Wznowienie Cyrulika w Łodzi

"Cyrulik sewilski" - reż. Natalia Babińska - Teatr Wielki w Łodzi

Całkiem niedawno, 18 i 19 stycznia, w Teatrze Wielkim w Łodzi wielbiciele opery i Gioacchina Rossiniego mieli okazję obejrzeć po kilku latach przerwy „Cyrulika sewilskiego" w reżyserii Natalii Babińskiej. To opera buffa w dwóch aktach skomponowana przez Rossiniego ponad dwieście lat temu, a dokładnie w 1816 roku.

Libretto do niej napisał Cesare Sterbini a zostało ono oparte na sztuce teatralnej Pierre'a Beaumarchais'go z 1775r. „Cyrulik sewilski" wyreżyserowany przez Babińską, otrzymał Złotą Maskę za najlepszy spektakl w sezonie 2013/2014. Ponieważ w mojej skromnej ocenie spektakl, który miałam przyjemność obejrzeć nie miał słabych stron (drobiazgów nie zamierzam się czepiać), wypunktuję zatem te mocne.

Po pierwsze: wciągająca intryga i niebanalne libretto
Akcja rozgrywa się w Sewilli. Nocą pod oknem domu Doktora Bartola (Grzegorz Szostak) ukrywa się Hrabia Almaviva (Łukasz Ratajczak). Pragnie zobaczyć piękną wychowankę Doktora – Rozynę (w tej roli tego wieczoru wystąpiła świetna Aleksandra Borkiewicz). Chcąc ją wywabić na balkon Almaviva zaprosił nawet miejscową orkiestrę, jednakże jego muzyczne starania nie odnoszą żadnego skutku. Wtedy pojawia się Cyrulik Figaro (Arkadiusz Anyszka). Hrabia zwierza mu się ze swojego uczucia do Rozyny i Figaro proponuje , by ten w przebraniu żołnierza udającego się na kwaterę do domu Bartola po prostu zjawił się w jego domu i korzystając z takiej możliwości porozmawiał z Rozyną. Podejrzliwy Bartolo domyśla się, iż Rozyna sprzyja Almavivie. A ponieważ sam jest w niej zakochany po uszy, prosi o radę nauczyciela muzyki Basilia (Arkadiusz Jakus). Jak ma zniechęcić Rozynę do Hrabiego? Mimo rady Bazylia postanawia działać na własną rękę i to co czyni, przynosi raczej odwrotny skutek - jest jeszcze bardziej podejrzliwy, niż przedtem. Z obawy przed utratą ukochanej otacza ją coraz większą kontrolą i planuje szybki ślub nawet wbrew jej woli. Figaro jednak te plany krzyżuje, choć ostatecznie podstęp Figara i Almavivy zostaje przez Bartola odkryty.

Figaro musi zatem wymyślić nowy plan. Wysyła Almavivę do domu Bartola, żeby udawał ucznia Don Basilia i zamiast niego odbył lekcję śpiewu z Rozyną. Niestety Bazyli nie jest o tym powiadomiony i przychodzi na zaplanowaną lekcję , czym wywołuje spore zamieszanie. Jednakże zakochanych nie zdradza niespodziewane przybycie nauczyciela a ich własna nieostrożność . Bartolo w pada w malowniczy szał i postanawia sprowadzić notariusza, by natychmiast związać się z Rozyną. Przekupiony rejent (Marcin Ciechowicz) udziela jednak ślubu Hrabiemu i Rozynie.

Dlaczego taka w sumie prosta historia romansowa okazała się wciągająca? Ponieważ komiczne imbroglio połączyła się tutaj z komedią charakterów a konwencja farsy z satyrą społeczną . To właśnie dlatego publiczność z zapartym tchem śledzi losy przychylności hrabiego i Rozyny, pomimo że już zna zakończenie - jakby nie było mocno sentymentalnej - opowieści. Świetnie napisane libretto to pierwsza rzecz. Świetna inscenizacja i wydobycie wyrazistych charakterów postaci - to druga.

Po drugie i trzecie: plastyka dzieła
Niezwykłość tego spektaklu to także niebanalna scenografia Diany Marszałek, utalentowanej scenografki teatralnej i filmowej oraz korespondujące z koncepcją scenografki kostiumy zaprojektowane przez równie utalentowaną Julię Skrzynecką w prostych, monochromatycznych barwach. Piękne, przyciągające wzrok intensywnymi barwami i niepospolitą, futurystyczną konstrukcją - pewnie były dość niewygodne? - przywodziły mi na myśl stroje kosmitów z jakiegoś pop-artowskiego komiksu. Fantastycznie przy tym odzwierciedlały charaktery postaci i społeczne zależności. Udało się zachować czystość formy, jasność przekazu i komiczność charakterów, czyniąc jednocześnie z dzieła Rossiniego spektakl na wskroś nowoczesny.

Poszczególne sceny zostały ładnie i ciekawie zainscenizowane. Szczególnie piękny był obraz spaceru, podczas którego nastąpiło załamanie pogody, zaczął padać deszcz i silnie zawiało. Niezwykle malownicza scena! Chyba jedna z najpiękniejszych jakie można w operze oglądać. Zapewne jest w tym pewna zasługa choreografa Jakuba Lewandowskiego. Ciekawie wyglądało podzielenie przestrzeni w domu Bartola na trzy pomieszczenia wykorzystując do tego celu kolory: żółty (buduar Rozyny), biały (salon / pokój Bartola) i czerwony (pokój do nauki muzyki ). Podejrzewam, że kolory znaczyły tu znacznie więcej niż to, co teraz do mnie dociera a jeżeli nie, to i tak nie szkodzi, bo wizualnie i koncepcyjnie scenografka dopieściła spektakl i jego odbiorcę.

Ciekawym rozwiązaniem były nad wyraz ludzkie cienie towarzyszące głównym postaciom opery. Czyżby miały symbolizować dwoistość ludzkiej natury? Myśl i działanie jako źródło intrygi? Prawdę i fałsz jako wszechobecne i nierozdzielne w społecznych relacjach?

Po czwarte: trójkąt muzyczny
„Cyrulik sewilski" jest chyba najpopularniejszym dziełem Rossiniego i jedną z najczęściej wystawianych oper. W samym Teatrze Wielkim w Łodzi jest to już piąta realizacja „Cyrulika..." Pełne żywej akcji i sytuacyjnego humoru libretto łączy się z muzyką, która daje śpiewakom duże pole do popisu – nic dziwnego, że cieszy się popularnością także wśród widowni. Szczególnie znana - i często grana jako odrębny utwór na koncertach symfonicznych - jest uwertura oraz trzy piękne arie: Largo al factotum (aria Figara), Una voce poco fa (aria Rozyny) i La calunnia (bardzo znana aria o plotce wykonywana przez Basilia), które tutaj zostały zaśpiewane w mojej ocenie pierwszorzędnie. Niewątpliwie dodatkowym walorem, bardzo istotnym zresztą było objęcie kierownictwa muzycznego wznowienia i dyrygentury przez Tadeusza Kozłowskiego oraz doskonała praca cudownej orkiestry, która pod jego dyrygenturą zagrała precyzyjnie, przejrzyście i lekko.
Rossini – Kozłowski – orkiestra Teatru Wielkiego. To musiało się udać – trójkąt idealny.

Po piąte: obsada
Aleksandra Borkiewicz jako Rozyna była niezwykle urocza w swojej uległości i prostocie – była dość tkliwie uległa, ale dumna i emanująca ciepłą kobiecością. Czyż tak charakterologicznie zbudowana postać nie przykułaby uwagi? Ależ tak. Doktor Bartolo i świetny w tej roli Grzegorz Szostak – gbur, brzydal, pokraka, czyhający na rękę i majątek swojej podopiecznej, ale czyż nie wzbudzał sympatii? Przez chwilę nawet poczułam litość, że Rozyna zamiast niego wolała kogoś znacznie młodszego i na dodatek fircyka. Basilio – podły i jednocześnie rozbrajająco niewinny, ale i o zwracającym uwagę i zapadającym w pamięć brzmieniu głosu. Figaro – śmiały urwis i pomysłowy łobuz z sercem na dłoni. Arkadiusz Anyszka grał rolę Figara z dużą swobodą i gracją – bardzo mi się podobał. Łukasz Ratajczak debiutujący w partii Hrabiego Almavivy, także dobrze sobie poradził. Ponadto w swoich partiach zadebiutowali także Olga Maroszek jako Berta i Arkadiusz Jakus jako wspomniany już Don Basilio. Krótko mówiąc, świetna obsada zarówno pod kątem wokalnym jak i wyrazowym.

A zatem łódzka publiczność – mam cichą nadzieję, że nie tylko łódzka - miała okazję obejrzeć pięknie opracowany, przygotowany i zagrany spektakl operowy, który na pewno nie znudzi i nie zawiedzie, zarówno zaawansowanych jak i początkujących odbiorców muzyki operowej. Cieszy zatem bardzo jego wznowienie. Myślę, że takiej realizacji nie można pominąć - trzeba obejrzeć i długo bić brawa na stojąco – co zresztą przybyła na spektakle publiczność uczyniła. A przy okazji... Historia ma swój ciąg dalszy w Weselu Figara – kolejnej sztuce Beaumarchais'go i operze Mozarta z 1786 roku. Może warto rozważyć ciąg dalszy przygód Figara w Teatrze Wielkim?

Agnieszka Kowarska
Teatr Wielki w Łodzi
27 stycznia 2020

Książka tygodnia

Piękne zielone oczy
Wydawnictwo Czarne
Arnošt Lustig

Trailer tygodnia

Gdziekolwiek - wibracj...
Mariusz Kiljan
Wszędzie na świecie rodzimy się i umi...