Za dużo, za bardzo?

Ten spektakl wzbudził we mnie wiele emocji - tych dobrych i tych złych.

Zanim rozpoczęłam pracę nad recenzją spektaklu musiałam przygotować się lepiej niż zazwyczaj, odświeżyć swoją pamięć i wykonać dogłębny „research", by lepiej zrozumieć to, co obejrzałam. Myślę, że już to jest pierwszą z zalet współczesnego „Ożenku".

Interpretacje stuk klasyków to trudne zadanie dla współczesnych twórców i chwała tym, którzy mają odwagę się ich podjąć. „Ożenek" Mikołaja Gogola w swojej pierwotnej wersji nie został dobrze przyjęty przez publiczność... mówiąc bardzo delikatnie. Społeczeństwo nie było jeszcze gotowe na tak nowatorską satyrę.

Nawet sam car ostentacyjnie wyszedł z teatru w trakcie sztuki. Dziś sztuka przedstawiona tak, jak za czasów Gogola trąciłaby myszką, dlatego dobrze jest ją nieco odświeżyć.

Niestety uwspółcześnianie starych sztuk nie jest sprawą prostą i bardzo łatwo można przesadzić pod względem formy. Z początku uderzyła we mnie przesadzona seksualizacja postaci. Kolejnym elementem były skąpe kostiumy (za które odpowiedzialny był Adam Królikowski) części bohaterów ze szczególnym naciskiem na Koczkariewa (Robert Kuraś), ubranego w różowy, plastikowy gorset, który skojarzył mi się z telewizyjnym kabaretem. Można powiedzieć, że to kicz, ale trafniej byłoby zabrzmiałoby: „to udany kicz". Ale prócz satyrycznych. Tak, jak za czasów carskich sztuka zaskakuje, a nawet wprowadza w konsternację. Tym razem może nie pod względem politycznym, ale kulturowym.

Mi jednak najbardziej przypadły do gustu kostiumy Mistrza Ceremonii granego przez polskiego Drag Queen, Piotra Buśko, znanego szerzej pod pseudonimem „Twoja Stara". Mistrzowi podczas swoich niemych, dziwacznych scen towarzyszą asystentki. To co łączy swoje postaci to motyw rąk, zdających się oplatać aktorów.

Kolejną enigmatyczną postacią jest Stiepan - służący i jednocześnie cień Mistrza (Jerzy Kaczmarowski).

Cały show prezentowany przez osobliwości z „Ożenku" oprawiała scenografia (Adam Królikowski), którą tworzyły przede wszystkim poduszki, okna oraz inne ruchome konstrukcje, dzięki czemu kompozycja sceny była otwarta i lekka.

Odtwórczyni głównej roli (Marta Frąckowiak) symbolizuje kobietę wybredną i niezdecydowaną w stosunku do tytułowego ożenku. Swatka (Tatiana Kołodziejska) przedstawia jej kandydatów, dzięki którym podniesie się jej stan społeczny. Wraz z Agafią przyjeżdża jej ciotka Fiekła Iwanowna (Elżbieta Donimirska). W wersji Roberta Czechowskiego nie jest to starsza, miła pani, ale kobieta pewna siebie i piękna. Podkolesin (Ernest Nita) jest raczej niezdecydowany, czy w ogóle chce się żenić i czy podoba mu się kandydatka. Z jednej strony zwraca uwagę na jej długi nos, ale gdy są sam na sam, nie jest w stanie oprzeć się jej seksapilowi. Żewakin (Aleksander Podolak) i Jajecznica (Marek Sitarski) chociaż mają podobne kostiumy, całkowicie różnią się temperamentem. Pierwszy z nich to ogień w skórze wojskowego, drugi natomiast usposobieniem przypomina raczej łagodnego baranka. Postać Anuczkina (Janusz Młyński) to parodia Rosjanina – czerwony kiczowaty strój z uszanką do kompletu.haterowie cały czas przemieszczają się między oknami, rozmawiają ze sobą, kawalerowie zalecają się do Agafii, wszędzie się coś dzieje. Poszczególne sceny są przeplatane tańcem i współczesną muzyką, a awangardowego klimatu dodają kolorowe światła tworzące razem z architekturą sceny przestrzeń dla akcji.

Można powiedzieć, że i interpretacja sztuki jest nieudana i niewierna oryginałowi, zbyt przypomina kabaret i można by tak wymieniać dalej, lecz nie o to chodzi. Nie każdemu przypadnie do gustu „Ożenek" Czechowskiego. To spektakl dla tych, którzy są gotowi na Gogola w krzywym zwierciadle - rozbawi i z pewnością nie zawiedzie.

Beata Zwierzyńska
Dziennik Teatralny Warszawa
11 stycznia 2021

Książka tygodnia

Piękne zielone oczy
Wydawnictwo Czarne
Arnošt Lustig

Trailer tygodnia

Gdziekolwiek - wibracj...
Mariusz Kiljan
Wszędzie na świecie rodzimy się i umi...