Zatem zatańczmy to słodko-gorzkie tango…

"Tango" - reż. Alicja Jachiewicz-Szmidt - Teatr Enigmatic w Lublinie

„Jestem człowiekiem myślącym głębiej. Człowiek nie może żyć bezmyślnie, na zasadzie mechanicznych odruchów”(1) mówi Artur, próbując zaprowadzić jakiś ład i porządek w otaczającym go świecie. I chociaż minęło już pół wieku od czasu kiedy Sławomir Mrożek napisał "Tango" słowa te brzmią bardzo współcześnie i aktualnie.

Popularność tego utworu przeszła najskrytsze oczekiwania samego autora, albowiem "Tango" okazało się być nieprawdopodobnie uniwersalnym i ponadczasowym dziełem. Sztuka gościła na deskach teatrów polskich blisko sto razy, z utworem mierzyli się wybitni polscy reżyserzy: Kazimierz Dejmek, Maciej Englert, Jerzy Jarocki, Erwin Axer, Andrzej Łapicki i wielu innych. Właściwe każdy rok przynosi kolejną odsłonę Tanga, rodząc szereg gorących dyskusji na temat twórczości Mrożka.

Najnowszą wersję tej sztuki można zobaczyć w Lublinie w Teatrze Enigmatic. I chociaż jest to teatr amatorski, to prezentowane przez niego spektakle nie odbiegają poziomem od zawodowych, wiele z nich nawet przewyższają. Teatr Enigmatic działa przy Katolickim Uniwersytecie Lubelskim zaś pomysłodawcą i założycielem był Andrzej Piwowarczyk. Początkowo funkcjonował on jako teatr pantomimy, z czasem pojawiło się słowo, a z nim wielka kultura do słowa. Ogromny szacunek do tekstu jest jednym z elementów, który wpisuje się w ogólny profil teatru. Przychodząc do Teatru Enigmatic nie można liczyć na uwspółcześnione wersje dawnych dzieł ani na żadne inne eksperymenty z tekstem. Przeciwnie, widzowie mogą oczekiwać klasycznych wersji wielkich sztuk, przygotowywanych z niebywała dbałością o szczegóły. Spektakle Teatru Enigmatic wbrew powszechnym praktykom, niezmiennie próbują niejako przenieść widza do czasu i miejsca, w którym dzieje się akcja dramatyczna. Obecnie teatrem kieruje Alicja Jachiewicz-Szmidt, która kontynuuje drogę rozpoczętą przez jej poprzednika.

Lubelskie "Tango" po pierwsze zdumiewa rozbudowaną scenografią. Scena przypomina wnętrze mieszkania z czasów PRL. Nie jest to bynajmniej umowna przestrzeń. Przeciwnie, znajdują się drzwi, a za nimi inne pomieszczenia, okno, meble i szereg bibelotów, jakie przez lata zdążyły nagromadzić się w mieszkaniu opisywanym przez Mrożka. Przypomina to ruchome zdjęcie sprzed lat. Okno jest prawdziwym oknem, a drzwi to drzwi, są nawet wytapetowane ściany. I właściwie nie dziwiłoby mnie to, gdyby to nie był teatr studencki i  gdybym nie miała świadomości, iż jestem w Starej Auli KUL, która jest zwyczajną salą wykładową, nie zaś sceną teatralną. Jednak wiem, gdzie się znajduję, dlatego tym bardziej doceniam ogrom pracy całego zespołu, który aż tak bardzo stara się dla swoich widzów, dźwigając te kilkadziesiąt, może kilkaset kilogramów scenografii na każdy spektakl. Z równą starannością zostały przygotowane kostiumy i muzyka, dzięki czemu niepostrzeżenie nastąpiła synteza sztuk, gdzie na widzów w równym lub zbliżonym stopniu oddziałuje słowo, dźwięk i obraz.

Kolejny element, na który nie sposób nie zwrócić uwagi, to znakomita gra aktorska. Fantastyczne role Wuja Eugeniusza (Marcin Szulej), Stomila (Paweł Jamro) oraz Babci Eugenii (Urszula Kmita). Role przemyślane, spójne, charyzmatyczne i wiarygodne. Bardzo dobrze wypadła także postać Eleonory (Ewa Sobkowicz) oraz Edka (Emil Zaorski). Końcowe tango Wuja Eugeniusz i Edka było jak wisienka na torcie, po prostu pyszne Nie przekonały mnie natomiast postaci Artura (Piotr Dudko) oraz Ali (Anna Chudaś). Osobiście wolałabym mniej emocjonalnego Artura. Natomiast Ala wydała mi się nader współczesna i nie pasująca do reszty bohaterów. Być może było to spowodowane zbyt współczesnym kostiumem (bluzka z opadającym rękawkiem odsłaniające jedno ramię i jeansowe spodenki). Bynajmniej te drobne niedociągnięcia czy braki warsztatowe nie ujmują za wiele całości inscenizacji, albowiem to, co przebija się w całości przedstawienia, to autentyczność emocji i wiara, że zobaczyłam i doświadczyłam pewnej prawdy o życiu.

Trzeci element, który wyróżnia spektakl, to interpretacja tekstu. Właściwie nic dodać, nic ująć. Pani Alicja Jachiewicz-Szmidt okazała się być czytelnikiem uważnym, czujnym i odpowiedzialnym, doskonale wie, co i w jaki sposób chce powiedzieć. Spektakl ciekawy i czytelny dla widzów w każdym wieku. Powiedziałabym, że jest to propozycja polecana dla wszystkich i obowiązkowa dla uczniów, ponieważ pozwala na zrozumienie tekstu, który porusza bardzo skomplikowane zagadnienia. Widzowie Teatru Enigmatic zostali subtelnie zaproszeni do podjęcia dyskusji na temat konsekwencji dwudziestowiecznej awangardy artystycznej oraz socjalizmu. Tematy dobrze znane, wielokrotnie dyskutowane i wciąż bardzo żywe. Lubelska inscenizacja jest kolejnym głosem w dyskusji o czasach PRL-u, dyskusji trudnej, acz koniecznej. Trafne zaakcentowanie humorystycznego aspektu dzieła poza wywoływaniem wybuchów śmiechu u widzów, osłodziło nieco gorzką problematykę. Nie sposób pozostać obojętnym wobec rozpaczliwego krzyku Artura, który pomimo młodego wieku wie, że „Jeśli sami nie nadamy rzeczom jakiegoś charakteru, utoniemy w tej nijakości”(2). Ponad to spektakl z mistrzowską precyzją pokazuje jak destrukcyjny wpływ na życie człowieka czy rodziny może mieć wewnętrzne przyzwolenie na brak zasad, norm, niczym nie ograniczoną wolność oraz to wszystko co narzuca nam nowoczesność, a co przyjmujemy jak wiano, bez filtrowania. Zagadnienie to wydaje się być, aż nadto aktualne, ale jak pisał Fredro „Ten prawdę, tamten dowcip, ten koziołki lubi”(3). Pozostaje tylko mieć nadzieję, że współczesne społeczeństwo weźmie sobie do serca apel Artura i nie utonie w nijakości jak bohaterowie Tanga.

Przypisy:

1. S. Mrożek, Wybór dramatów, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1987, s. 97.
2. S. Mrożek, Wybór dramatów, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1987, s. 111.
3. A. Fredro, Odludki i poeta, akt I, scena 11.

Magdalena Mąka
Dziennik Teatralny Lublin
15 lutego 2014

Książka tygodnia

Iłła. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie
Wydawnictwo Marginesy
Joanna Kuciel-Frydryszak

Trailer tygodnia