Yyy, w ogóle

"Jak wam się podoba" - reż. Krystyna Janda - Teatr Wybrzeże w Gdańsku

Tytuł recenzji jest odpowiedzią, jak się domyślacie, na tytuł spektaklu. Z czego wynika, że nie będziem chwalić. Kto przeżyje lato, niech czyta jesienny "Przekrój" w wydaniu unplugged, a w nim tekst o innej Jandzie - o Jandzie aktorce, którą to aktorką jest lepszą niż reżyserką. Tam nie tylko będzie miło, tam ją czeka uwielbienie, bo tematem będą Zapiski z wygnania. A tymczasem może chcecie wiedzieć, dlaczego się nie podoba "Jak wam się podoba"? I co to znaczy, że się nie podoba, kiedy się podoba? Tytuł spektaklu nie stawia pytania: "Czemu się wam nie podoba?" i obiektywnie spektakl jest udany: lato, Trójmiasto, Janda, Szekspir, Teatr Szekspirowski, bilety poszłyyy.

Na próbie prasowej zapytano reżyserkę, o co jej w ogóle chodzi jako reżyserce. "O nic. Ja robię po prostu maksymalnie dobre spektakle. Jestem reżyserem użytkowym - przede wszystkim w swojej fundacji. Muszę zrobić wszystko, żeby fundacja zarobiła milion złotych miesięcznie, żebyśmy się utrzymali" (wywiad dla "Pomorza Kultury"). Najlepsza odpowiedź w historii odpowiadania: szczera i zabawna. Szczera i prawdziwa. W tym wystawieniu "Jak wam się podoba" naprawdę o nic nie chodzi - chodzi tylko o to, żeby było wystawione. Autorka ma świętą rację co do swego dzieła. Taaa piosenka jeeest... pisana-dla-pieniędzy.

"Jak wam się" podoba w reżyserii Jandy jest czystą, wspaniałą, klasyczną - chałturą.

Chałturzyć też trzeba umieć, nie ma równości między chałturami. Ta jest chałturą zrobioną porządnie albo przynajmniej zrobioną. Spektakl oszczędny w środki i oszczędny w scenografię, którą ma jak chodnik barwę, czyli jakąś ma. Są dwie płaszczyzny, tylna i dolna (ściana i podłoga), i obie są ekranami. Scena jest jedna, płaszczyzny są dwie! Rzuca się na nie filmiki i kształty, by zaznaczyć pory roku (zimę śniegiem, wiosnę trawą), czyli powiemy, że scenografia jest rzutowana. Coś to komuś przypomina? Bo mnie taki teatr, jaki najchętniej robią artyści aktorzy: gdzie jest aktor i nic więcej. Mam wrażenie, że Krystyna Janda przynależy do tej właśnie grupy zawodowej.

Chałturnictwo tego dzieła polega na dosłowności: piosenka - to śpiewasz, scena grozy - srożysz minę, a miłość - spazmujesz. Jeżeli jest żarcik, to postać się śmieje, ale jej śmiech nie zaraża. Nie mieli czasu lub czegoś innego, by wymyślić coś lepszego, mniej samorzutnego. Spektakl samograj, spektakl samosiejka. Jakoś sam się zrobił, a na Szekspira przecież ludzie przyjdą, a jeśli jest grany latem i da się uberem dotrzeć do teatru z plaży... W Gdańsku słowo "sezon" znaczy co innego. Jest tam w lipcu grać dla kogo, bo plażować nad Bałtykiem, morzem ciut podbiegunowym, przyjeżdżają głównie nasi, me too.

Układ naprzemienny, jeśli chodzi o fabułę: dialog, piosenka, dialog, piosenka. Będzie też monolog, ten najbardziej znany - All the world's a stage. Wiecie, co to jest ten drobny druczek przed tym monologiem i po monologu? William Szekspir, "Jak wam się podoba".

Postać Rozalindy, przewodniej amantki, sprawia wrażenie, jakby reżyserka i kostiumografka się na nią uwzięły: sukienka typu "złote tarasy", turban do kompletu, a aktorstwo przesterowane do granic zerwania żyłki, co nie jest winą aktorki, bo widziałem ją w "Trojankach" i widziałem, że ma rozum. Tutaj gra jak potłuczona, ubrana jak nienormalna. No, ale sama się nie ubierała i nie ustawiała. Krystyna Janda wyjaśnia w wywiadzie (jw.), że zawsze chciała zagrać Rozalindę, nigdy nie zagrała, a teraz reżyseruje. Czyli Magda Gorzelańczyk, która gra to właśnie, co Janda marzyła zagrać, ma piętrowo przerąbane. Została poddana dość zazdrosnej reżyserii pod tytułem: "Żadna by tego lepiej nie zrobiła". Z góry przepraszam za głupią insynuację!

Inna sprawa, że dobrze wykorzystano warunki aktorki, która nosi brak fryzury la Sinéad O'Connor (a odkąd przeszła na islam, to Shuhada Davitt). Gdy chodzi w turbanie, znaczy, że kobieta, gdy w braku turbanu, w braku owłosienia, znaczy: niekobieta. Szekspir lubił przebieranki, które są seksowne, bardziej nawet niż zabawne - pewnie dlatego wrzucił je do tekstu.

Janda powiada w tym samym wywiadzie, że u siebie w Polonii Szekspira nie robi, bo jej najzwyczajniej nie stać. Nie wpuści na scenę więcej niż tuzin aktorów, no bo z czego im zapłaci? Widać tu proste pojęcie o liczbie "osób dramatu". Po pierwsze, można coś wyciąć, dwoje, troje bohaterów przecież widzom nie ubędzie, po drugie - aktor może zagrać parę ról podczas wieczoru, a nie od postaci jest mu wypłacane.

Do problemów pierwszego świata typu "bo spektakl był nudny" dodam jeszcze salę. Teatr jest medium "specyficznym" w sensie site-specific. Grają w Teatrze Szekspirowskim, który ma tylko dwa problemy: 1. nic nie widać, 2. nic nie słychać. Szekspir, gdyby żył, by nie potrzebował "zwodzonego" dachu, sali na planie kwadratu, drewnianych lóż z boku, z których nic nie widać, i złej akustyki, przez którą nie słychać. Korzystałby z prądu i dał sobie spokój z robieniem domu kultury, poszedłby w YouTube'y.

Gdańskie "Jak wam się podoba" to komedia romantyczna, ale ani śmieszna, ani wzruszająca, a jedynie lekkostrawna. Wchodzi jak yerba. Argument, że taki spektakl jest rozwalaniem publicznych pieniędzy, do mnie nie przemawia, co bowiem w teatrze, planowanym zbytku, nie jest marnotrawstwem kasy?

Maciej Stroiński
Przekroj.pl
26 lipca 2019
Portrety
Krystyna Janda

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia