WyOUTowani w samotności

"OUT" - chor: Izadora Weiss - Opera Bałtycka w Gdańsku

Nowa premiera Państwowej Opery Bałtyckiej jest pierwszą sygnowaną nazwą Bałtycki Teatr Tańca. Trudno jednak wskazać różnicę w stosunku do dotychczasowych produkcji Baletu POB, ponieważ "Out" nieszczególnie wyróżnia się na tle poprzednich autorskich spektakli Izadory Weiss.

"Out" Izadory Weiss zapowiadany był jako opowieść o wykluczonych, odrzuconych i porzuconych. Miał to być głos poparcia szczególnie dla wyalienowanych kobiet, co sama autorka opisała w programie do przedstawienia. Jednak dwugodzinny spektakl zawiera niewiele takich treści. 

Na niemal pustej scenie dostrzeżemy jedynie długą ławę (efektownie podświetloną w wyciemnionych fragmentach spektaklu), której podłużny kształt nadaje scenie kanciasty, geometryczny wygląd (scenografia Hanny Szymczak). Takim też tropem poszła Izadora Weiss wprowadzając do choreografii "Outu" wiele ostrych, pozbawionych powabu i miękkości ruchów. Uwięzieni w tej formie tancerze muszą odnaleźć się w niezbyt wyszukanym i bardzo ubogim repertuarze, ponieważ niemal wszystkie sekwencje taneczne są powtarzane w kolejnych scenach i w różnych konfiguracjach. 

Z tą nietypową ekspresją taneczną najlepiej radzą sobie Michał Łabuś i Beata Giza. Łabuś zaskakuje ogromną plastyką ciała w swoim pierwszym epizodzie (Eros) i pozostaje najlepszym tancerzem spektaklu. Giza ożywia w "Oucie" każdy układ w którym tańczy, potwierdzając tym samym, że jej dyspozycja w poprzedniej premierze tanecznej, "Chopinart", nie była dziełem przypadku. Izadora Weiss powierza tancerce rolę Białej, jednej z trzech głównych postaci spektaklu - nazwanych symbolicznie kolorami. Biała (Giza), Szara (Franciszka Kierc) i Szafirowa (Sylwia Kowalska-Borowy) miały być, jak sądzę, trzema wcieleniami kobiet o różnych charakterze i temperamencie. Miały, ponieważ nić fabularna "Outu" rwie się już na samym początku spektaklu, by odnaleźć się dopiero w ostatniej, najlepszej jego części.

Zanim do niej dojdzie, wielbiciele spektakli Izadory Weiss znajdą elementy charakterystyczne poprzednich autorskich realizacji autorki. Już pierwsza scena stanowi nawiązanie, czy też kontynuację tańca plemiennego irackich Capulettich nad Julią, z "Romea i Julii". Co wytrawniejsze oko wyłapie później elementy "...z nieba", "4&4" oraz "Eurazji". Potem obejrzymy m.in. taniec z prostopadłościanami (nawiązujący do wystroju sceny), taniec z doniczkami i osobliwe zadania aktorskie, jak szeregowe siadanie, zsuwanie się i wchodzenie na umieszczoną na scenie ławę przez niemal cały zespół "Outu". Pierwszy akt kończy ukłon w stronę młodszej części widowni - ciekawie zaaranżowane tanecznie "Fallin" Alicii Keys w wykonaniu kobiecych Wyzwolonych.

Druga część spektaklu zbudowana jest wokół postaci Szarej, tańczonej przez Franciszkę Kierc. Ten kolor pozbawiony jest przyciągającej wzrok barwy, dlatego właśnie Szarej, jako jedynej, brakuje partnera - Biała i Szafirowa nie mają takiego kłopotu. Nic dziwnego, że Szara usiądzie na ławie smutna i samotna, zdejmie buty do tańca i ciśnie je gdzieś w kąt. A w pobliżu czai się Śmierć (w programie nazwana Thanatos - intrygująca Aleksandra Michalak). Finał zwieńczy piękna wizualnie scena zbiorowa, ale zawierająca też niewesołą konkluzję, że nie ma na tym świecie miejsca dla samotnych.

Głównym problemem "Outu" pozostają partie zbiorowe, których choreografia, miejscami przesadnie ilustracyjna w stosunku do muzyki, pozostawia wiele do życzenia. Znacznie ciekawsze są duety (Beata Giza - Artur Garbarczyk, Agnieszka Wojciechowska - Michał Oska) i trio (Giza - Michał Łabuś - Łukasz Przytarski). Na słowa uznania zasługują również soliści.

Spektakl Izadory Weiss mógłby być udaną i ciekawą opowieścią o samotności, gdyby jego choreograf zadbała o stronę fabularną. Mam wrażenie, że autorska "Outu" użyła zbyt subtelnego skrótu, aby mówić o wykluczeniu, czy alienacji na przykładzie Szarej. Bohaterka traci wprawdzie partnera, co wcale jednak nie oznacza, że jest izolowana, wykluczona, czy porzucona przez całe społeczeństwo. Sama Franciszka Kierc także nie do końca odnajduje się w kanciastym tańcu, pozbawionym lekkości i wdzięku z jej świetnej kreacji Julii w "Romeo i Julia". 

"Out" podejmuje bardzo istotny temat. Tym większa szkoda niewykorzystanej szansy na jego rozwinięcie. Jeśli jednak ma to być punkt wyjścia do innych, trudnych i niepopularnych kwestii, to z niecierpliwością czekam na kolejny spektakl Izadory Weiss.

Łukasz Rudziński
www.trojmiasto.pl
25 maja 2010

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia