Z miłością, rodziną, pracą

rozmowa z Martyną Rozwadowską

Moim prawdziwym marzeniem było studiowanie na Wydziale Dramatycznym. Kiedy nie udało mi się przejść pomyślnie egzaminu, zdecydowałam spróbować swoich sił na Wydziale Lalkarskim.
Jak się domyślam to Twój pierwszy profesjonalny Teatr. W marcu tego roku weszłaś w zastępstwo, zagrałaś Isię w "Weselu" Stanisława Wyspiańskiego w kultowym już spektaklu teatru gnieźnieńskiego.

Z Martyną Rozwadowską młodą aktorką Teatru im. Al. Fredry w Gnieźnie, która od września 2010 roku jest na etacie w tutejszym teatrze rozmawia Daniela Zybalanka-Jaśko.

Daniela Zybalanka-Jaśko: Dwa lata temu skończyłaś Wyższą Szkołę Teatralną im.Ludwika Solskiego, Wydziały Zamiejscowe we Wrocławiu, Wydział Lalkarski. Jak się czuje młoda aktorka z tytułem Magistra Sztuki?

Martyna Rozwadowska: Magister Sztuki w żaden sposób nie ułatwia początkującej aktorce znalezienia pracy w teatrze zawodowym. Jest tylko pewnego rodzaju nobilitacją, która jest zawsze satysfakcją dla posiadającego ten tytuł.

Masz 26 lat, wchodzisz dopiero w zawód, wszystko przed Tobą. Dlaczego wybrałaś żywy plan zamiast lalek?

Moim prawdziwym marzeniem było studiowanie na Wydziale Dramatycznym. Kiedy nie udało mi się przejść pomyślnie egzaminu, zdecydowałam spróbować swoich sił na Wydziale Lalkarskim.
Jak się domyślam to Twój pierwszy profesjonalny Teatr. W marcu tego roku weszłaś w zastępstwo, zagrałaś Isię w „Weselu” Stanisława Wyspiańskiego w kultowym już spektaklu teatru gnieźnieńskiego.

Jak pracowało się z dyrektorem Teatru - Tomaszem Szymańskim?


Zastępstwo teatralne było dla mnie bardzo stresujące. Na szczęście dyrektor zatroszczył się, aby wszystko przebiegło bardzo sprawnie. Natomiast prawdziwą pracę nad rolą rozpocznę z dyrektorem Tomaszem Szymańskim w styczniu nad nową produkcją w bajce „Gelsomino w krainie kłamczuchów”.

„Książę i żebrak” w reżyserii Konrada Szachnowskiego, gdzie zagrałaś księżniczkę Elżbietę w pięknym kostiumie klasycznym sprawił, że łatwiej pracowało się nad rolą? Czy po raz pierwszy nosiłaś taki kostium?

Zapewne piękny kostium ułatwił mi pracę nad rolą i ogromnie doceniam inwencję twórczą pani scenograf Olgi Leszko.

Sztuka Marka Twaina to opowieść częściowo zmyślona, jednak w niektórych wypadkach wiarygodna. Jak oceniasz przedstawienie w którym grasz?

Staram się nie oceniać spektakli, w których gram, gdyż przeważnie jest to nieobiektywne. To widz jest najlepszym krytykiem.

Niedawno odbyła się premiera „Króla Edypa” i „Antygony” Sofoklesa. W tej ostatniej zagrałaś Ismenę. To duże przedsięwzięcie. Sofokles wzbogacając postacie wprowadził do tragedii aspekt psychologiczny. Jak przystępowałaś do pracy nad rolą Ismeny?

Od pierwszej próby z Kasią Adamczyk pracowałyśmy na intensywnych prawdziwych emocjach, gdyż to było dla nas najistotniejsze w budowaniu postaci.

Ismena i Antygona, córki króla Edypa i Jokasty zrodzone w kazirodczym związku, przejmują na swoje barki ciężar win rodu Labdakidów. Akcja utworu toczy się w Tebach w połowie XIII w p.n.e. przed pałacem królewskim. Kreon, król Teb, zakazuje pogrzebania ciała Polinejkesa uznanego za zdrajcę ojczyzny, podczas kiedy jego brat, Eteokles został pochowany z należnym honorem jak bohaterski obrońca. Antygona, siostra poległych, nie może pogodzić się z decyzją króla i postanawia pogrzebać ciało brata. Decyzję tę dyktuje jej bliskie pokrewieństwo ze zmarłym oraz religia. Antygona próbuje nakłonić siostrę, Ismenę, żeby pomogła jej pogrzebać ciało brata. Ismena jednak odmawia obawiając się gniewu Kreona. Wobec tej sytuacji Antygona podejmuje dramatyczną decyzję - postanawia sama dokonać czynu, który uważa za swoją moralną powinność. Oczywiście zdaje sobie sprawę z konsekwencji, jakie pociągnie za sobą złamanie królewskiego zakazu. Rozpoczynający utwór dialog Antygony z Ismeną, pełen żalu sióstr, kończy się heroicznym postanowieniem Antygony. Ismena próbuje wziąć część winy na siebie, jednak Antygona - zgodnie z prawdą - jednoznacznie i zdecydowanie wyjaśnia, że wyłącznie ona sama odpowiada za wykroczenie przeciwko decyzji króla. Zdesperowana Ismena pyta Kreona, czy chce zgładzić narzeczoną swojego syna. Ismena zarzuca Antygonie, że działa w zaślepieniu i nierozważnie. Wypadki toczą się szybko. Choć Ismena nie odgrywa tu decydującej roli jest świadkiem śmierci siostry a także narzeczonego Antygony - Hajmona. W jaki sposób starałaś się pokazać postać, która jest uwikłana w takie zależności?

Usiłowałam się w tych skomplikowanych okolicznościach odnaleźć prostotą zachowań mojej postaci, a także odpornością psychiczną Ismeny, która chce Antygonę ratować od nieuchronnej śmierci.

Przyczyny sukcesu „Antygony”, dzieła Sofoklesa, dostrzegano w jego moralnej wymowie i w uniwersalnym wydźwięku konfliktu tragicznego na jakim jest oparte. Niewątpliwe rozdarcie pomiędzy tym, co świeckie towarzyszy każdemu pokoleniu bez względu na miejsce zamieszkania i epokę. Rozgrywający się w sumieniu bohaterki konflikt między obowiązkiem posłuszeństwa wobec nakazu władzy a pragnieniem pozostania wierną wobec prawa boskiego również ma znamiona ponadczasowości. W każdej epoce może pojawić się panujący, którego pochłania bez reszty żądza jeszcze większej władzy i będzie do niej dążył za wszelką cenę. Konflikt pomiędzy władzą a interesem jednostki nie był wyłącznie znakiem czasów Sofoklesa. Powtarza się on od stuleci i ciągle na nowo odżywa w polityce i na teatralnej scenie. W trakcie rozmowy mówiłaś, że chciałabyś grać w rolach tragicznych. Czy zagranie Ismeny w „Antygonie” utwierdziło Cię w tym przekonaniu?

Zdecydowanie tak. Jest to trudna praca, ale jeśli choć na moment całkowicie scalam się z tą postacią, którą gram, to satysfakcja jest ogromna.

Wróćmy jednak do twojej szkoły. W ramach egzaminów końcowych zagrałaś w dwóch dyplomach. Pierwszy to „Momo” w reżyserii Beaty Pejcz, gdzie wystąpiłaś w roli Sabiny Garnuszek. Drugi dyplom, to koprodukcja z Czeską Szkołą Teatralną Damu w reżyserii Petry Tejnerovej pt. „Kraina pamięci - pamięć krainy” - tekst napisany przez Macieja Samec na podstawie improwizacji. Spektakl ten był prezentowany na Festiwalu w Pradze, Nitrze, Rzymie. Jak wspominasz współpracę z Czechami?

Praca z Czechami jest specyficzna. Zdecydowanie wolę czeskie produkcje filmowe. Z przyjemnością zagrałabym u Zelenki. Jeśli chodzi o Teatr wolę szkołę rosyjską, zarówno literatura jak i metody pracy nad rolą są mi bliższe.

Podczas ostatniego roku studiów wyreżyserowałaś i zagrałaś wraz z Piotrem Siwiakiem „Matkę” na podstawie dramatu Witkacego. Jak przygotowywałaś się do pracy nad tą sztuką?

Opracowanie tekstu i próby czytane trwały kilka miesięcy, potem weszliśmy na scenę. Praca była bardzo burzliwa, głównie z tego powodu, że na widowni nie było reżysera. Wiele razy mieliśmy wątpliwości czy kontynuować te zamierzenia. Całość inscenizacji skupiła się na relacji Matka - Syn. Scenografia świąteczna wyostrzyła stereotypowe zachowanie bohaterów. Przedstawienie graliśmy z ogromną satysfakcją.

W Rzymie na Festiwalu zdobyłaś nagrodę dla najlepszej aktorki za rolę Matki, a Paweł Siwiak zaś dla najlepszego aktora za rolę Syna. Graliście także we Wrocławiu na Festiwalu Zero Budget Festival zorganizowanym przez  Instytut Grorowskigo, w Dynowie, Lesznie oraz w Tczewie na Festiwalu „Zdarzenia”. Ten chrzest, który przeszłaś zdobywając takie wyróżnienia, był dla Ciebie zaskoczeniem? jak przyjęłaś tę nagrodę?

Nagroda jest zawsze zaskoczeniem ale przede wszystkim potwierdzeniem właściwości drogi, którą obrałam.

Kolejnym ważnym doświadczeniem był monodram „Amede” na podstawie artykułu z gazety - opowieść o dzieciobójczyni, prezentowany na Festiwalu OFTJA we Wrocławiu oraz „Zdarzenia” w Tczewie. Twoje zainteresowania są nadzwyczaj szerokie, zarówno na scenie zawodowej jak i w teatrze Małych Form. Czy takie nagrody mobilizują do jeszcze większej pracy? Nad czym obecnie pracujesz?

Motorem mojej inwencji jest chęć tworzenia a nie nagrody. Obecnie jednak skupiam się na pracy w teatrze.

Skończyłaś Wydział Lalkarski PWST. Czy lalki są także dla Ciebie ważnym atrybutem podczas pracy nad rolą? Czy zamierzasz odejść od lalek w Teatrze Dramatycznym? Lalki nie są konieczne na scenie, a jednak uatrakcyjniają spektakl. Co o tym sądzisz?

Lalki same w sobie nie robią na mnie wrażenia. Jest kilku twórców Teatru Lalkowego - autorskiego, których szanuję, ale sama nie wiąże z tym przyszłości. Inspiruje mnie Teatr Formy i Pantomimy, co starałam się pokazać w „Matce” Witkacego.

Co w swojej pracy cenisz najbardziej?

Najważniejsza jest dobra współpraca z reżyserem. Mam tu na myśli zarówno twórcę przedstawienia, jak i mojego wewnętrznego reżysera - jakim jest intuicja.

Czego oczekujesz od życia? 

Niczego. To życie może oczekiwać czegoś ode mnie.

Czy premiera to pewien stopień doskonałości w roli?

Wiem, że to frazes, ale premiera to dla mnie dopiero początek pracy.

Z czym wiążesz największe nadzieje?

Z miłością, rodziną, pracą - jak każdy człowiek.

Dziękuję za rozmowę.

Daniela Zybalanka-Jaśko
Konik
2 stycznia 2012

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia