Zaglądanie w kartoteki

"Kartoteka" - reż: Piotr Ratajczakteatr - Bałtycki Teatr Dramatyczny

Stałe miejsce w lekturach szkolnych, jakie ma od lat "Kartoteka" Różewicza, to atut tego dramatu, ale zarazem słaby punkt. Jego dawna nowoczesność spowszedniała, a współczesność szeleści starą gazetą. Nad sztuką, która miała swą prapremierę ponad pół wieku temu (1960), unosi się aura uczniowskiej nudy

Toteż teatr sięga dziś po nią raczej rzadko. Jego dzieje znają zresztą wiele znakomitych - kanonicznych, rzec można - przedstawień Kartoteki A i sam poeta przysposobił ją do rzeczywistości, tworząc w latach 90. Kartotekę rozrzuconą.

Piotr Ratajczak - szczecinianin - reżyser młody, ale już z dorobkiem - wybrał dla swej "Kartoteki" wersję klasyczną, uwspółcześnioną tylko trochę (pojawiają się polskie daty: 1956, 1968, 1970, 1980). I stanął przed trudnym egzaminem, na którym kładło się już wielu, usiłujących wpisać "Kartotekę" we współczesność przez żonglerkę jej czasem rzeczywistym i dodawanie nowych publicystycznych odniesień. Jako że Bohater - u Różewicza bardzo realny, mający za sobą lata wojny, okupacji, stalinizmu i "odwilży" - uwspółcześniany na siłę nie zyskiwał wcale na wiarygodności. Odwrotnie, stawał się bohaterem papierowym, bez życiorysu. Z którym trudno się było identyfikować emocjonalnie.

Na jakie rozwiązanie zdecydował się Ratajczak? Jego koszalińska inscenizacja - nie licząc wyliczanki wspomnianych wyżej dat - nie próbuje udawać, że mamy do czynienia z Tu i Teraz, ani też tworzyć Bohatera, który byłby dinozaurem, mającym w życiorysie wojnę, październik \'56 i Solidarność.

Bohater (Wojciech Rogowski) to Polak uniwersalny, nieprzypisany do konkretnych dat, a historyczny i współczesny o tyle, o ile żyjąca w nim pamięć stanowi o teraźniejszości. Ratajczak dokonuje prostego zabiegu - role innych postaci, także starszych od Bohatera, powierza aktorom od Rogowskiego młodszym.

Owszem, wiek postaci Kartoteki w większości jej inscenizacji był względny, i np. rodzice Bohatera prawie zawsze bywali od niego młodsi. Ale u Ratajczaka mamy do czynienia z rezygnacją z czasu historycznego w ogóle. Tu "młodsi" są wszyscy. Zmarli i żywi. Kolega, który utonął, partyzant Wrona, Wujek, Nauczyciel. I Dziennikarze, którzy go otaczają (symbolicznie i dosłownie). Lub inaczej: wszyscy są w tym samym wieku. Jego, naszym wieku. By rzec metaforycznie: XXI wieku.

Bohater tej "Kartoteki" jest Everymanem, zmagającym się nie tyle z przeszłością, co ze współczesnością, która do historii sięga głównie po to, by nią manipulować. Ta historia to cudze traumy, fałszywe sny, ale i bolesne poczucie ciągłości doświadczeń. W które wpisane są porażki i gorycze kolejnych pokoleń.

Przedstawienie więcej niż o Bohaterze mówi zresztą o tych, którzy czynią sobie z niego spektakl. Z udziałem własnym. I tak właśnie - w formule widowiska live - talk-show i tok-szok, Big Brothera, programu Nie-Warto rozmawiać, news serwisu 24 h - zainscenizowana jest koszalińska "Kartoteka".

Nic nowego? Zgoda. A i sam Ratajczak nie raz już korzystał z tej formuły. Jego przedstawienia bywały często (a czasem zbyt gęsto) inkrustowane gadżetami medialno-wirtualnej rzeczywistości.

W tym jednak wypadku zastosowane środki teatralne są adekwatne do sensów spektaklu. I udanie współtworzą jego kształt.

Rzecz dzieje się w przestrzeni pustej, zimnej; jedynym elementem scenografii jest łóżko Bohatera. Postaci, które będą z nim grać w życie, zasiadają wokół, wśród widowni. I reagują jak widownia telewizyjnego show - buczeniem, oklaskami, dogadywaniem, okrzykami zachęty lub dezaprobaty. A czasem wchodzą na scenę, stającą się wtedy areną walki. I studiem, z którego "na żywo" - za pomocą kamery Dziennikarza z obojętnym obliczem (Artur Czerwiński) - płynie obraz, rzutowany na ekrany monitorów i wielkiego ekranu na ścianie. To on skupia naszą uwagę. I sam staje się sceną - jedyną ważną sceną - naszego świata.

Sceniczne dialogi prowadzone są wyłącznie za jego pośrednictwem. Mówi się tu tylko do kamery, nie do siebie wzajem. Do niej stroi się miny, w niej się przegląda. Dramat Bohatera, który próbuje być w tym świecie sobą, to dramat każdego z nas. Bo każdy dziś jest bohaterem - choć niekoniecznie sobą - o ile dane mu jest znaleźć się w mediach, internecie, gazecie. A nawet jeżeli się zbuntuje przeciw temu, bunt staje się medialnym show.

Nie ma ucieczki? Przed mitami Ojczyzny, Historii i Polityki, przed rankingiem popularności top list i wydarzeń dnia, wszechobecnością urządzeń podglądających i podsłuchujących, przed wiarą w nie i strachem przed nimi? Przed tą kartoteką, w której zapisywane są nasze rzeczywiste czyny i myśli, ale i te, które nam przypiszą, jako że kartoteki przecież nie kłamią, a taśmy i nagrania są nieomylne...

Odpowiedzią Bohatera jest wyjście - poza ten świat. W ostatniej scenie - jak Truman z filmu Petera Weira "Truman Show" - przekracza rozstępującą się przed nim szklaną ścianę. I staje przed nami, ale już z tamtej strony. Tyle że "tamta strona" to... odsłonięta w głębi widownia dużej sceny teatru. Puste fotele w półmroku. A więc - innej ucieczki nie ma? Tylko ze sceny na scenę?

W geście Bohatera jest jednak znak gorzkiej nadziei. Na wyzwolenie. A przynajmniej - na uciszenie choć na chwilę zgiełku, w jaki zmienia się świat. I na wyrwanie się z nierzeczywistości wszechobecnych kartotek.

Spektakl zachęca do myślenia o tym, ale jest też po prostu dobrze zrobionym teatrem. Zdyscyplinowanym (całość trwa raptem godzinę), dynamicznym - dzięki żywej choreografii i mocnej muzycznej oprawie (są w niej m.in. śpiewane ostro piosenki "Mniej niż zero", "Co się stało z naszą klasą") - z czującym inscenizację zespołem (poza wyżej wymienionymi grają: Żanetta Gruszczyńska-Ogonowska, Agnieszka Przepiórska, Marcin Borchardt, Artur Paczesny, Jacek Zdrojewski).

Można by oczywiście rzec, że prawdy tej "Kartoteki" nie są zbyt odkrywcze, jej przesłanie - mimo wszystko - mgliste, a Bohater - trochę nijaki, żaden. Ale czyż nie jesteśmy tacy jak on? I czy trzeba nam aż wielkich odkryć na temat tego świata, jeśli i z tym niby rozpoznanym nie potrafimy sobie poradzić? Wpatrzeni w ekrany i czekający na kolejne, publiczne otwarcie kartotek z cudzym, naszym życiem.

Artur D. Liskowacki
Kurier Szczecinski
21 grudnia 2011

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia