Wywyższenie człowieka

Słowo staje się Ciałem

W kazaniu ksiądz - nawiązując do przedstawianego w mediach sporu o ulicę Jerzego Grotowskiego i kontrowersji wokół jego eksperymentów z religiami Dalekiego Wschodu - bardzo pogardliwie i nieprzyjemnie potraktował buddyzm. A przecież ta religia to tysiące lat tradycji, wielka myśl filozoficzna!

Adwent - czas oczekiwanie na Wcielenie Boga, na Boże Narodzenie. Oto Słowo staje się Ciałem.

Obliczyłem, że na same święta przypada kolejka Witolda Mrozka. Szczęściarz - pomyślałem; pisać felieton zaraz po pasterce! Będzie to zapewne tekst natchniony. Ogromne wyzwanie stoi przed tym młodym krytykiem. Postanowiłem go jednak trochę uprzedzić; jako ksiądz powinienem jednak też coś napisać o tym ważnym czasie.

Jest słowo; słowo, które może bardzo ranić. To nie jest to Słowo, które stało się Ciałem; to jest nasze ludzkie słowo. Opowiadał mi kilka lat temu dziennikarz i jednocześnie poeta (są i takie połączenia), zresztą człowiek wierzący, choć czasami zbuntowany (co się ze sobą często wiąże), jak zirytował się podczas mszy św., którą obejrzał w telewizji.

W kazaniu ksiądz - nawiązując do przedstawianego w mediach sporu o ulicę Jerzego Grotowskiego i kontrowersji wokół jego eksperymentów z religiami Dalekiego Wschodu - bardzo pogardliwie i nieprzyjemnie potraktował buddyzm. A przecież ta religia to tysiące lat tradycji, wielka myśl filozoficzna! Kiedy przedstawiciele innych religii albo agnostycy zbywają w podobny sposób chrześcijaństwo, oburzamy się, czasami słusznie. A jakże często w drugą stronę, wobec siebie, nie stosujemy tej samej miary. Przecież wszystko da się łatwo wyśmiać (jak zrobił to ten ksiądz) i zbyć pogardą. Niestety, po tym często rozpoznaje się ludzi małego ducha. "Sam słyszałem - mówi dziennikarz i poeta - jak Mongoł, absolwent filozofii, zateizowany przez komunizm i "zamordowanie" tamtejszego Kościoła buddyjskiego mówił: a Boga widziałeś, a dziewictwo Maryi, a Wniebowstąpienie itd. itp. On szydził, a ja byłem oburzony. Dlatego my takim samym pogardliwym stwierdzeniem: a reinkarnacja, a zwierzątka, nie powinniśmy zbywać tysięcy lat tradycji i świętości wielu istnień ludzkich, które stoją za buddyzmem".

Ilu duchownych zdaje sobie sprawę z tego, jak wiele osób wierzących inaczej czy niewierzących, to ludzie wrażliwi na każde krzywdzące, niesprawiedliwe i okrutne słowo z ambony? I odwrotnie: łatwo dziś rzucić bezwzględnym, a czasami nienawistnym słowem na chrześcijanina (nie tylko na Kościół), i jeszcze na dodatek uważać się za wzór tolerancji.

Marne jest zatem słowo ludzkie.

Znany pisarz wspomniał w rozmowie ze mną o dwóch spotkaniach z duchownymi; pierwsze z ks. Michałem, które wspomina z wdzięcznością, i drugie, które go czegoś nauczyło. "Zapytałeś mnie o moje spotkania, dobre czy złe, z duchownymi. Pierwsze wzięło się ze szczodrego gestu braterstwa księdza Michała i pomogło mi przeżyć kilka lat w poczuciu, że jeśli tacy ludzie jak On istnieją, to warto być, bez przesady! Z drugiego wynoszę wniosek prosty: ze statystycznego punktu widzenia rozkład pewnych cech, postaw, zachowań etc. kształtuje się wedle krzywej Gaussa we wszystkich zbiorowościach w podobny sposób: siedmiu wspaniałych, osiemdziesięciu sześciu takich sobie, siedmiu okropnych, i niewiele się na to poradzi (ze statystycznego punktu widzenia). Ale - jak wiesz - statystyka, nauka wspaniała, operuje nader często kwantyfikatorami nazbyt wielkimi. Przyjmijmy zatem, że rzecz kryje się w szczegółach".

I dlatego właśnie tak bardzo staram się zawsze zwracać uwagę na szczegóły. Ten sam pisarz zauważył, że każde spotkanie, ze świeckim czy z księdzem, to wzajemne oddziaływanie na siebie tych, co podejmują rozmowę. Nic nie rodzi się z próżni: złość i wrogość jednej ze stron bywa funkcją (reakcją) drugiej strony. Zdarza się jednak niekiedy, że jedna ze stron spotkania przystępuje do rozmowy z gotowym wyobrażeniem dotyczącym drugiej strony i trzyma się tego wyobrażenia kurczowo, bo w przeciwnym przypadku musiałaby zrezygnować z tego, czego się nauczyła (czego ją nauczono) i uznała za pewnik, za część fundamentu swej wiary i jestestwa.

Lękowa odmowa rozumienia - tak chyba można by to nazwać. Poczucie, że jeśli rozmówca nie przystaje do apriorycznego wizerunku (niemalże) Mefista - to jest zapewne umiejscowiony w jeszcze głębszych strefach otchłani. No i już nie ma powrotu!

Oczywiście, droga powrotu istnieje.

Bo oto Bóg się rodzi, staje się Człowiekiem; uniża się; wywyższa człowieka z wszystkim jego grzechami, słabościami i upadkami. Bo święta Bożego Narodzenie to święta wywyższenia człowieka. Umyka ten ich głęboki sens.

A zatem On wskazuje nam drogę powrotu; świeckim i duchownym. Antoni Gołubiew pisał w liście do przyjaciela, że jest coś porywającego w tym stawianiu Boga na człowieka.

Lęk paraliżuje duszę i ciało. Najważniejsze, to bać się Boga, powiadają niektórzy Jego "wyznawcy". A jeśli boimy się Boga, boimy się wszystkiego. Wówczas nie ma w nas radości, brak nam odwagi. Gdybyśmy ufali Bogu - pisze Mnich Kartuski - nie lękalibyśmy się ani świata, ani ciała, ani cierpienia, ani przeszłości czy przyszłości, ani bliźnich, ani samych siebie.

Strach przed Bogiem zabija nasze człowieczeństwo. Ludźmi zalęknionymi łatwiej manipulować.

A tymczasem Boże Narodzenie uzmysławia, że w chrześcijaństwie chodzi o coś zupełnie innego; chodzi o radość wypływającą z Ewangelii, a nie o prawo Archimedesa, które zastępuje nam Ewangelię. Zamiast podać rękę tonącemu (a może być nim każdy z nas), nie pytając go o nic, my mu groźnie i pryncypialnie tłumaczymy, że gdyby znał i stosował w życiu prawo Archimedesa, to nie znalazłby się w takim położeniu. Tylko że tak postępuje wierzący w swoją wiarę faryzeusz, a nie chrześcijanin. W rezultacie ów tonący pogrąży się w otchłaniach wód. Albo zostanie uratowany przez kogoś spoza Kościoła, kto poda rękę bez zbędnych słów. Może będzie to ręka ateisty, może agnostyka, może wyznawcy jakiejś religii niechrześcijańskiej. I będzie to zapewne ręka ewangeliczna. Bo Bóg narodził się po to, żeby nas podnieść, a nie pognębić. A nawet - powtarzam - wywyższyć!

ks. Andrzej Luter
e-teatr
19 grudnia 2016

Książka tygodnia

Wróg publiczny i inne dramaty węgierskie
Agencja Dramatu i Teatru "Adit"
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia