Zabawy dusz po śmierci

"Przyjazne dusze" - reż: Stefan Szaciłowski - Teatr Polski w Szczecinie

"Przyjazne dusze" to spektakl dla niewierzących, dla wątpiących i dla tych, którzy zapomnieli, co w życiu jest najważniejsze. Co bawi człowieka po śmierci, co go wzrusza i jak to oddziaływuje na żyjących? Najnowsza premiera Teatru Polskiego przełamuje tabu śmierci w kulturze polskiej.

Duchy to twory "żyjące" na granicy, niczego się już nie boją, nie czują smaków, dotyku. Przed przejściem przez "Bramę Perłową" spędzają wieczność na rozmowach i wspomnieniach oraz, okazyjnie, na żartach z żyjących istot. Teatr Polski i reżyser Stefan Szaciłowski pokusili się o pokazanie zupełnie nowego podejścia do problematyki śmierci w kulturze polskiej. Jedynym na to sposobem było posłużenie się tekstem zagranicznym, który w łatwo przyswajalny, zabawny i niestandardowy sposób prowadzi nas na drugą stronę. 

Poznajemy parę. On - pisarz, ona - żona pisarza. Zamożni, światowi, znudzeni i martwi. Nie mają skrzydeł, strasznych postaci, ani gorejącego żalu do Boga. Owszem, żałują, że nie żyją, ale wiedza, ze to z własnej głupoty. Bo kto we Włoszech, na środku morza chce bez kamizelki ratunkowej schłodzić butelkę wina? Ich bytowanie na ziemi również wynika z decyzji. On, jako ateista i człowiek uczciwy, nie odważył się, nawet przed obliczem Św. Piotra, przyznać do wiary w Boga, ona z miłości zostawiła nawet Raj. I tak spędzają czas na ziemi w swoim dawnym domku, w spokoju i harmonii, który zakłóca pojawienie się młodej pary, z jeszcze nienarodzonym dzieckiem. 

"Przyjazne dusze" to dosłowny tytuł ponieważ okazuje się, że nad głowami nowych lokatorów ktoś wciąż sprawuje pieczę. Ich relacje wprowadzają do akcji wiele komizmu, jest tu humor słowny, sytuacyjny, a całość prowadzi nas do jednego - może wieczność nie jest tak straszna, jeśli ma się ją z kim spędzić. 

Na oczach widzów dochodzi do ciągłego przenikania się życia i śmierci. Gra jest trochę nierówna, bo umarli żywych dostrzegają, ale nie odwrotnie. Jednak w ostateczności, widzimy, jak duży wpływ mają jedni na drugich. A stawka jest niezwykle wysoka. Może to być np. wieczność w Raju, albo ratunek od śmierci. W spektaklu urzeka jedno - brak patosu i martyrologii towarzyszącej większości tekstów o tematyce śmierci. Śmiejemy się wspólnie z aktorami, a w takim towarzystwie, nawet ciało zmarłego, poszarpane przez ryby, może wydać się zabawne. 

Słowo przyjazne jest tutaj kluczowe, bowiem przyjazne są postaci, przyjazna jest fabuła i przyjazne jest otoczenie. Jesteśmy w centrum małego, wiejskiego domku, wszystko jest czyste, białe i świeże, sami chcielibyśmy tu zamieszkać, nawet z tymi dwoma przyjaznymi duszami. 

W spektaklu pojawia się kilka znakomitych postaci drugoplanowych, którzy ożywiają akcję, dodają jej wigoru i humoru. Mamy tu znakomitego Jacka Piotrowskiego, jako pośrednika nieruchomości, który jako jedyny z żyjących, zdaje sobie sprawę z istnienia życia pozagrobowego, jest komiczna Lidia Jeziorska, jako Anioł Stróż i świetna Małgorzata Chryc-Filary, jako teściowa. 

Całość jest wesoła, ożywcza i pełna pozytywnej energii - jednym słowem, warto przyjść, odprężyć się i skłonić do chwili refleksji.

(-)
stetinum.pl
30 marca 2010

Książka tygodnia

Tragedie I: Eurypides
Towarzystwo Naukowe KUL
Eurypides

Trailer tygodnia

Dziadek do orzechów
Jurij Grigorowicz
W wielu krajach nie ma Bożego Narodze...