Zburzyć spokój"

"Kamień" - reż. Grzegorz Wiśniewski - Teatr Studyjny PWSFTv i T w Łodzi

Zgodnie z deklaracją sprzed kilku tygodni wypatruję nowych talentów w polskim teatrze, oglądając spektakle dyplomowe. Dziś: Łódź i "Kamień".

Napisałabym, że autor sztuki Marius von Mayenburg (rocznik 1972) należy do tzw. pokolenia brutalistów (in-yer-face), ale odkąd przeczytałam w wywiadzie z innym dramatopisarzem zaliczanym do ich grona - Markiem Ravenhillem - że ani on, ani Sarah Kane nie zabiegali o podobne etykietki, które są dziełem leniwych dziennikarzy ignorantów, będę ostrożna. Niech więc wystarczy informacja, że w Teatrze Studyjnym, czyli na scenie Szkoły Filmowej w Łodzi, wystawiono jeden z bar-

dziej znanych utworów Mayenburga obok "Ognia w głowie" czy "Pasożytów". W każdym z nich relacje międzyludzkie są zdegradowane i przesycone brutalnością, choć w "Kamieniu" brutalność ta jest znacznie mniej dosłowna, przez co jakby bardziej dojmująca.

Sztuka opowiada historię dziejącą się w Dreźnie w latach 1935-1993- Właściwie jest to opowieść o fałszowaniu historii. Niemieckie małżeństwo kupuje od Żydów piękny dom z ogrodem. Jest rok 1935, właściciele muszą uciekać przed nadchodzącą Zagładą, więc pod pozorem przyjaźni Witha i Wolfgang negocjują twarde warunki. Ich wnuczka będzie o tym jednak mówiła: mój dziadek ułatwił Żydom ucieczkę do Ameryki, był bohaterem, a Niemcy obrzucali za to jego dom kamieniami. Dopiero z czasem dowie się, że zanim wyszli za próg domu, Schwarzmannowie zostali zadenuncjowani, a bohaterski dziadek wcale nie zginął od zabłąkanej kuli, witając Armię Czerwoną, tylko w 1945 r. po-

pełnił samobójstwo ze słowami "Heil Hitler" na ustach. "Kamień" jest pełen takich opowieści. Pokazują one ludzi zakłamujących pamięć o sobie i bliskich, ludzi, którzy dobrze wiedzą, co robią teraz, tak jak dobrze wiedzieli, co robili wtedy. Jest także znakomitym materiałem na dyplom. Sześć ról, 90 minut, każdy z aktorów zbudował postać. Największą szansę od reżysera Grzegorza Wiśniewskiego dostała Barbara Wypych (Witha), która dzięki czasoprzestrzennym metamorfozom zagrała właściwie trzy kobiety - młodą i zimną, w kwiecie wieku, choć nieco już zgorzkniałą, i staruszkę dławiącą się własną śliną.

Znakomity start. Każde wcielenie jest dopracowane. Podobnie wywiązują się ze swoich zadań Alicja Juszkiewicz, Maciej Miszczak, Anita Tomczak, Kaja Walden i Paulina Nadel, która jako Stephanie stworzyła najbardziej intrygującą rolę. Może dlatego, że to była właśnie ona: ta, która przyszła zburzyć spokój.

Kamila Łapicka
W Sieci
31 grudnia 2014

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia