Zdzisław Beksiński

Malarz, fotograf, rysownik, rzeźbiarz i grafik komputerowy.

Przyszedł na świat w 1929 roku w Sanoku. Był jedynakiem. W trakcie II Wojny Światowej, podczas okupacji niemieckiej, uczęszczał do sanockiej szkoły handlowej Polnische Öffentliche Handelsschule i jednocześnie pobierał naukę w ramach tajnego nauczania. Wtedy też uczył się gry na fortepianie. Po wojnie rozpoczął studia na Wydziale Architektury Politechniki Krakowskiej. W trakcie studiów, 30 kwietnia 1951 roku, zawarł związek małżeński ze starszą od niego o rok Zofią Heleną Stankiewicz. Ślub odbył się w jej rodzinnej miejscowości, Dynowie. 1 maja 1952 uzyskał tytuł inżyniera architekta i magistra nauk technicznych. Po ukończeniu studiów w 1952 roku, zobowiązany ówczesnymi przepisami o nakazie pracy, pozostał w Krakowie, skąd później przeniósł się do Rzeszowa.

W 1955 roku, po kilku latach pracy w charakterze inspektora nadzoru na budowach socjalizmu, wraz z żoną powrócił do Sanoka. 26 listopada 1958 roku na świat przyszło ich jedyne dziecko, syn Tomasz. Rok później Zdzisław Beksiński rozpoczął pracę jako stylista (nazywany wówczas plastykiem) w Dziale Głównego Konstruktora Sanockiej Fabryki Autobusów „Autosan", którą założył Mateusz Beksiński, jego pradziad. Pracował tam do początku lat 70., najczęściej na pół etatu, żeby więcej czasu poświęcać swoim pasjom artystycznym, którymi były: fotografia, rzeźba, rysunek i malarstwo. Od 1955 należał do sanockiego oddziału Polskiego Towarzystwa Fotograficznego. Dziś Beksiński rzadko jest kojarzony z czarno-białymi fotografiami, jednak to właśnie od nich zaczął swoją karierę. Przedstawiały najczęściej ludzkie postacie, często w niecodziennych pozach - skulone, jakby zalęknione modelki owinięte sznurami, z ciałami zdeformowanymi lub tak skadrowanymi, że było widać tylko ich fragmenty. Robił zdjęcia piękne, ale zarazem brutalne.

Następną formą ekspresji artystycznej Beksińskiego stała się rzeźba. Jego dzieła z początku lat 60. były czysto abstrakcyjne, głównie z metalu, drutu i blachy. W tym czasie powstały także reliefy i maski, obok nich również ekspresjonistycznoturpistyczne formy w technice heliotypii na materiale fotograficznym. Kolejną fascynacją Beksińskiego stał się rysunek. Pierwsze próby były na pół abstrakcyjne, ale później artysta przeszedł do czystej figuracji w atmosferze pełnej erotyki, także sadyzmu i masochizmu. Perwersyjne obsesje przenikały się z symbolami śmierci. Po pewnym czasie porzucił rysunek, żeby powrócić do niego dopiero pod koniec życia. Zdzisław Beksiński jako jeden z nielicznych artystów na początku lat 60. świadomie porzucił dziedzictwo awangardowe i zaczął dążyć do syntezy różnych stylistyk, co można łączyć z zapowiedzią przełomu postmodernistycznego, który w sztuce światowej nastąpił w latach 60. i 70., ale w polskiej twórczości dopiero w latach 90. Malarstwem artysta zaczął się zajmować w połowie lat 60. Zdecydowanie zerwał wówczas z awangardą i w pełni oddał się malarstwu fantastycznemu, wizjonerskiemu i figuratywnemu. W tym okresie znajdował się pod wpływem mistycyzmu wschodniego, co przekładało się na zawartość obrazów – pełnych symboli, tajemniczych treści i katastroficznej, pełnej grozy atmosfery. W swoich dziełach odwoływał się również do poezji Rainera Marii Rilkego oraz nurtów egzystencjalnych. Z kolei w latach 80. posługiwał się metodą - jak ją sam określał - "fotografowania snów", a także kierował się w stronę malarstwa barokowego i późniejszego malarstwa dziewiętnastowiecznego oraz abstrakcji niegeometrycznej. W efekcie wykreował indywidualny styl - w pracach o tematyce erotycznej, w pejzażu czy w portrecie zbliżający się do wizji apokaliptycznych. W jego obrazach znajdowała pełen wyraz niezwykła siła wyobraźni. Do własnej formy wypowiedzi, stworzenia warsztatu artystycznego, Beksiński dochodził żmudną, samotną pracą, bez korekt profesorów czy kolegów po fachu. Otwierał się na podświadomość, nie bojąc się tego, co w niej znajdzie i z tych właśnie doświadczeń wyrastało malarstwo "okresu fantastycznego". To wtedy utrwaliła się też technika, której artysta pozostał wierny do końca - malarstwo olejne na płycie pilśniowej. Co ważne, Beksiński nigdy nie nadawał swoim obrazom tytułów, uznając, że każdy widz może je interpretować we własny sposób. Uważał swoje dzieła za bardzo subiektywną wizję świata i rzadko też je komentował. W trakcie tworzenia prac artyście nieustannie towarzyszyła muzyka. Od końca lat 90. Beksiński tworzył także kolorowe i czarno-białe grafiki cyfrowe, w których wykorzystywał swoje fotografie. Artysta wraz z rodziną zdecydował się opuścić Sanok latem 1977 roku, po decyzji władz miasta o rozbiórce rodzinnego domu Beksińskich przy ulicy Jagiellońskiej nad Potokiem Płowieckim. W 1976 zaczął organizować nowe miejsce pracy w Warszawie, a po roku wraz z żoną i synem przeniósł się do stolicy. To tam spędził resztę życia. Z małżeństwem Beksińskich zamieszkała w Warszawie matka artysty, Stanisława oraz matka jego żony, Stanisława Stankiewicz. Syn Tomasz znalazł swój dom w mieszkaniu położonym nieopodal. Obie matki ze względu na swój wiek wymagały stałej opieki. Zmarły w mieszkaniu artysty. Kluczowe dla funkcjonowania Beksińskiego na rynku sztuki były jego relacje z marszandem, Piotrem Dmochowskim, z zamiłowania kolekcjonerem dzieł sztuki, a na co dzień adwokatem przy sądzie apelacyjnym w Paryżu oraz profesorem prawa na Université de Paris X. Dmochowski z malarstwem Beksińskiego zetknął się przypadkowo podczas wakacji w Polsce w latach 70. Trochę potrwało, zanim udało mu się ustalić tożsamość artysty. Kupił kilka jego obrazów, a jakiś czas później spotkał się z malarzem, by mu zaproponować współpracę. Miał naturę kolekcjonera i promotora. Gdy coś go zachwycało, chciał to mieć na własność i dążył do tego, by wszyscy to poznali i się tym zachwycili. W efekcie wystawiał na sprzedaż tylko te obrazy Beksińskiego, za którymi nie przepadał. Umowa, którą zawarli w 1985 roku, dawała Beksińskiemu pewność dopływu środków, ale w razie niepowodzenia sprzedaży narażała marszanda na ogromne straty. Zgodnie z kontraktem Dmochowski miał się zajmować oprawą, pakowaniem, transportem, przywieszaniem oraz sprzedażą obrazów. Od 1989 do 1996 roku marszand Beksińskiego prowadził w Paryżu autorską "Galerie DMOCHOWSKI, musée-galerie de BEKSINSKI". Oprócz wielu prac Beksińskiego zgromadził tam mnóstwo obrazów malarzy francuskich, rosyjskich, polskich i bułgarskich. Ponadto opublikował dwa monograficzne albumy prac Beksińskiego i wyprodukował krótkometrażowy film pod tytułem W hołdzie Beksińskiemu, który został zaprezentowany na Festiwalu Filmowym w Cannes w 1986 roku. Zorganizował również szereg wystaw prac Beksińskiego na Zachodzie i w Polsce oraz napisał książkę zmagania o Beksińskiego, w której opo- wiada o staraniach spopularyzowania jego sztuki we Francji. Warto zaznaczyć, że Beksiński często otrzymywał marszandzkie oferty z całego świata. Zdecydował się jednak na współpracę z Dmochowskim, bowiem przypuszczał, że stoi za nim jakiś bogaty Francuz, którego mecenas jedynie reprezentuje. A to w przekonaniu Beksińskiego stanowiło gwarancję sukcesu finansowego. Zarazem jednak od początku wątpił, czy Francja to dobry kraj do promowania jego twórczości. Niestety złe przeczucia się ziściły i kraj nad Loarą okazał się rynkiem bardzo trudnym dla jego sztuki. Relacje Beksińskiego z Dmochowskim zaczęły się pogarszać po pierwszej wystawie jego prac w Paryżu, która mimo sukcesu wśród publiczności nie tylko nie przyniosła żadnych dochodów, ale wręcz zrujnowała Dmochowskiego finansowo i rozmyła fantazję Beksińskiego na temat stojącego za nim zasobnego kolekcjonera sztuki. Pomimo to starał się dotrzymać zawartej umowy, ale stracił serce dla tego przedsięwzięcia. Co więcej, nieustannie obawiał się o bezpieczeństwo finansowe swoje i swojej rodziny. Bał się bankructwa marszanda. Dmochowski z kolei był rozgoryczony, ponieważ czuł się niedoceniany przez malarza. Ich relację utrudniały także wymagania marszanda. Dmochowski składał zamówienia, w których miał bardzo szczegółowe wymogi. Na przykład prosił Beksińskiego o namalowanie dla wypróbowania gustów francuskich kilku ożywionych, jasnych obrazów w barwach bardzo ostrych i z głęboką przestrzenią. Prosił o rezygnację z płyty pilśniowej i malowanie na płótnie. Miał również sugestie co do sposobu podpisywania obrazów. Beksiński uparcie sprzeciwiał się jednak większości tych żądań. Z czasem doszły do tego także nieporozumienia na tle finansowym, ale miara się przebrała, gdy zachorowała żona artysty. Zmęczony i sfrustrowany Beksiński nie chciał się już dalej użerać z marszandem i wykłócać o ceny. Pod koniec 1994 roku napisał do Dmochowskiego, że zrywa umowę, płacąc mu pięćdziesięcioma obrazami tak zwanego odszkodowania. Dopiero po śmierci żony i obu babek napisał do niego pojedna- wczy list. Od tamtej pory pozostawali w kontakcie, ale Dmochowski nie pełnił już roli marszanda i kupował obrazy na warunkach Beksińskiego. Opisując swoje relacje z artystą, porównywał je do sytuacji pary małżeńskiej, która nie może się wzajemnie znieść, bo jedno drażni drugie, ale nie może też bez siebie żyć i po wielu rozstaniach zawsze do siebie wraca. Wspomniana choroba żony była ogromnym ciosem dla Beksińskiego. Zofia Beksińska zmarła 8 maja 1998 roku. Kolejną niepowetowaną stratą artysty stała się samobójcza śmierć jego syna. Tomasz Beksiński odebrał sobie życie w rok po śmierci matki, 24 grudnia 1999 roku. Właśnie w związku z tymi wydarzeniami, a także z powodu apokaliptycznych treści w twórczości Beksińskiego, wreszcie z powodu tragicznej śmiercią samego artysty, rodzina Beksińskich bywa określana przez niektórych mianem „przeklętej". Zdzisław Beksiński został zamordowany w swoim mieszkaniu późnym wieczorem 21 lutego 2005 roku, na kilka dni przed 76. urodzinami. Zabójcą okazał się syn mężczyzny, który przez lata był w jego domu tak zwaną złotą rączką. Morderca zadał ofierze siedemnaście pchnięć nożem. Motywem zbrodni była odmowa Beksińskiego niewielkiej pożyczki. Pogrzeb artysty odbył się 8 marca 2005 roku na Cmentarzu Centralnym w Sanoku. Rodzina Beksińskich (Zdzisław, jego żona Zofia, dziadkowie Władysław i Helena, rodzice Stanisław i Stanisława oraz syn Tomasz) została pochowana w rodzinnym grobowcu zaprojektowanym ongiś przez Władysława Beksińskiego. Nagrobek, poza lakoniczną inskrypcją zawierającą nazwisko rodziny, nie posiada informacji na temat jej członków ani danych dotyczących dat narodzin i śmierci. Dzień pogrzebu artysty był w Sanoku oficjalnym dniem żałoby.

W 2001 roku Zdzisław Beksiński swój cały dorobek artystyczny zapisał w testamencie Muzeum Historycznemu w Sanoku, któremu już wcześniej przekazał około trzysta swoich prac. Po śmierci artysty Muzeum otrzymało blisko dwadzieścia jego ostatnich obrazów, prawie tysiąc zdjęć i grafik, a także cały majątek – mieszkania, lokaty bankowe, sprzęt komputerowy. Zbiory powiększyły się również o zapisy multimedialne, listy i filmy dokumentujące życie rodzinne twórcy. Muzeum w Sanoku posiada obecnie największą kolekcję dzieł artysty, obejmującą kilka tysięcy obrazów, reliefów, rzeźb, rysunków, grafik i fotografii. Zdzisław Beksiński był znany zarówno w kraju jak i za granicą. Jego obrazy pokazywane były w prestiżowych galeriach na całym świecie, m.in. we Włoszech, Niemczech, Francji i Belgii. Należy podkreślić, że artysta jako jedyny Europejczyk miał stałą ekspozycję w muzeum sztuki w japońskiej Osace

(-)
Materiał Teatru
16 maja 2016

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia