Zagadka kryminalna Joela Pommerata

"Jedną ręką" - reż: Anna Smolar - Teatr Studio w Warszawie

- Temat sztuki, choć oparty na doświadczeniu francuskim, brzmi wyjątkowo znajomo i aktualnie w dzisiejszej Polsce, gdzie konfrontacja z ciemnymi epizodami historii jest kwestią konieczną, pilną i uwierającą - mówi reżyserka Anna Smolar.

To będzie nie tylko polska prapremiera "Jednej ręki", ale w ogóle pierwszy tekst Joela Pommerata na naszych scenach. Przedstawienie przygotowuje młoda reżyserka Anna Smolar, a w roli ojca zobaczymy Stanisława Brudnego.

Mówiąc o dzisiejszym teatrze francuskim nie można nie wspomnieć o Joelu Pommeracie. Jego spektakle znają bywalcy festiwalu w Awinionie. Jego sztuki znalazły się w wydanej niedawno antologii dramatu francuskiego. "Jedną ręką" w tłumaczniu Maryny Ochab i Bogusławy Schubert opublikował marcowy numer miesiecznika "Dialog".

We Francji Joel Pommerat sam wystawia swoje teksty, pracuje nad nimi do ostatniej próby, szlifuje, zmienia, te dramaty współtworzą aktorzy poprzez ich wspólną laboratoryjną pracę. Anna Smolar zdaje sobie sprawę, że jej zadanie nie będzie łatwe. Wie, że nie tylko musi zarazić widza swoją fascynacją twórczoscią Pommerata, ale też przybliżyć nam ten jego świat bardzo specyficzny - jak sama mówi - mroczny, dziwny.

Rozmowa z Anną Smolar, reżyserką

Dorota Wyżyńska: To nie przypadek, że pani - osoba, która sporą część swojego życia spędziła we Francji, reżyseruje właśnie francuską sztukę. W dodatku autora, który wciąż niespecjalnie znany jest w Polsce. A jak Joel Pommerat postrzegany jest dziś we Francji?

Anna Smolar: Od kilku lat jest to nazwisko z czołówki francuskiej sceny teatralnej. Od trzech-czterech lat jest rzeczywiście bardzo znany i ceniony. We Francji nie jest postrzegany wyłącznie jako autor, raczej jako twórca teatralny, autor-reżyser. Z tego, co wiem, nikt poza nim jego tekstów we Francji nie wystawia.

Pommerat mówi, że nie mógłby pisać bez sceny. Czy to się czuje w jego tekstach?

- Dla niego pisanie i reżyserowanie jest nierozłączne. Sam zresztą niechętnie nazywa się "autorem". Podkreśla, że jego teksty pod wpływem pracy na scenie bardzo się zmieniają, a ich współtwórcami są aktorzy. To się czuje. Przy próbach stolikowych od razu zwróciliśmy uwagę, że każda pauza, każde zdanie w didaskaliach jest użyte ze świadomością i z niezwykłą znajomością materii teatralnej, czym jest napięcie na scenie, jak wyrażać pewne znaczenia poza słowami. Jego teksty są precyzyjna partyturą.

To teatr zaproponował pani wyreżyserowanie "Jedną ręką" czy to była pani inicjatywa?

- Już dawno we Francji słyszałam o Pommeracie, ale paradoksalnie pierwszy raz przeczytałam jego sztukę tu, w Polsce, po polsku. Maciej Nowak, dyrektor Instytutu Teatralnego, podrzucił mi antologię dramatu francuskiego, żebym zerknęła właśnie na Pommerata. Widział jego spektakle na festiwalu w Awinionie i pomyślał, że to temat dla mnie. Przeczytałam jedną sztukę po polsku, potem sięgnęłam po inne, już po francusku. "Jedną ręką" wydała mi się najbardziej pociągająca w kontekście polskim. Poprosiłam Marynę Ochab, która tłumaczy sztuki wspólnie z Bogusławą Schubert, aby przygotowały przekład, i przyszłam z tym tekstem do dyrektora Teatru Studio.

"Jedną ręką" to portret rodzinny. Jak można tę rodzinę przedstawić, wprowadzając nieco w klimat sztuki?

- To rodzina, w której panuje wojna domowa. Ojciec jest oskarżony o straszną zbrodnię. Ta zbrodnia jest nienazwana, ale skandal związany z procesem, z oskarżeniami, jest punktem zapalnym, który prowokuje poważny kryzys. Córka za wszelką cenę chce obronić niewinność ojca, syn z kolei jest gotów na wszystko, żeby ojca i przy okazji siostrę skonfrontować z winą, która ciąży nad wszystkimi.

Są wakacje. Do domu nad morzem przyjeżdżają wszyscy członkowie rodziny. Pommerat nie mówi nam za dużo. Prowadzi subtelną grę z widzem, zadając kolejne pytania i zmuszając widza, aby sam sobie na nie odpowiedział: Gdzie leży prawda? Czy jesteśmy bezradni wobec przeszłości? Czy zbrodnia może być moralnie dwuznaczna? Czy oczyszczenie może nastąpić dzięki słowom, dzięki nazywaniu zbrodni? Czy może dzięki kolejnej zbrodni - ojcobójstwu? W "Jednej ręce" obserwujemy świat, który stoi o krok od wojny.

W sztuce sfera prywatna i sfera publiczna cały czas się krzyżują i każda działa jako metafora drugiej. Poprzez historię rodziny autor pokazuje głębokie uwikłanie społeczeństwa w pojęcia prawdy i kłamstwa. Jak żyć w świecie, w którym autorytet ojca został zbudowany na kłamstwie? To w dodatku świat bez matki. Tym silniejsza może się stać potrzeba wybaczenia ojcu.

Córka jest ważną osobowością w świecie polityki, syn jest reżyserem...

- Prawie każda postać należy do świata władzy. Ten zjazd wakacyjny przedstawia w mikroskali zależności i napięcia, które mają miejsce w społeczeństwie. Mąż córki jest młodym ministrem obrony, który reprezentuje nowe pokolenie ludzi rządzących. Syn, reżyser, korzystając z obecności córki, inscenizuje rodzaj performance\'u anarchistycznego; w ustach syna zbrodnia ojca brzmi jak bardzo prywatna krzywda, być może zakorzeniona w dzieciństwie. Za wszelką cenę syn chce obnażyć kłamstwo, w którym został wychowany, kłamstwo, które dostał niejako w genach. Mamy tu archetypiczną relację ojca i syna. Syn, aby uwolnić się od ciężaru zepsutego ojca, musi przynajmniej symbolicznie go zabić.

Powiedziała pani, że sztuka "Jedną ręką" wydała się pociągająca w kontekście polskim.

- Tak, temat sztuki, choć oparty na doświadczeniu francuskim, brzmi wyjątkowo znajomo i aktualnie w dzisiejszej Polsce. Wydarzenia tragiczne, bolesne albo wstydliwe są wciąż bliskie, żywe w świadomości większości ludzi. Stosunek do przeszłości jest bardziej złożony niż we Francji, konfrontacja z ciemnymi epizodami historii jest kwestią konieczną, pilną i uwierającą.

Autor uchwycił pewną dwuznaczność w swojej refleksji na temat problemu moralnego, z którym człowiek się spotyka w momencie, kiedy próbuje popatrzeć wstecz, nazwać zbrodnie i ocenić ją według współczesnej wrażliwości. Zbrodnia ojca nie jest nazywana wprost, jest otoczona tajemnicą; dzięki temu właśnie autor skupia naszą uwagę na postawach tych, którzy do tej zbrodni próbują się ustosunkować.

"Trzeba nie lada sprytu, by nazwać to, czego dotyka teatr Joela Pommerata. Nie chodzi o to, że nie opowiada on historii: historii jest tyle, ile postaci, a w najnowszym dziele - Jedną ręką - postaci jest aż dziewięć. Historia opowiadana jest niejako do tyłu, odtwarzając przebieg zdarzeń uzupełniany o coraz to nowe elementy..." - pisał "Libération" (przedruk "Dialog 3/2009). Czy pani ma podobne wrażenia?

- Pommerat bardzo przewrotnie bawi się z prowadzeniem narracji. Budując coś na kształt zagadki kryminalnej, cały czas podważa potrzebę logiki w kolejności wydarzeń. Bawi się też z pojęciem prawdy, bada granice między realnością a fantazją, jawą a snem. Tworzy opowieść wizyjną, która jest projekcją pewnego świata wewnętrznego: czegoś na kształt naszej zbiorowej podświadomości, pełnej lęków przed nadchodzącą tragedią.

Każdy ma prawo interpretować historie opowiadane przez Pommerat na swój sposób, według własnej, mniejszej czy większej potrzeby racjonalności. Od lewej do prawej, od góry do dołu, od podświadomości do świadomości. Skupiając się na symbolach albo wyłącznie na faktach. Odbierając zmysłami albo analitycznie. I tu jest szansa na wyjątkowy dialog z widzem: odbiór każdego widza może bardziej będzie świadczył o nim niż o prawdzie zawartej w narracji

Autor samą formą narzuca pewien chaos. W ten sposób bezpośrednio wprowadza widza w stan niepokoju, który jest również treścią samej opowieści. Opowieści o chaosie, chaosie wewnętrznym, emocjonalnym.

Recenzent "Libération" pisze, że jest tyle samo historii co postaci... To prawda, tematów, emocji, spotkań jest tu dużo, ale jest w tym też niebywała spójność. Każdy wątek krystalizuje się wokół tego dziwnego napięcia, tej gangreny, która zaraża świat oparty na zbrodni i wypartej traumie.

Pommerat tworzy świat alienujący, dziwny. Jego sztuki działają jak magnes. A jednocześnie odnosi się bezpośrednio do naszej współczesności. Buduje opowieść mroczną, ale też pełną ironii i przewrotnego humoru.

Rozmawiała Dorota Wyżyńska
Gazeta Wyborcza Stołeczna
2 kwietnia 2009
Portrety
Anna Smolar

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia