Zaprosili widzów w podróż pełną zła i niegodziwości

"Ciemności" - reż. Monika Strzępka - Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach

Nie napawa optymizmem sztuka Pawła Demirskiego "Ciemności", której prapremiera odbyła się w sobotni wieczór w teatrze imienia Stefana Żeromskiego w Kielcach. Autor wraz z reżyserującą Moniką Strzępką zaprosili widzów w podróż pełną zła i niegodziwości, obnażając i kpiąc z naszych słabych prób uciszenia sumienia.

Inspiracją dla spektaklu było "Jądro ciemności" Josepha Conrada opisujące potworności, jakich w kolonizowanym Kongu dopuszczali się Europejczycy. Tak jak w opowiadaniu, na scenie Marlow wyrusza w podróż do tajemniczego miasta by zdać relację z tego, co się w nim dzieje. W sztuce akcja toczy się nie w Kongu, ale gdzieś - wszędzie i nigdzie, Marlowów jest dwóch: jeden to XIX wieczny dżentelmen (Tomasz Schimscheiner), drugi to jego współczesny odpowiednik - kobieta (Joanna Kasperek). Każde z nich ma swoją filozofię, swoje nawyki, usprawiedliwienia, które mimo zmiany realiów brzmią bardzo podobnie.

Dwóch jest też Kurtzów - zleceniodawców misji i jednocześnie władców miasta, obrazujących zło wcielone czy też po prostu tę ciemną stronę człowieka (Andrzej Konopka i Jacek Mąka). Pomysł Demirskiego by zestawić te dwa odległe czasowo światy jest zaskakująco trafny, pokazuje, że mimo upływu lat nie zmieniło się wiele, jeśli już to realia, gadżety, słowa, ale nie sam człowiek. Ani w książce, ani na scenie Marlow nie wykorzystuje rozumu do buntu, nie zrywa się z niewidzialnej smyczy. Rozum służy mu do racjonalizowania i tolerowania tego, co się dzieje. Bunt kończy się na gadaniu.

Agresji i wyzysku doświadcza ten Inny (Magda Grąziowska): jest to dziecko, Murzyn, Czarny, każdy Inny: rasowo, religijnie, kulturowo. I znowu znaczenie nie ma czy to wiek XIX czy XXI, nienawiść, pogarda, lęk są wszechobecne. I dotyczą obu stron. Inny żywi takie same uczucia do obcych, którzy go wykorzystują.

Sztuka nie podpowiada jak wyjść z tego zapętlenia, raczej opisuje stan faktyczny pokazując, że nic się nie zmieniło. I nie zmieni - w ostatniej scenie Marlow z żoną wraca do domu, bez znaczenia, chętnie czy nie, wskakuje w wyznaczoną przez społeczeństwo i media rolę. A jego nastoletnie, niby zbuntowane dziecko też nie ma odwagi z tej roli wyjść.

Na scenie postaci jest znacznie więcej. Anna Kłos-Kleszczewska wciela się w ciotkę Marlowa, ale też w widmo, ducha, który komentuje, naprowadza, daje dystans, puentuje sceny. Jest demoniczna, groteskowa, to czuła to oziębła. Każdy z aktorów grający w tym spektaklu darowuje widzom tak ogromny ładunek emocji, że nie sposób mu nie ulec. Śmiech, który dosyć często rozlega się na sali, jest śmiechem z nas samych i niestety, na próżno czekamy na choćby cień nadziei, podpowiedz jak wyjść z tego bagna.

Wrażenie jakie pozostawiają na widzach "Ciemności" to także zasługa twórcy scenografii Arka Ślesińskiego, który przy pomocy bardzo oszczędnych środków wykreował świat grozy. Pomysły reżyserki Moniki Strzępki wspierali: Jakub Lech, który przygotował projekcje i kierował światłem, autor muzyki Tomasz Sierajewski oraz układający ruch sceniczny Jarosław Staniek.

Jak zauważyła po premierze reżyserka spektakl jest cały czas w fazie tworzenia. Ciekawe więc jak zabrzmi 3 lutego w czasie premiery w Warszawie (jest koprodukcją z warszawskim teatrem Imka), czy też później w Kielcach.

Lidia Cichocka
Echo Dnia
16 stycznia 2018

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia