki właścicielki oberży, która ma w końcu poznać swojego przyszłego męża, od którego dostała ów strój. I od razu go poślubić, w dodatku bez posagu.

Do lokalu przybywa dwóch mężczyzn: ojciec i syn, których majątek przepadł wraz z zatopionym skarbem. Jedynym ratunkiem jest mariaż z bogatą (wielokrotną) wdową. Gdy młodzieniec zostaje sam, niemal wpada na niego córka oberżystki. Ona, wyczekująca bogatego narzeczonego i on, wzdychający do przyszłej, nieznajomej ukochanej...

Komedia tu jest grubymi nićmi szyta. Postaci są przerysowane w swojej niezdarności, naiwności: nieporadni służący, naiwne podlotki, chciwi starcy, „wycacani" panicze, czyli wszyscy, których kochamy z prawdziwej, tradycyjnej dell'arte. Śmieszą nas te postaci, śmieszą dialogi; nawet mnożące się pomyłki rozbawiają nas do rozpuku. W pewnym momencie trudno już trzymać fason i nawet elegancki, damski śmieszek pod nosem a'la sienkiewiczowska Krzysia Drohojowska, zmienia się w pospolity ryk.

Zachwyca misterne zaprojektowanie spektaklu: aktorzy chyba na pamięć znają każdy milimetr sceny, gdyż poruszają się po niej z dużą pewnością, a poszczególne układy choreograficzne są dopracowane co do sekundy. Nie tylko scenografia, nie tylko muzyka – także kostiumy, wyraźnie nawiązujące do epoki, są dla nas namiastką tego pięknego, według mnie najlepszego, teatralnego okresu. Zachwycają też aktorzy, doskonale poruszający się w konwencji i nawet powstrzymujący śmiech.

Tylko matematyka staje się zagadką, gdy z kilkunastu bohaterów, występujących w spektaklu, na scenie zostają cztery osoby...

Maria Piękoś-Konopnicka
Dziennik Teatralny Kraków
20 kwietnia 2018

Książka tygodnia

Szekspir bez cenzury. Erotyczny żart na scenie elżbietańskiej
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Jerzy Limon

Trailer tygodnia