Z niemą rezygnacją dźwiga swój krzyż

"SON isolado" - reż. Bernadeta Burszta i Karol Czarnowicz - Akademia Teatralna w Warszawie

„W bezludnej, monotonnej okolicy leży wioska. Trochę w niej bezbarwnych zabudowań chłopskich, resztki średniowiecznych murów obronnych, ruiny dawnej siedziby pańskiej, kościół w stylu gotycko-mauretańskim i masywna, posępna wieża – nazywana tu Wieżą Pani Joanny. Wśród mieszkańców do dziś zachowała się pamięć o nieszczęsnej księżnej, która przez pół wieku wiodła tu smutne życie więźniarki". (Johan Brouwer „Joanna Szalona")

"SON isolado" to spektakl zrealizowany przez dwójkę naszych studentów, Bernadetę Bursztę i Karola Czarnowicza, na podstawie dramatu Jolanty Janiczak „Joanna Szalona, Królowa". Historia opowiada o życiu hiszpańskiej monarchini, a zapożyczone od Coetzeego „SON isolado", w kontekście życia XVI-wiecznej królowej, nabiera tu nowego znaczenia. Kim była Joanna I Kastylijska? Zazdrosną żoną, ofiarą dominacji mężczyzn, czy osobą chorą psychicznie? „Nasza Joanna jest kobietą, która walczy o autentyczną relację. Jest w tym bezwzględna i bezkompromisowa. Role społeczne, które przyjmuje, stają się przeszkodą w jej dążeniach, klatką, z której trzeba się uwolnić" – tak mówi Bernadeta o granej przez siebie bohaterce. „Joanna Szalona jest postacią romantyczną. Artyści często sięgali do tej historii i czerpali z niej inspiracje. My szukaliśmy naszej własnej Joanny, a dramat Jolanty Janiczak zainspirował nas do przeniesienia opowieści na teatr ożywionej formy" – dodaje Karol Czarnowicz, wcielający się, między innymi, w postać Filipa Pięknego.

„Juana la Loca – Joanna Szalona, tak mówi o niej legenda i historia. Poeci pisali, że szalona z miłości, ale dokumenty, jakie zachowały się z tamtych czasów, każą badaczom dziejów powątpiewać, czy przydomek ten rzeczywiście odpowiada prawdzie historycznej. Zdaniem jednych nieszczęsna królowa prawie całe życie spędziła w odosobnieniu wcale nie dlatego, że była dotknięta obłędem, lecz z przyczyn politycznych. Twierdzą, że stała się ofiarą najpierw swego ojca, potem męża, a w końcu syna, którzy usuwali ją z tronu, by móc zamiast niej rządzić Kastylią i jej niezmierzonymi posiadłościami. [...] Portret królowej, namalowany prawdopodobnie przez nadwornego malarza w okresie, gdy tragiczne przeżycia cieniem melancholii już przygasiły jej dziewczęcy wdzięk, przedstawia młodą, miłą kobietę w wytwornym, choć prostym stroju burgundzkim. Jeszcze dziecinna prawie twarz jest znużona, apatyczna. Niezbyt piękny grubawy nos i usta jak gdyby nadąsane przydają jej rysom czegoś patetycznego, a oczy patrzą wprost z bezbrzeżnym smutkiem. Białe delikatne dłonie trzyma złożone jedna na drugiej, przy czym palce lewej ręki obejmują kciuk prawej w geście bezradności i zakłopotania.

W sumie jest to portret kogoś, kto nie widząc przed sobą innego wyjścia, z niemą rezygnacją dźwiga swój krzyż". (Johan Brouwer „Joanna Szalona")

(-)
Materiał Teatru
16 września 2019

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia