Z Polską nie da się skończyć!

"Marzec '68 - Pieśń nad Pieśniami" - reż. Renata Jasińska - Teatr Arka we Wrocławiu

Przekroczenie progu Teatru "Arka" we Wrocławiu skazuje świadomego odbiorcę na ucztę intelektualną, ale i terapię społeczno-polityczną. Ową Prawdę bowiem objawia się przy Menniczej 3, poruszając kwestie istotne z humanistycznego punktu widzenia. Koncentrują się one wokół zagadnień dotyczących wykluczenia społecznego, marginalizacji i stygmatyzacji. Próba zrozumienia prezentowanych w "Arce" obrazów, powinna być poprzedzona próbą oswojenia się z jej ideą, różniącą się, mimo wszystko, od myśli przyświecających innym teatrom. To czyni z "Arki" jedynym w Polsce miejscem, w którym bezkompromisowo dyskutuje się ze społeczeństwem o jego uprzedzeniach, ułomnościach i bolączkach. Dobra i Piękna poszukuje się tutaj nie tylko w "normalności", ale i w "inności", skłaniając przy tym widza do zweryfikowania znaczenia obu pojęć.

"Ilekroć poczta przynosi zaproszenie na premierę w tej okropnej budzie, od razu jaśniej robi się człowiekowi na duszy. […] Rzadko widuje się pośród gości osoby ważne z jakichkolwiek notorycznych względów. Kto i co bowiem dominuje w STS-ie? Chyba tryptyk Dobro, Piękno i Prawda"- tak o wariacjach w Studenckim Teatrze Satyryków pisał w latach sześćdziesiątych minionego wieku jego wielbiciel, profesor Tadeusz Kotarbiński. Taką samą radość może odczuwać widz, przed którym otwiera się możliwość spędzenia czasu w małym, kameralnym, skromnym, ale niezwykle przyjaznym Teatrze "Arka", ukrytym w starej wrocławskiej kamienicy. Przekroczenie progu skazuje świadomego odbiorcę na ucztę intelektualną, ale i terapię społeczno-polityczną. Ową Prawdę bowiem objawia się przy Menniczej 3, poruszając kwestie istotne z humanistycznego punktu widzenia. Koncentrują się one wokół zagadnień dotyczących wykluczenia społecznego, marginalizacji i stygmatyzacji. Próba zrozumienia prezentowanych w "Arce" obrazów, powinna być poprzedzona próbą oswojenia się z jej ideą, różniącą się, mimo wszystko, od myśli przyświecających innym teatrom. To czyni z "Arki" jedynym w Polsce miejscem, w którym bezkompromisowo dyskutuje się ze społeczeństwem o jego uprzedzeniach, ułomnościach i bolączkach. Dobra i Piękna poszukuje się tutaj nie tylko w "normalności", ale i w "inności", skłaniając przy tym widza do zweryfikowania znaczenia obu pojęć.

Można przypuszczać, że spektakl "Marzec'68 - Pieśń nad Pieśniami" według scenariusza Jarosławy Makus i Macieja Sosnowskiego, oparty na tekstach Emily Dickinson, Jerzego Eislera, Adama Mickiewicza i Krystyny Miłobędzkiej, wystawiony 28 lutego 2014 roku, został wznowiony właśnie po to, by raz jeszcze, tym razem bardziej dobitnie, wyrazić bunt aktorów przeciwko nietolerancji, a fabuła przedstawienia stała się tylko punktem wyjścia do dalszego dialogu. Choć tytuł teatralnej opowieści przywołuje konkretne wydarzenie, Renata Jasińska, reżyserka, cofnęła widzów do roku 1956, do odwilży październikowej. Na ich oczach odzierała ówczesne społeczeństwo z nadziei. Ukazała, jak liberalne zmiany zainicjowane przez Gomułkę, w rzeczywistości posunięcia taktyczne, podyktowane trudną sytuacją wewnętrzną, z dnia na dzień okazywały się mrzonką. Przestrzeń sceniczną wypełniły bryły z betonu. Materiał kojarzony z tamtą chłodną epoką, u Jasińskiej, omawiającej problem z pewnej perspektywy czasowej, może symbolizować nietrwałość systemu. Oszczędna scenografia Maxa Archimedesa Levitta stała się istotnym elementem spektaklu, pobudzającym wyobraźnię. Trudno ją kojarzyć z tłem, gdyż można było odnieść wrażenie, że wraz z aktorami tworzy na równi opowieść o nierówności. Poza bryłami, na scenie znajduje się również czarny podest. To mównica Władysława Gomułki, z której wygłaszał do Polaków emocjonalne przemówienia. Rolę towarzysza Wiesława odegrał Maciej Sosnowski. Aktor w pełni oddał osobowość pierwszego sekretarza. Wyraził jego sposób bycia, mówienia, gestykulacji. Sosnowski po raz kolejny uwydatnił swój warsztat aktorski, spotykając się przy tym z uznaniem publiczności. Może okazać się to nadinterpretacją, ale wydaje się, że Jasińska prawdopodobnie nie zrezygnowała z ukazania dwóch zamachów na życie Gomułki. Jeśli sceny zostały odczytane niewłaściwie, to Sosnowskiemu udało się wywołać takie wrażenie.

Warto zaznaczyć, że aktor był nie tylko Gomułką… Jasińska bardzo zgrabnie i czytelnie prowadziła widzów po meandrach historii. Odniosła się do wojny izraelsko-arabskiej, do potępienia Izraela przez ZSRR i zerwania z nim wszelkich stosunków dyplomatycznych, do wrogich wystąpień przeciwko Żydom, które pojawiły się w zakładach pracy, partii, wojsku czy milicji, do manifestowania przez Polaków pochodzenia żydowskiego swego poparcia dla armii izraelskiej, w końcu do zaostrzenia się nastrojów antysemickich również wśród robotników i ludzi z "nizin społecznych". Reżyserka przeciwiła się zwalnianiu z pracy ludzi żydowskiego pochodzenia, a także tych, którzy mówili głośno o swoich prożydowskich sympatiach. Dramat odrzuconych przedstawiła Jasińska przez pryzmat losów Żydówki (w jej rolę wcieliła się Agnieszka Bresler, choć z bardzo dobrym zapleczem aktorsko-wokalnym, nie można w tym przypadku stwierdzić czy posiada moc oddziaływania na ludzką wrażliwość), a także Studentki (Beata Lech- Kubańska, warsztatowo doskonała, nie dała sobie szansy na stworzenie cierpiącej kobiety, odgrywała jej postać, ale nie starała się nią choć przez chwilę być). Brać studencką stworzyli również Aleksander Marquezy, Alicja Idasiak, Jan Kot i Marek Trociński. Wydarzenia marcowe są, oczywiście, kwintesencją. I tutaj Jasińska nie pozostawia widzów w niewiedzy. Przypomina o bezpośredniej przyczynie wybuchu zajść, wskazując na demonstrację studentów przed pomnikiem Adama Mickiewicza w Warszawie (30.01. 1968) przeciwko zdjęciu przez cenzurę "Dziadów" w reż. Kazimierza Dejmka, granych w warszawskim Teatrze Narodowym, za rzekome propagowanie haseł antyrosyjskich oraz antyradzieckich, przypomina o publicznym zaatakowaniu twórców spektaklu przez Władysławę Gomułkę. Z ust Gomułki Sosnowskiego padają znamienne słowa: "Dziadów" wam się zachciało!". O tym, w jakim kierunku rozwija się akcja spektaklu, zainteresowani muszą przekonać się sami.

Nie można zapomnieć o Bohaterze wykreowanym przez Michała Przybysza. Choć nie nosi długich włosów i ma na stopach buty, trudno oprzeć się wrażeniu, że postać inspirowana jest przedstawicielem ruchu hippisowskiego. Bohater recytuje i śpiewa "Wielką Improwizację"- słynny monolog Konrada z trzeciej części "Dziadów". Na pewno widzowie przyzwyczajeni są do innych interpretacji, co nie oznacza, że ta jest zła. Wręcz przeciwnie. Przybysz udowodnił, że z romantycznym buntem mogą utożsamiać się przedstawiciele współczesnego młodego pokolenia. Trzeba odnaleźć jedynie wspólny język. Może nim być muzyka, w tym przypadku Jacka Zameckiego.

Renata Jasińska "Marcem '68- Pieśnią nad Pieśniami" opowiedziała tragiczną historię polskich Żydów bardzo symbolicznie. Skłonność do tworzenia przedstawień, którymi walczy o tolerancję dla osób z niepełnosprawnością, kazała jej zestawić sytuację Żydów z sytuacją wykluczonych w XXI wieku. Spektakl rozpoczyna się od dialogu dwóch niepełnosprawnych dziewcząt: Teresy Trudzik i Anny Rzempołuch. Obie od lat występują na deskach Teatru "Arka". Budują pieczołowicie swój warsztat, który bez wątpienia budzi podziw. W rozmowie, z której wynika, że czują się odrzucone przez społeczeństwo, podejmują problem relacji międzyludzkich. W rękach trzymają latarki, które stanowią jedyne źródło światła w ciemnym pomieszczeniu. Światło można rzeczywiście łączyć z podejrzliwością i strachem, ale i pewną nadzieją. Należy jednak postawić dwa pytania. Czy obecność aktorek na scenie była rzeczywiście konieczna do zrozumienia przesłania spektaklu? Czy widzów nie za bardzo obarcza się odpowiedzialnością, do której poczuwa się reżyserka? Trudzik i Rzempołuch pojawiały się również w późniejszych partiach fabuły. W przedstawieniu da się zaobserwować powagę i dramatyzm, groteskę i parodię. Nie budzi jednak strachu, ale obawę. Skłania do refleksji nad istotą człowieczeństwa. Uświadamia, że odległość między miłością opisaną przez św. Pawła a nienawiścią wobec bliźniego prawie nie istnieje. Jasińska wychodzi z założenia, że rozważania o przeszłości stają się podstawą do zrozumienia teraźniejszości. Udaje jej się tworzyć opowieści, które są zgodne z jej postrzeganiem świata.

Ta ostatnia nie pozostawia złudzeń, choć nie tylko za sprawą reżyserki, ale także jej asystenta-Tomasza Żytki, aktora o ogromnych predyspozycjach zawodowych. W "Marcu '68" znakomicie odegrał rolę Towarzysza X. Do pozytywnego odbioru przedstawienia przyczynili się artyści odpowiedzialni za choreografię (Agata Obłąkowska- Woubishet), projekt kostiumów (Megan Mongird), wykonanie kostiumów (Ewa Jobko), przygotowanie wokalne (Ewa Głowacka, Sylwester Różycki).

Grzegorz Ćwiertniewicz
Dziennik Teatralny Wrocław
13 marca 2014

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...