Wyblakłe zdjęcia dawnych wzruszeń?

"Metro" - reż. Janusz Józefowicz - Teatr Studio Buffo w Warszawie

Musical "Metro" odegrany w gdańsko-sopockiej hali. Ergo Arena to nie obiekt na teatralne widowiska

Oto młodzi, obdarzeni pewną dozą talentu, ale niedoświadczeni młodzi ludzie marzą o karierze na estradzie. Odrzuceni przez cynicznego reżysera nie dostają jednak ról w komercyjnym musicalu. Lądują na stacji metra, gdzie pod wodzą bezdomnego idealisty Jana opracowują program, który staje się hitem.

Dziś fabuła "Metra" może wydawać się mało odkrywcza. Mimo to musical nie schodzi z afisza od 1991 roku. Bez problemu rozeszło się też siedem tysięcy biletów na jego piątkową odsłonę w hali Ergo Arena. Czym to tłumaczyć? Janusz Józefowicz, reżyser spektaklu, mówi, że zawsze adresował musical do nastolatków, którzy są pomijanymi widzami. - Przez 20 lat nie powstała żadna poważna produkcja adresowana do tego przedziału wiekowego. "Metro" daje im szansę na stuprocentową identyfikację.
Wśród piątkowej publiczności dominowały jednak osoby, które miały szansę widzieć pierwszą wersję "Metra". Pytanie, czy to, co zobaczyły, ożywiło ich wspomnienia, czy było tylko wyblakłym zdjęciem dawnych wzruszeń.

Wieczór otworzyły wyświetlane na telebimach migawki z "Metra" sprzed 20 lat. To, co oglądaliśmy w gdańsko-sopockiej hali przez kolejne dwie godziny jako współczesną wersję musicalu, prawie w niczym od tych archiwaliów nie odbiegało.

Oczywiście, przebojowe, napisane 20 lat temu piosenki Janusza Stokłosy wciąż się bronią. Autorom musicalu należy się też punkt za to, że dostrzegli, iż warto uwspółcześnić fabułę, by stała się komunikatywna dla nowego widza. To "podrasowanie" spektaklu na miarę naszych czasów wyszło udanie dzięki aluzjom do "Tańca z Gwiazdami" czy autoironicznej scenie castingu, w której jedna z aktorek parodiowała manierę wokalną Edyty Górniak.

Największa wątpliwość dotyczyłaby strony techniczno-wizualnej. U zarania polskiego show-biznesu "Metro" szokowało laserami i dynamicznymi choreografiami. Dziś, w dobie efektownych tanecznych show, to za mało, by zasłużyć na miano widowiska.

Swoje zrobiła też przestrzeń Ergo Areny, która tym razem nie zdała egzaminu. Co innego słuchać w niej muzyki, co innego przeżywać widowiska teatralne. Obiekt przytłoczył scenę, na której rozgrywał się spektakl. Widzowie w bocznych i dalszych sektorach niewiele widzieli i byli skazani na pokazujące z lekkim opóźnieniem obraz telebimy.

Zasadność części zarzutów potwierdza sam Józefowicz. - To, co oglądamy dzisiaj, to zapis mojego myślenia sprzed 20 lat. I być może ma to trochę muzealny charakter - przyznaje. Od razu dodaje jednak, że zmieniła się rola "Metra". - 20 lat temu, kiedy za oknem było szaroburo, "Metro" było petardą energetyczną. Dziś, w dobie harmidru i udawanej wesołości, przypomina o idealistycznym widzeniu świata, jest opozycją do rzeczywistości.

Czy nie skazuje się jednak na bycie obwoźnym skansenem? - Jeśli chcemy być nadal atrakcyjni, musimy opowiedzieć tę historię na nowo. Dobrą okazją będzie przyszłoroczne 20-lecie "Metra" i planowana przeze mnie ekranizacja musicalu w technologii 3D. Jeżeli po tym ten program ma przejść do historii, niech przejdzie - kończy Janusz Józefowicz.

Marcin Mindykowski
POLSKA Dziennik Bałtycki
25 października 2010

Książka tygodnia

Czas zdrajców
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marek Krajewski

Trailer tygodnia