Z pomysłem i bez fikcji

6. Festiwal Teatru Dokumentalnego i Rezydencji Artystycznej Sopot Non-Fiction

Festiwal Sopot Non-Fiction właściwie od razu zyskał uznanie teatralnych twórców jako prawdziwie laboratorium pracy nad teatrem inspirowanym dokumentem i literaturą faktu. Z roku na rok coraz lepiej też łączy pracę warsztatową z ofertą skierowaną do szerokiej publiczności. Tłumnie odwiedzane spektakle zaproszone na festiwal i interesujące finałowe Maratony Non-Fiction są dowodem na to, że impreza ta zmierza w dobrym kierunku.

Sopocka impreza łączy w sobie przegląd spektakli - efekty pracy zaproszonych na wcześniejszą edycję festiwalu rezydentów - z warsztatową pracą grup zaproszonych na rezydencję w roku obecnym. Te z kolei w trakcie wieńczących Sopot Non-Fiction maratonów prezentują owoce tygodniowego pobytu w Sopocie. Niekiedy to dopiero punkt wyjścia do dalszej pracy, choć bywa, że projekt jest już w zaawansowanej fazie i w Sopocie zyskuje tylko kolejny szlif. Po każdym z pokazów (zarówno gotowych spektakli, jak i prac warsztatowych) organizowane są spotkania z twórcami, którzy wyjaśniają swoje wybory, motywacje, tłumacząc zamysł i drogę od pomysłu do gotowej produkcji teatralnej. Dzięki temu widzowie mają okazję spojrzeć na spektakl nie tylko jako gotowy "produkt", a jak na proces, który oglądają w różnych fazach realizacji.

Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że teatr oparty na faktach to nisza we współczesnym polskim teatrze, którą zdecydowanie najlepiej wypełnia Teatr Nowy w Poznaniu, w którym w ciągu sześciu lat przygotowano 11 spektakli opartych na faktach (w Trójmieście niedawno prezentowane były "Obwód głowy" i "Mokradełko", a podczas sopockiej imprezy kolejne dwa). Ważne miejsce na mapie teatrów mierzących się z teatrem non-fiction zajmuje też Teatr Wybrzeże, często posiłkujący się historiami opartymi na faktach (tak było m.in. w przypadku "Ciał obcych", "Dwóch w twoim domu" czy niedawnej premiery "Urodziny, czyli ceremonie żałobne w czas radosnego święta"). Dzięki formule imprezy, spektakle gotowe i wstępne przymiarki do realizacji spotykają się w jednym miejscu.

Pierwsza część festiwalu to przegląd produkcji, którym Sopot Non-Fiction w poprzednim roku dał szansę zaistnieć, znaleźć język wypowiedzi lub nabrać choćby ogólnego kształtu, wypełnianego przez twórców w toku dalszej pracy. Wśród trzech spektakli - efektów ubiegłorocznych projektów, zdecydowanie najlepsze wrażenie zrobił "Reykjavik '74" [na zdjęciu] Teatru im. Wilama Horzycy z Torunia. Spektakl Katarzyny Kalwat przywołuję historię tajemniczego morderstwa w Islandii dwóch mężczyzn, których ciał nie odnaleziono, a w procesie poszlakowym skazano za nie sześć osób.

W przedstawieniu skupiono się na dwóch z nich - Svarze i Erli, poddanych bezpardonowym przesłuchaniom, psychicznym i fizycznym torturom i przeróżnym formom nacisku, by wydobyć z nich pożądane zeznania. To brutalna wizja manipulacji przesłuchaniem, dominacji i kontroli przesłuchującego nad uwięzionym, sprowadzona do karykaturalnych ram w pseudoprocesie, w czasie którego oskarżyciel i obrońca te same kilkusekundowe filmiki interpretują po swojemu. Udało się zespołowi z Torunia stworzyć ciężką, gęstą, trudną do zniesienia atmosferę natarczywego, monotonnego przesłuchania, które prowokuje więcej pytań niż przynosi odpowiedzi. Paradoksalnie poprzez uporczywe, statyczne powtarzanie kolejnych mechanizmów przesłuchania, otrzymaliśmy przejmującą i pasjonującą przez swoją niejednoznaczność opowieść o manipulacji i terrorze.

Z dwóch spektakli Teatru Nowego w Poznaniu zdecydowanie lepsze wrażenie robi ten drugi - "Ambona ludu" Wojciecha Kuczoka w reżyserii Piotra Kruszczyńskiego. Spektakl korzysta z mechanizmu znanego choćby z "Był sobie Polak, Polak, Polak i diabeł" Pawła Demirskiego - bohaterowie z różnych porządków spotykają się nieoczekiwanie w jednym miejscu, a z ich postaw i konfrontacji ma się stworzyć pewne uniwersum. Piotr Kruszyński umieszcza ich w brzozowym lesie, z którego nie mogą się wydostać.

To miejsce (nawiązujące scenografią do katastrofy lotniczej) skupia narodowców-kiboli Lecha Poznań, artystów z zabawną karykaturą reżysera pokroju Krzysztofa Garbaczewskiego, tworzącego spektakle na bazie improwizacji i inspiracji podczas spotkań z aktorami, piłkarza i jego niezbyt rozgarniętą WAGs, która okazuje się zapaloną youtuberką, nagrywającą wszystko dookoła dla swoich fanów. W tekście Kuczoka jest wiele złości na naszą rzeczywistość, na polityczną zapalczywość i zapędy dyktatorskie prawicy czy na nieudolność i bierność środowisk twórczych. Choć w sam spektakl wkrada się chaos, a z korzyścią dla niego warto byłoby go skrócić o co najmniej pół godziny, pod pozorem śmiechu, momentami niewyszukanego kabaretu przemycono wiele wartościowych treści.

Niestety, przykładem jak można zmarnować potencjał ciekawie zapowiadającego się tematu, jest drugi spektakl tego teatru - 'Mosdorf. Rekonstrukcja" w reżyserii Beniamina M. Bukowskiego. Historia trudnego do zaszufladkowania i mocno zapomnianego Jana Mosdorfa pełna jest sprzeczności i niejednoznaczności. Bohater np. przewodniczył przed wojną Obozowi Narodowo-Radykalnemu, zwalczając Żydów i lewicę, a gdy w trakcie wojny trafił do Auschwitz, pomagał wszystkim bez względu na narodowość, więc także dotychczasowym wrogom. Poznański spektakl jest przegadany, bez próby stworzenia postaci (głównego bohatera kreuje praktycznie cały zespół aktorski w kolejnych scenkach), sprowadzający się do sprawozdania kim Mosdorf był i co gdzie robił (kreowany tu na bohatera pokroju Jana Karskiego). O ile sam bohater budzi ciekawość, skromne środki teatralne nie wystarczą, by obronić samo przedstawienie.

Przegląd spektakli uzupełnił ciekawy performance dokumentalny 'KIM", czyli składająca się z materiałów wideo i kolejnych występów scenicznych historia Kim Lee - wietnamskiej drag queen, która żyje i robi karierę jako drag queen w Warszawie.

Prezentowane podczas piątkowo-sobotnich Maratonów Non-Fiction projekty nie sposób poddać ocenie, ponieważ są one przeważnie dopiero we wstępnej fazie pracy. Czasem to dopiero punkt wyjścia do dalszych poszukiwań. Jednak już teraz widać, że niektóre z nich, jak intrygujący "Nakarm mnie" w reżyserii Agaty Baumgart (poświęcony feedersom, czyli parom, w których mężczyzna-wypasacz tuczy partnerkę do monstrualnych rozmiarów, czerpiąc z tego satysfakcję seksualną) zmierzają w stronę określonej formy - w tym wypadku filmowo-wizualnej. Z kolei jedna z dwóch warsztatowych propozycji Teatru Wybrzeże - "Ostrowska. Wyspa" w reżyserii Małgorzaty Warsickiej ze względu na świetnie pomyślane sample z fragmentów wywiadu radiowego Róży Ostrowskiej, związanej z Trójmiastem i Teatrem Wybrzeże dziennikarki, działaczki i kierownika literackiego wspomnianej sceny - nie ma potencjału scenicznego za to daje bardzo duże możliwości jako słuchowisko radiowe i warto w tym kierunku ten projekt rozwijać.

Druga z propozycji Teatru Wybrzeże - "Sen złoty stoczni" w reżyserii Ivo Vedrala to szereg luźnych skojarzeń z Barbarą Piasecką-Johnson, symbolem szalonych zmian ustrojowych pokomunistycznej Polski, która między swoim majątkiem miała uratować szereg polskich firm w trakcie transformacji ustrojowej, w tym Stocznię Gdańską. Projekt ma ciekawą bohaterkę i fascynujący temat - fenomen ludzkiej naiwności, który z miejsca uczynił Barbarę Piasecką-Johnson jedną z najważniejszych osób w kraju, więc pozostaje liczyć na to, że zgrywa i elementy kabaretu politycznego, na jakich bazował występ warsztatowy, ustąpią miejsca bardziej przemyślanej formie. Spektakl na podstawie tej historii z pewnością może być ciekawą propozycją w repertuarze Wybrzeża.

Tygodniowy festiwal przyciągnął na Scenę Kameralną Teatru Wybrzeże komplety publiczności na spektakle biletowane i liczne grono zainteresowanych bezpłatnymi pokazami warsztatowymi. Sopot Non-Fiction sprawdza się jako bodziec do teatralnej pracy nad dokumentami, dzięki czemu coraz więcej projektów ma szansę się rozwinąć. To jedna z najciekawszych inicjatyw teatralnych w Trójmieście.

Łukasz Rudziński
www.trojmiasto.pl
5 września 2017

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

"Edyta Stein" - Synago...
Roberto Skolmowski