Wyśpiewać emocje

"Do DNA" - reż. Ewa Kaim - Teatr PWST w Krakowie

Fascynuje nas pierwotność. Kiedy słuchamy śpiewu a capella, niemal za każdym razem jego dźwięk nas przenika. Mamy wtedy do czynienia z czystymi emocjami, ukrytymi w głosie i przekazywanymi słuchaczowi za jego pomocą. Zamykamy oczy i dajemy się ponieść tym głosom – pojedynczym lub śpiewowi chóralnemu. Taki jest spektakl „Do DNA" w reż. Ewy Kaim, który został zrealizowany w krakowskiej Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego jako dyplom studentów IV roku Wydziału Aktorskiego, specjalności wokalno-aktorskiej.

Kiedy widownia zapełnia się, w tle słyszymy rozmowy. To prawdopodobnie zapisy dźwiękowe rozmów z mieszkańcami wiosek. To swego rodzaju sięgnięcie do żywych źródeł historii, które nadal żyją gdzieś na obrzeżach wielkomiejskiego istnienia. Na scenie widzimy wielką, brązową konstrukcję, która okaże się stalowa, a której dźwięk (przy uderzeniach) również zostanie wykorzystany. W spektaklu usłyszymy nie tylko głosy aktorów, ale też bębny, cajony, fortepian. I to wszystko na żywo. I to wszystko zostanie w uszach na długo.

Są to na pozór proste historie, ale mówią o wysokich standardach, jakie panują w małych, zamkniętych społecznościach. Mam tu na myśli głównie zasadę „oko za oko, ząb za ząb". Ludzie zdają sobie sprawę, że nic nie jest bezkarne. Nie ma znaczenia, czy jest to zbrodnia czy miłość – wszystko ma swoje konsekwencje. Poza tym są rzeczy, które dotykają wszystkich, jak wojna czy wesele, ale są też emocje indywidualne, jak przyjaźń, zakochanie czy wspólne życie. Nabiera to formy swoistego patchworku: komiksu z krótkimi, mocnymi bądź sugestywnymi scenami, które śledzimy z przyjemnością od początku do końca.

Rzeczą wartą podkreślenia jest fakt, że jest to spektakl przygotowywany współcześnie, w XXI wieku i mówią o tym choćby stroje aktorów – mają na sobie sportowe bluzy z motywami ludowymi. Poza tym widać, że przy całym szacunku do tekstów źródłowych, potrafią się nimi w pewien sposób bawić i podać nam je w sposób przystępny, często nawet żartobliwy. Aktorstwo jest tu na bardzo wysokim poziomie, ponieważ spektakl jest dzięki nim bardzo szczery. Przez głosy i ruchy aktorów przebija autentyczność i niezwykła energia. Widać też, że wszyscy musieli wykonać przy jego realizacji wielką pracę.

Widowisko jest dynamiczne, jest w nim dużo ruchu. Na scenie są tylko aktorzy i instrumenty, na których grają. Jednak spektakl jest rozbudowany dźwiękowo, ponieważ używają oni także skoków, kroków czy dźwięku blachy, z której zbudowana jest konstrukcja na horyzoncie. Jest brązowa i przypomina wielką grudę ziemi. Na początku wychodzą oni spoza niej, więc z tej ziemi zostają symbolicznie zrodzeni, a też ona jest ich schronieniem. Sceny przechodzą jedna w drugą, aktorzy akompaniują sobie wzajemnie na instrumentach (z towarzyszeniem aranżera Dawida Suleja Rudnickiego), a kompozycji scenicznej dopełnia piękne światło, które tworzy niesamowity klimat.

Ten spektakl pod względem treściowym może kojarzyć się w pewien sposób z produkcją krakowskiego Teatru Ludowego „Gdy przyjdzie sen" w reż. Małgorzaty Bogajewskiej. Tam też nie ma miejsca na kompromisy. W małej społeczności wszyscy o wszystkim wiedzą, a czasem nawet... o wszystkim decydują. Przyjdą pod dom, zlinczują lub sprawią, że znajdziesz się na marginesie. W „Do DNA" nie ma jednak fabuły, nie ma jednej historii. Są impresje wydarzeń z życia, opisy różnych emocji, czasem bardzo skrajnych. Znajdziemy tu silne więzi rodzinne, trudne rozstania, a nawet zbrodnie. Ale motywy są podobne: bezkompromisowość i rygorystyczne przestrzeganie odwiecznych praw, które regulują życie społeczności oraz skomplikowana natura ludzka.

Młodzi aktorzy opowiadanych pieśniami, krótkich historii nie ilustrują wprost działaniami scenicznymi. Mamy tu do czynienia z symbolicznymi układami choreograficznymi. Możemy nawet zamknąć oczy i dać się ponieść wyobraźni. Mimo, że język różni się od naszego potocznego, który znamy, ponieważ są to pieśni ludowe ze zbiorów Oskara Kolberga i ks. Władysława Skierkowskiego – nie mamy problemu z ich zrozumieniem. Docierają do nas sensy zarówno indywidualnych dramatów, jak i żartów. To wszystko składa się na mozaikę przeżyć, w niesamowity sposób wyśpiewaną przez młodych aktorów: Dominikę Guzek, Agnieszkę Kościelniak, Weronikę Kowalską, Jana Maczewskiego oraz Łukasza Szczepanowskiego.

Spektakl „Do DNA" to widowisko zrobione zupełnie genialnie. Brawa należą się wszystkim twórcom – od reżyserki przez dramaturga, choreografa, aranżera, scenografa aż do samych aktorów. Mam wrażenie, że jak już młodzi aktorzy ukończą szkołę i pójdą swoimi ścieżkami artystycznymi, to będzie to spektakl przypominany jeszcze długo. Będzie przykładem ich udanego, wyróżniającego się zdecydowanie dyplomu. Co prawda, szerszej publiczności pieśni pochodzące z tytułowego „DNA" naszej kultury są po części znane m.in. dzięki zespołowi Kapela Ze Wsi Warszawa czy Laboratorium Pieśni (pieśni wschodnie), ale świadczy to o tym, że jest w nich coś nie tylko fascynującego, ale i bliskiego. Po prostu chcemy słuchać rzeczy pierwotnych, które słyszy się na co dzień niezwykle rzadko. Młodzi aktorzy w „Do DNA" zachwycają: wyśpiewują lęki, radości i dramaty czystymi głosami, a my mamy ciarki od początku do końca spektaklu.

Joanna Marcinkowska
Dziennik Teatralny Kraków
11 lutego 2019
Portrety
Ewa Kaim

Książka tygodnia

Amantka z pieprzem
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Grażyna Barszczewska, Grzegorz Ćwiertniewicz

Trailer tygodnia