Zbawiciel z bożej łaski

"Jezus Chrystus Zbawiciel" - reż. Michal Zadara - Teatr Dramatyczny w Warszawie

Na warszawską scenę Przodownik, która niedawno stała się częścią nowego Teatru Dramatycznego, trafiła właśnie pierwsza, polska adaptacja klasycznego monologu Klausa Kinskiego: "Jezus Chrystus Zbawiciel".

Tekst powstały przeszło 40 lat temu skupiał się na komentowaniu dobrze znanych już od lat procesów. Krytykował dezintegrację społeczeństwa, kapitalizm, nierówności czy nietolerancję. Ostrze tego protestu, tak bowiem najtrafniej można zaklasyfikować ten teatralny performance, wymierzono nie tylko we współczesny Kościół, ale i całe społeczeństwo. Zoligarchizowana i głęboko zbiurokratyzowana struktura, która przypisuje sobie w świecie chrześcijańskim prawo do wyłączności na pośrednictwo między ludźmi i Bogiem, jest bowiem jedynie elementem nadbudowy na budzących grozę stosunkach społecznych. Moment wystawienia tekstu Kinskiego przypadkowo usytuował tę realizację w takim jednak właśnie, antykościelnym kontekście. Warszawska premiera spektaklu (monodramu? koncertu?) w reżyserii Michała Zadary odbyła się w zaledwie pięć dni po ogłoszeniu publicznie nadchodzącej abdykacji Benedykta XVI.

Chrystus Kinskiego jest antagonistą współczesnej hierarchii kościelnej i w ogóle elit jako takich. To radykalny przeciwnik nierówności, otaczający się wszelkimi wykluczonymi, postać uwiarygadniająca znane powiedzenie o tym, że to Jezus właśnie był pierwszym socjalistą w dziejach. Chrystus ten jest zawiedziony obrazem współczesnego świata i wstydzi się za tych, dla których poświęcił kiedyś życie. Doprowadzającego go do załamania braku pobożności nie wyrażają jednak laicyzacja, liberalizacja światopoglądowa i kryzys instytucjonalny Kościoła. Jezus w ujęciu Kinskiego jest reprezentantem klasy niższej, anarchistą, jego ojciec siedzi w więzieniu, a matkę podejrzewa się o przebywanie w komunie. Jest wywrotowcem oskarżanym o działalność antypaństwową. Właśnie z takiej perspektywy wypowiada swoje oskarżenie kierowane na dobrą sprawę do całej ludzkości. Chodzi o upadek więzi, upadek idei i moralności, upadek społeczeństwa jako całościowego projektu. Tak nakreślono tę wizję na fali rewolucyjnych lat 60., a zdaniem autorów warszawskiej inscenizacji, wizja ta pozostaje aktualna aż do dzisiaj.

Zadara zgodnie z pierwowzorem adaptuje tekst Kinskiego przy użyciu prostych środków wyrazu. Monolog Jezusa (a może raczej w jego imieniu) wypowiada jednak kobieta - w tej roli Barbara Wysocka. Na scenie z oszczędną scenografią (slajdy przedstawiające bezdomnych, żebraków, brudne ulice i dworce kolejowe), towarzyszy jej wyłącznie dwóch muzyków: perkusista Leszek Lorent i gitarzysta Bartłomiej Tyciński. Ich gra nie tylko uatrakcyjnia monolog Jezusa, ale tworzy też pewien rodzaj towarzyszącej mu liturgii. Chrześcijańskie obrzędy chętnie korzystały przecież już od zarania swych dziejów z motywów muzycznych, czynią to zresztą aż do dzisiaj, zarówno pod postacią pięknych pieśni i organów, jak i tandetnych przygrywek gitarowych stanowiących wyjątkowy żenujący wkład do współczesnej mszy. Tutaj Jezus jest rockową gwiazdą, jego przemówienie przypomina nieco koncert, czy klasyczne protest songi.

Projekt Zadary zawieszony w przestrzeni gdzieś pomiędzy monodramem i koncertem, był jednak dla mnie sporym rozczarowaniem. Godzinna sztuka najzwyczajniej w świecie męczy i nudzi. Ogniskująca na sobie uwagę Wysocka miota się bez przerwy po scenie, wykrzykując i recytując naprzemiennie kwestie Kinskiego, tak jakby słowa o skorumpowaniu kleru i posłów (przygotowany na tę okazję przekład Jasia Kapeli tak właśnie pomaga nakreślić polski kontekst tej realizacji), były w stanie jeszcze kogokolwiek zaszokować. Towarzysząca jej muzyka na żywo nie buduje napięcia, a efekt dodatkowo pogarsza słabe nagłośnienie. Jezus nie potrafi tutaj powiedzieć niczego więcej aniżeli to, że rzeczywistość, w której przyszło nam żyć jest głęboko niesprawiedliwa, a mający na swoich ustach szereg frazesów teoretyczni chrześcijanie, są tak naprawdę bandą zwykłych cyników i hipokrytów. Oglądając i słuchając tego projektu odniosłem wrażenie, że sztuka byłaby w stanie wyraźnie oddziaływać na moje emocje przed wieloma laty, jako na małoletniego ateistę, przerażonego wizją współczesności i samotnego wśród rówieśników w swojej niewierze. Dla widzów starszych niż nastolatki nie będzie to już jednak żadną miarą szokujące doświadczenie. Świat jest niesprawiedliwy i przeraża mnie to - tyle ma mniej więcej do powiedzenia nam zbawiciel ze spektaklu Zadary.

Jezus ten nikogo zatem raczej nie zbawi: nie pomoże otrzeźwieć osobom pogrążonym w samozadowoleniu i pogoni za pieniędzmi, podobnie jak i nie przeciwstawi się kościelnej konserwie, upatrującej własnego upadku nie tyle w nieprzystosowaniu się do współczesności i nieradzeniu sobie z obyczajowymi skandalami, ale rzekomej liberalizacji chrześcijaństwa. Ze sceny wielokrotnie słyszymy oskarżenia adresowane do towarzyszy Chrystusa, którzy sami nie potrafili przyjąć jego nauk. Trudno się im niestety dziwić, bo i sam raczej nie poczułem się do nich tutaj specjalnie przekonany. Monolog Kinskiego był oryginalnie apelem o odrzucenie konformizmu. Ta inscenizacja niestety specjalnie się mu nie przeciwstawia. Szkoda zwłaszcza utraconego politycznego potencjału tekstu, u Zadary zredukowanego do stwierdzenia, że otacza nas dużo zła. Z takiej adaptacji trudno wyciągnąć jakąkolwiek radykalną i konstruktywną krytykę takiego stanu rzeczy. Zbawiciel trochę wprawdzie krzyczy, ale zupełnie nie wciąga.

Łukasz Drozda
Lewica.pl
27 lutego 2013

Książka tygodnia

Utalentowani jak Nardelli
Sekcja Krytyków Teatralnych ZASP
red.: Anita Nowak, Krystyna Piaseczna, Piotr Rudzki

Trailer tygodnia