Zabawa w zabijanie

rozmowa z Robertem Talarczykiem

Sztajgerowy Cajtung, gazeta festiwalowa Chorzowskiego Teatru Ogrodowego, rozmawia z Robertem Talarczykiem.

Sztajgerowy Cajtung: Monsters. Pieśni morderczyń to kolejny Twój spektakl, w którym wykorzystujesz twórczość Nicka Cave’a czy Toma Waitsa. Wcześniej były chociażby Ballady kochanków i morderców w Teatrze Korez czy Underground w Teatrze Śląskim. Skąd Twoja fascynacja tymi artystami? Co takiego jest w tych utworach, że nadal Cię inspirują?

Robert Talarczyk: Monsters. Pieśni morderczyń to trzeci mój spektakl, w którym pojawiają się piosenki Waitsa i Cave’a, a obok nich utwory Boba Geldofa, Tori Amos, Raduzy i napisane specjalnie dla tego projektu premierowe piosenki Renaty Przemyk. Ten spektakl różni się od pozostałych warstwą fabularną, czyli dialogami i monologami napisanymi przeze mnie, opowiadającymi o mrocznych postaciach ze świata zbrodni, prawdziwymi i fikcyjnymi. Cave i Waits w swojej twórczości również opisują mroczną stronę ludzkiej natury, a bohaterami ich pieśni są między innymi zbrodniarze i degeneraci. Dlatego też nie mogło zabraknąć ich w tym spektaklu. W Monsters śpiewają je wyłącznie kobiety, to dodaje dodatkowego smaczku interpretacyjnego.

Sz. C.: Skąd pomysł, by obok twórczości tak legendarnych ikon światowej kultury umieścić utwory jednej z najwybitniejszych osobowości polskiej sceny muzycznej, Renaty Przemyk?

R. T.: Renata Przemyk jest kimś wyjątkowym w moim życiu artystycznym. Jej piosenki towarzyszyły mi od wielu lat. Tym bardziej byłem zaszczycony jej zainteresowaniem tym spektaklem i faktem, że zgodziła się napisać kilka pieśni, których bohaterkami są morderczynie prezentowane w Monsters. Podkreślam, to utwory premierowe, można je usłyszeć tylko w tym spektaklu. Nie mogę nie wspomnieć w tym miejscu o fantastycznych aranżacjach Przemysława Sokoła, który stworzył prawdziwe perełki muzyczne i fenomenalnych wykonaniach Małgorzaty Dudy, Doroty Osińskiej, Ewy Lorskiej i Dominiki Łakomskiej.

Sz. C.: Dlaczego zdecydowałeś się na realizację tego spektaklu właśnie w Warszawie?

R. T.: Bo taką otrzymałem propozycję od szefa sceny kameralnej w Teatrze Rampa, Witolda Mazurkiewicza. Znamy się od lat i ta propozycja była dla mnie sporym wyzwaniem. Szczególnie że Witold Mazurkiewicz jest współtwórcą hołubionego przeze mnie Teatru Provisorium.

Sz. C.: W zapowiedzi do sztuki czytamy między innymi, że jest to spektakl, który spróbuje odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak delikatne i wrażliwe istoty jakimi są kobiety, mogą stać się przerażającymi potworami, gotowymi zabijać z zimną krwią. Ile więc, według Twoich bohaterek, warte jest dzisiaj ludzkie życie i świat, który nas otacza?

R. T.: Myślę, że o to trzeba zapytać bohaterki mojego spektaklu. Ja staram się tylko przez chwilę wejść w ich skórę i spróbować zrozumieć. Dlaczego? Drugie dno spektaklu to próba zdefiniowania świata, który nas otacza i fascynacji zbrodnią. A trzecie to postmodernistyczna, popkulturowa zabawa w „zabijanie na scenie”. Jestem ciekaw, który z tropów interpretacyjnych będzie dla widzów najciekawszy.

Sz. C.: Bielsko-Biała, Katowice, Chorzów, Warszawa… jak udaje Ci się połączyć te wszystkie obowiązki? Wystarcza jeszcze czasu na odpoczynek i życie prywatne?

R. T.: Nie jest to łatwe, ale uprawiam taki zawód, gdzie ciągłość propozycji jest miarą tak zwanego sukcesu. A że przychodzą z różnych miejsc i, dzięki Bogu, jest ich coraz więcej, to nie wolno na nie narzekać, bo to profesja o dużym stopniu ryzyka. Jestem domatorem i ciągłe wyjazdy i liczne obowiązki mocno mnie frustrują. Ale, niestety, nie można równocześnie mieć ciastko i je zjeść…

Sz. C.: A co Robert Talarczyk, dyrektor, reżyser i aktor, planuje w najbliższej przyszłości?

R. T.: Wolę rozmawiać o planach zrealizowanych. Czasy są ciężkie dla kultury i wiele planów dyrektorskich, reżyserskich i aktorskich z różnych powodów nie zostało spełnionych, więc wolę o nich nie mówić. Wciąż pracuję nad kolejnymi projektami i, jeśli ujrzą światło dziennie, a wierzę, że tak będzie, z całą pewnością o nich usłyszycie. A na razie zapraszam na Monsters do Chorzowa, a we wrześniu do Bielska-Białej na mój ostatni spektakl, czyli na Amadeusa.

Sz. C.: Serdecznie dziękuję za rozmowę.

Anka Miozga
Materiały Organizatora
6 września 2012
Portrety
Robert Talarczyk

Książka tygodnia

Krew z mojej krwi. Wiosna komisarza Ricciardiego
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc
Maurizio de Giovanni

Trailer tygodnia