Zawierzyć ciału

"Thriller" - reż. Anna Smolar, Paweł Sakowicz - Nowy Teatr w Warszawie

Szybkie przejrzenie się w lustrze zaraz po przebudzeniu i przy porannej toalecie. Potem kolejne w trakcie ubierania się. Makijaż i fryzura, znów lustro i jeszcze raz, tuż przed wyjściem z domu. Potem błyskawiczny rzut w oka w windzie, wszystko chyba powinno być w porządku, ale z jakiegoś powodu ludzie nie przestają się patrzeć. Każda mijająca osoba zdaje się przewiercać nas spojrzeniem. Co dostrzegła? Czemu patrzy? Czy zdołała wypatrzeć ten czający się pod powierzchnią skóry pryszcz?

Nerwowa próba przejrzenia się w ekranie telefonu nie pomaga. Może to paznokcie, odrobinę zbyt długie, nie było czasu przyciąć i teraz na pewno każdy to widzi. I ten lekko wystający brzuch. Zgarbione plecy. Za duże stopy. A może plama? Chyba jednak nie wyglądam tak dobrze, jak mi się rano wydawało. Najlepiej byłoby wrócić do domu, odciąć się od tych wszystkich lepiej-drożej-szczuplej-zdrowiej-wyglądających ludzi, od tych pewnych siebie szczęściarzy, których życie, ubrania, mieszkania, psy i koty wyglądają jakby właśnie wyszły z instagramowego kadru.

Ale nie można się wycofać. W głowie surowy głos upomina: wyprostuj się, uśmiechnij się, już na ciebie czekają, próba, nie można się spóźnić, praca, siłownia, ważna rozmowa, wieczorny spektakl, znajomi, krytycy. W drodze na próbę, na próbie, po próbie, przed spektaklem, w czasie spektaklu, po spektaklu, nigdy nie ma czasu, żeby być sobą, cały czas jest się nie dla siebie, ale dla kogoś, kogoś, kto ogląda, porównuje i ocenia. I nigdy nie ma tego poczucia, że można by odpuścić, że można by przestać się starać, że może już jest wystarczająco dobrze, że już się jest najlepszą wersją siebie. Że ważniejsze jest to, jak sami się ze sobą czujemy, od tego, jak nas postrzegają inni. Mamy głęboko zaprogramowaną konieczność wypełniania norm i standardów narzucanych nam przez innych, dostosowywania się do kanonów i mód arbitralnie wyznaczanych przez specjalistów od kreowania idealnego człowieka. Od najmłodszych lat słyszymy nakazy i zakazy, które powoli przekształcają nas we wzorowego przedstawiciela społeczeństwa, potrafiącego się zachowywać, utrzymywać kontrolę nad sobą, swoim ciałem i swoimi emocjami. Tylko za jaką cenę?

Dynamiczne taneczne pojedynki rozgrywane przez dwójkę bohaterów spektaklu

"Thriller" granych przez Sonię Roszczuk i Pawła Sakowicza, przerywają krótkie sceny, w których aktorzy opowiadają o swoim dniu. Dniu widzianym z perspektywy ciała, zarówno tego prywatnego, skrzętnie i wstydliwie chowanego przed światem, jak i tego publicznego, wystawionego i narażonego na oceniające, opresyjne spojrzenia. Ciała, które powoli przestaje należeć do nas samych, które wywołuje dyskomfort swoimi nieprzewidzianymi reakcjami, które wystawiane jest nieustannie na pokaz. Ja w relacji do mojego ciała, ja w relacji do ciała partnera, ja i moje ciało w relacji z publicznością - wszystkie te wariacje każą nam się zastanowić, czy nasze ciała są tak naprawdę nasze? Czy horror, jaki przeżywamy we własnym ciele i w związku z własnym ciałem, który wydaje nam się absolutnie jednostkowym doświadczeniem, nie jest tak naprawdę doświadczeniem każdego z nas? Doświadczeniem, o którym nie potrafimy mówić, którego nie potrafimy nazwać ani opisać, które samo w sobie jest tak wstydliwe i żenujące, że wolimy cierpieć poddając się osądowi innych, niż zawalczyć o odzyskanie tego najbardziej podstawowego elementu własnego ja.

I być może właśnie z tego braku słownika, potrzebnego do opisu doświadczeń niezwykle intymnych, ale jednocześnie wspólnych każdemu z nas, narodził się spektakl będący połączeniem performansu, tańca i słowa. Taniec, ruch, pot, ból, skrajne zmęczenie, ale też swego rodzaju wyzwolenie i euforia stały się głównymi narzędziami, jakimi posługują się twórcy. Taneczne pojedynki artystów pełne są uważności, tak jakby artyści starali się nawiązać kontakt z własnymi ciałami, oddawali im kontrolę nad sobą, poddawali się płynącym z wnętrza rytmom i energii. Już nie oni kontrolują ciała, ale ciała kontrolują ich. A może stają się równorzędnymi partnerami? Takimi, jakim można zaufać, jakich nie trzeba kontrolować ani oceniać, na których zawsze można liczyć? Partnerami, którzy się nawzajem szanują i w siebie wsłuchują. Artyści poszukują najlepszych środków, którymi mogliby wyrazić to nowe-nie-nowe partnerstwo, wzmocnić tą powoli rodzącą się, czy może raczej odradzającą więź z własnym, nieupiększonym, niepoprawionym, niestrofowanym i nieskrępowanym ciałem.

Owe poszukiwania wykraczają poza granice komfortu wykonawców, zmuszając do wejścia w sfery, w których oboje czują się jeszcze nie zawsze pewnie. Sonia Roszczuk mierzy się więc z tańcem i z choreografią, z ruchem, który powoli wyswobadza jej spięte, lekko zgarbione i niepewne ciało. Paweł Sakowicz zaś mierzy się ze słowem, szukając sposobów na opisanie swoich odczuć, odruchów, wstydów, skrępowań i codziennych zmagań. Oboje eksplorują swoje mocne i słabsze strony, bojąc się odsłonić, zawierzyć ciału, bojąc się oddać kontrolę. Kiedy jednak udaje im się nawiązać kontakt ze swoimi ciałami, wsłuchać w płynące z wnętrza sygnały, wstyd odczuwany wcześniej przed partnerem, czy przed oceniającą ich wysiłki publicznością, zdaje się znikać. Zamiast niego pojawia się siła płynąca z nich/nas samych.

Andrzej Lis
e-teatr.pl
18 lutego 2019

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia