Zazdrość zwyciężyła

Zazdrość, teatr: Teatr Capitol, Warszawa, reż: Monika Powalisz

III Katowicki Karnawał Komedii został zamknięty w Teatrze Korez spektaklem pt.: "Zazdrość" Teatru Capitol z Warszawy. Trzy kobiety - brunetka, blondynka i ruda - reprezentantki różnych pokoleń pokazały babski pazur... jednocześnie udowadniając, jak wielką słabością "płci pięknej" są mężczyźni.

50-letnia Helen (Joanna Żółkowska), ustatkowana prawniczka z pewnością nie spodziewała się, że pewnego pięknego dnia otrzyma list od kochanki swojego męża. Treść korespondencji nie dość, że świadczyła o nieprawdopodobnym tupecie Yany (Katarzyna Taracińska-Badura), to w dodatku wynikało z niej, że Helen ma natychmiast porzucić męża i pozwolić rozkwitać jego „nowej prawdziwej miłości”.

Yana natomiast, to kobieta sukcesu – piękna, chłodna, pragnąca zdobyć każdy zamierzony cel za wszelką cenę. Laszlo (mąż Heleny) zdawał się jej być niemalże „chodzącym ideałem”, do momentu, gdy ten wprowadził się do niej. Cóż, nie ma ludzi bez wad. Okazało się, że jej ukochany zamiast chodzić na lekcje jogi, spotykał się tylko z jej instruktorką – Iris (Anna Kózka).

Otóż, Laszlo był wszech przyczyną wszelkich życiowych zawiłości tych kobiet, które jako mieszkanki tego samego apartamentowca pisały do siebie jadowite, niepozbawione szczerości, ironii i czarnego humoru listy. Z dnia na dzień okazywało się, że każda z nich była tak samo naiwna, jak ta poprzednia. A kiedy wreszcie historia zatoczyła koło – Laszlo (bądź co bądź mężczyzna po przejściach) wrócił do żony, okazało się, że całe zamieszanie, w którym aż kipiało od zazdrości, było spowodowane przez jakiegoś styranego życiem, dość przeciętnego mężczyznę w średnim wieku. Komizmu sytuacji dodała iskierka przyjaźni, która mimo wszystko pojawiła się miedzy Heleną a Yaną, która odzyskawszy męża nie pamiętała, czym jest miłość, pragnęła już tylko tytułowej zazdrości. Ostatecznie zdeterminowana żona poprosiła ekskochankę męża, by ta się z nim umówiła...

Dowcipna sztuka autorstwa Esther Vilar, niczym lustro pokazuje naiwność kobiet, które są w stanie posunąć się bardzo daleko po to, by zdobyć ukochanego. Mężczyzna jednak jest tylko kartą przetargową i łupem, który niestety po dłuższych oględzinach okazuje się być niewarty tych wszystkich nerwów, które zszargały sobie dla niego kobiety.

Wszystkie aktorki dały niezły popis w tej (prawdę powiedziawszy) dość statycznej komedii. Jednak czytanie przesyconych niewybrednym humorem listów zrekompensowało wszystko. Przedstawienie tylko z pozoru przeznaczone wyłącznie dla kobiet. Mężczyźni bowiem, na widowni bawili się równie dobrze, choć może śmiali się z nico innych żartów. Przyznać trzeba, że „Zazdrość” była wyśmienitym zakończeniem Katowickiego Karnawału Komedii. Już nie możemy doczekać się kolejnej edycji.

Anna Broniszewska
Dziennik Teatralny Katowice
2 lutego 2010

Książka tygodnia

ADAPTACJA. Skrzynka z narzędziami
Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie
Marta Miłoszewska

Trailer tygodnia