Zagrać jak orkiestra

"Orkiestra" - reż. Jacek Głomb - Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy

To się zdarza tylko raz w życiu. Wyobraźcie sobie, że idziecie na teatralną premierę sztuki pt. "Orkiestra" i wita was przed starą cechownią prawdziwa górnicza orkiestra w galowych strojach, pod batutą Zygfryda Bagińskiego. Premiera odbyła się w kopalni "Lubin", która z tego powodu wcale nie przerwała wydobycia. Gdy wyszliśmy z widowni zbudowanej w cechowni, mijaliśmy się z górnikami, którzy przychodzili na następną zmianę. Zbliżała się godzina 22

Pamiętam, jak budowana długo w legnickim teatrze drużyna Jacka Głomba zabierała się do spektaklu zatytułowanego potem "Ballada o Zakaczawiu". Wiele osób wątpiło w jego powodzenie, bo patrząc racjonalnie, kogo na drugim końcu Polski może interesować opowieść o mieszkańcach zapomnianej przez Boga legnickiej dzielnicy. Okazało się, że gdy artyści potrafią znaleźć odpowiednią formę i nadać przedsięwzięciu uniwersalny kształt, udaje się przekonać do takiego karkołomnego pomysłu całą masę ludzi. Spektakl zdobywał nie tylko nagrody - miał telewizyjną realizację i stał się markowym podpisem Teatru Modrzejewskiej.

W podobny sposób drużyna Głomba opowiedziała wiele takich lokalnych historii. Teraz z okazji półwiecza zagłębia miedziowego (potężny kombinat od wielu lat wspiera teatr finansowo) porwała się na jego burzliwą historię. Jak wypadł ów akt wdzięczności ze strony artystów, ocenić najlepiej mogą mieszkańcy Lubina, górnicy i... prezesi. Taki marny, teatralny gryzipiórek, jak piszący te słowa, może najwyżej pomarudzić na papierze.

Ów akt wdzięczności nie przypomina jubileuszowej akademii, bo jest teatralną balladą, w której rzeczy komiczne mieszają się z dramatycznymi. Przywołane przez teatr ludzkie historie były inspirowane prawdziwymi życiorysami. Autor Krzysztof Kopka do swojej sztuki wybrał wdzięczny i szalenie uniwersalny klucz. Całą barwną opowieść snuje wokół dziejów kopalnianej orkiestry. Jej pierwszego członka Pana Biedę (Paweł Palcat) poznajemy, jak rozmawia z patronką górników, świętą Barbarą (Joanna Gonschorek), i dobrym kopalnianym duszkiem Skarbkiem (Anita Poddębniak). Resztę górniczej orkiestry spotykamy na próbie. Za chwilę cofniemy się o pół wieku i będziemy śledzić, jak rodziła się ta orkiestra, która waha się teraz, czy zagrać na pogrzebie kumpla, który grał, jak wszyscy mówią, na trąbie.

Dla mnie ten spektakl zdominowała wspaniała Ewa Galusińska (Francuzka). Owa teatralna Francuzka była repatriantką z Francji i naprawdę nazywała się Iwona Kozik, była matką Konczity (Zuza Motorniuk), innej barwnej bohaterki tej sztuki. Była aktywnym członkiem jedynej słusznej wtedy partii. Z woli autora stała się kopalnianym sekretarzem PZPR, który powołuje się na koneksje z samym najważniejszym - Edwardem Gierkiem. Aktorka zbudowała postać z wielką precyzją - od najmniejszego ruchu, po wyrazistą mimikę, tembr głosu i najdrobniejsze gesty. Jest rewelacyjna i nieodparcie komiczna. Dla samej Ewy warto ten spektakl oglądać, cała drużyna też na najwyższych obrotach, bo to świetny zespół, jeden z najlepszych w Polsce. Jak w każdej, w legnickiej teatralnej balladzie mamy żartobliwie i przewrotnie skrojony wątek miłosny, świetnie narysowany przez trio: Paweł Wolak (Pan Fuga) i wspomniany już duet - Zuza Motorniuk i Paweł Palcat. Sporo jest w tym przedstawieniu scen brawurowych, jak pogrzeb Zdzicha (Mateusz Krzyk), który miał być ślubem, a kończy się lamentem, zmieniającym się w wokalizę i śpiew. To już specjalność Katarzyny Dworak, która jest ową Matką Zdzicha, a wcześniej i później bawi nas jako Ubolka.

Co mi w tym przedstawieniu zgrzyta? Taki cień teatru dokumentalnego, który precyzyjnie, ale też chłodno, przywołuje fakty. To sprawia, że nagle, w różnych momentach łamią się pracowicie budowane klimaty. Oczywiście, te dokumentalne zabiegi, często odwołujące się do konkretnych dat, pozwalają przesuwać do przodu akcję, obejmującą pół wieku. W sztuce to są trudne wybory. Ja bym pewnie poszukał innego artystycznego znaku, by uporać się z upływającym czasem. Tak sobie napisałem, żeby ten jubileuszowy tort nie był aż tak słodki. Mdłości to niezbyt przyjemne uczucie.

Krzysztof Kucharski
POLSKA Gazeta Wrocławska
28 września 2011

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia

Faust
Tobias Kratzer
Nowy "Faust" z Opery Paryskiej 29 lis...