Z Gopła się bierze tragedii początek

"Balladyna. Wojna wewnętrzna" - reż. Justyna Łagowska - Teatr Polski w Bydgoszczy

Gorzka jak dark chocolate, ale z posmakiem ajeru. Głos ostry niczym nóż. Ręka opleciona kablem mikrofonu jak morderczą siecią. To Balladyna. Być może widujemy ją na klubowej scenie.

Przedstawienie teatralne dla młodzieży, w przeciwieństwie do szkolnego schematu analizy oraz interpretacji dzieła literackiego w sali lekcyjnej, daje możliwość na bardzo intymne z nim spotkanie. Bo młodzi w teatrze chcieliby, żeby literatura na scenie dała się „zrozumieć", „przeżyć" i „zinterpretować". Ale przede wszystkim, żeby dała im emocje!

A tak stać się może tylko wtedy, gdy realizatorzy wystawiając szkolną lekturę, mają w sobie sporo wrażliwości, pielęgnują zharmonizowanie z uczuciami młodych ludzi, a sami znajdą się w labiryncie ich napięć, rozterek oraz poszukiwania samych siebie. I tak właśnie było podczas spektaklu „Balladyna. Wojna wewnętrzna" w Teatrze Polskim w Bydgoszczy.

Koncepcja reżyserska (a także scenografia i światła) Justyny Łagowskiej razem z adaptacją Szymona Adamczaka przeniosła Balladynę do czasów współczesnych, a do tego skompilowała ją z postacią Goplany. Co więcej, w jej konstrukcji psychicznej zostały zawarte typowe i powtarzające się w czasie, motywy ludzkiego postępowania. I jak każdy archetyp ma w sobie wymiar konstruktywny i destruktywny.

Dzięki temu zabiegowi łatwiej zrozumieć postać Balladyny sprzed blisko dwustu laty. A także i umieścić ją w teraźniejszości, jako piosenkarkę rockową. A jej historia ma swój początek w jeziorze Gople, z nimfą Goplaną w środku, której spodobał się Grabiec, chłopak Balladyny. Wymyśliła więc intrygę, by Skierka doprowadził do Balladyny Kirkora. Założyła bowiem, że ten się w niej zakocha, a ona Grabca będzie miała tylko dla siebie. Tymczasem plany układają się inaczej. Powiedzielibyśmy, że „sytuacja wymknęła się spod kontroli". I tak, Balladyna zostaje wkręcona przez matkę, a potem przez nowe sytuacje, w łańcuch dramatycznych wydarzeń. Wydarzeń, które układają się w jasny i czytelny ciąg, znany nam dobrze z treści utworu.

Ale to nie jedyna zaleta bydgoskiej inscenizacji. Spektakl jest muzyczny. Muzyka wiąże się z treścią dramatu i dzięki niej powstaje nowa przestrzeń interpretacyjna dla młodych widzów, zwłaszcza, że jej autorem jest Robert Piernikowski. Fabularność podporządkowana jest rytmowi. Niezwykle dynamicznemu, porywającemu i emocjonalnemu. Okazuje się, że tekst Słowackiego jest niezwykle muzyczny, i co więcej, wiąże ze sobą cielesność aktorów i wizualność spektaklu. I te wszechobecne w spektaklu dźwięki! Od szumu morza imitowanego na tle muzyki przez Pawła Paczesnego, po hard-rockowe brzmienie głosu Balladyny, poprzez liryczność i rozdarcie linii muzycznej w dramatycznych chwilach, aż po pomieszanie granic świata realnego i tego baśniowego. Po uchwycenie sensu słów poety.

Muzyka i tony idealnie współgrają też ze scenografią świata Balladyny, podzielonego na estradę i dom. To świat Balladyny, to początek jej drogi na szczyt po tzw. trupach. Uwolnienie emocji, poddanie się lawinowo następującym po sobie zbrodniom Dagmara Mrowiec – Matuszak w roli Balladyny wygrywa bardzo zróżnicowanie i wielowymiarowo. Nie ukrywa emocji, gra ciałem, w fantastyczny sposób oddaje „wojnę wewnętrzną", jaką toczy sama ze sobą. Gra nie tylko jedną postać, ale także oddaje emocje Goplany! A do tego silny, zdecydowany w barwie głos aktorki sprawia, że śpiewając, porywa za sobą widzów. Paweł Paczesny urzeka nie tylko warsztatem aktorskim, ale także stanami emocjonalnymi, jakie przeżywa grany przez niego Kirkor. To spektakl aktorski, o czym przekonuje gra pozostałych aktorów. Marcin Zawodziński jako Grabiec gra na granicy dwóch światów, w sposób niezmiernie dynamiczny wygrywając swą ziemską fizyczność. Aktor w sposób żywiołowy uwalnia energię i emocje, którymi Grabiec imponuje Goplanie, a także i ukrywany liryzm, jaki budzi się w nim w obecności Balladyny. A że potrafi swym głosem oszołomić widzów i wpisać się w dynamiczny rytm muzyki przekonał (i przekonuje nadal) w teatralnym koncercie „Śmierć Mózgu" w cyklu „Historie Bydgoskie".

Postaci w tym spektaklu są także nosicielami określonych symbolik. Taki jest i Pustelnik, w roli którego występuje zjawiskowy Andrzej Jakubczyk, grając jeszcze i inne postaci. Znakomity w scenie, w której Balladyna/Goplana na totalnym kacu, po nocnym koncercie nie ma siły, by podnieść się rano z łóżka, w sposób niezwykle liryczny interpretuje słowa „ Ach, patrz! na słońca promyku. Wytryska z wody Goplana; Jak powiewny liść ajeru, Lekko wiatrem kołysana", stwarzając znakomity humor sytuacyjny. To znów w chwili największego załamania Balladyny wykonuje groteskowy taniec przed lustrem, niczym demon uwolniony z jej emocji. Pełen dystansu i tajemnic Kostryn nabrał barw dzięki grze Jakuba Ulewicza. I nie bez powodu Matka/Wdowa w wykonaniu Alicji Mozgi ucharakteryzowana jest na wróżkę żywcem wyjętą z telewizyjnego kanału ezoterycznego. Wszak to ona „wywróżyła", żeby córki poszły w las na maliny. I to ona, po wypędzeniu z zamku, w monologu o jaskółkach, gra na wielu strunach emocji jako matka opuszczona i zdająca sobie sprawę z tego, w co uwikłała córki.

Ale jest i powrót do przeszłości, która jako dziewczynka, pojawia się w chwilach jej największych psychicznych rozterek, najzacieklejszej walki ze sobą. Zjawia się na scenie, jakby z innego świata, jako duch egzemplifikujący psychiczne przeżycia dorosłej Balladyny. Justyna Łagowska wprowadziła na scenę dwie kilkunastoletnie dziewczynki – Martynę Błajdę oraz Marię Noelę Puto. Podczas premiery Martyna Błajda zagrała bardzo naturalnie. To rola niema, więc zadanie wyjątkowo trudne. Nie ujawnia emocji, porusza się jak istota nie z tego świata. Na doskonałych wizualnie i technicznie ujęciach wideo, autorstwa Tomka Michalczewskiego, kiedy to gra mimiką twarzy i grą ciała, wyrzuca z siebie emocje i naśladuje zachowanie celebrytek. Poza tym, ujęcia filmowe, eksponują zbliżenia twarzy postaci, oddając w ten sposób przeżywane przez nie stany psychiczne. To bardzo ciekawy kolejny zabieg reżyserski.

Spektakl aż kipi energią dźwięków, a swym dynamizmem nie pozwala na swobodny oddech, szczególnie w czasie tańca wykonywanego podczas uczty na zamku. Jego choreografia oddawała emocje uczestników i ich wzajemne relacje „wytańczone" wyłącznie poprzez szalone układy nóg, zachwycające widzów. A do tego warto dodać grę ciałem i jego zsynchronizowanie z muzyką, gesty uzewnętrzniające przeżywane emocje, czy taneczno-wokalne solo Kirkora przy mikrofonie w wykonaniu Pawła Paczesnego. Milena Czarnik postawiła aktorom bardzo ambitne zadania.

Bardzo emocjonujące jest zakończenie spektaklu. Po mocnym rockowym brzmieniu prowadzącym lawinowo zdarzenia mające swój początek w baśniowym Gople, aż po apogeum zdarzeń w świecie realnym, błądzącym poprzez meandry ludzkiej psychiki, zagrała cisza. A w niej wybrzmiały słowa z wiersza Bolesława Leśmiana „Zmory wiosenne". Wiosna to początek nowego życia, którego pragnie Balladyna, ale niestety pojawiają się w niej zmory. Dziewczyna, uciekając z lasu wbiega w sen, w którym chciałaby być tą samą „co rano". Głos Dagmary Mrowiec-Matuszak staje się melodią duszy Balladyny. I tak metafizyka Bolesława Leśmiana łączy się ze światem Juliusza Słowackiego. I pozwala widzom wejść do niego. Wielkie brawa dla Justyny Łagowskiej za odważną artystycznie koncepcję wystawienia „Balladyny" oraz za zainspirowanie młodych i dorosłych widzów.

___

Warto dodać, że uwaga realizatorów nie skupiła się wyłącznie na spektaklu. Z inicjatywy Agnieszki Szymańskiej odbyły się warsztaty „#GRAMY (Z) BALLADYNĄ" dla młodzieży w wieku od 13 do 17 lat. Miały one postać mapy praktycznych działań kontekstowych pozwalających wejść lub pobyć jeszcze dłużej w świecie znad jeziora Gopła. Podczas zajęć „Zazdroszczę tej, co dzisiaj rano mną była" uczestnicy konfrontowali bohaterów dramatu ze współczesnym światem nastolatków. Kolejne poświęcone były „Songom ze Słowackiego". Rytm oraz muzyczność dramatu Juliusza Słowackiego jak i sam tekst Balladyny posłużyły uczestnikom jako punkt wyjścia do tworzenia własnych wypowiedzi muzyczno - performerskich. Podczas ostatnich warsztatów zaproszono młodzież do udziału w próbie generalnej oraz do warsztatów, które odbyły się po spektaklu. Ich uczestnicy wyrażali podczas nich swoje opinie o obejrzanej inscenizacji.

Ilona Słojewska
Dziennik Teatralny Bydgoszcz
10 kwietnia 2018

Książka tygodnia

Bauhaus - nauczanie/nowy człowiek
Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego
red. Małgorzata Leyko

Trailer tygodnia

WIELKIE GORĄCE SZYBKIE...
Zapowiedź reżysera.
W jaki sposób powstał wszechświat i c...