Ze śmiercią na "ty"

"Hello Kitty" - reż. Wojtek Kaproń - Lubelski Teatr Tańca

Dawno, dawno temu gęś zaprzyjaźniła się ze śmiercią. Śmierć towarzyszyła jej od samych narodzin, tak na wszelki wypadek. W końcu gęś umiera, a śmierci jest ,,prawie smutno". Gęś nigdy nie otrzymała odpowiedzi na pytanie, co dzieje się potem. Podobnie jak główna bohaterka ,,Dzienników" Anne Frank, które stały się punktem wyjścia do stworzenia ,,Hello Kitty" – spektaklu o świecie młodej dziewczyny, która zbyt szybko przeszła ze śmiercią na ,,ty".

Przedstawienie Lubelskiego Teatru Tańca w reżyserii Wojtka Kapronia powstało na motywach ,,Dziennika" Anne Frank, niemieckiej Żydówki, która wraz z rodziną przez dwa lata wojny ukrywała się przed hitlerowcami w oficynie amsterdamskiej fabryki. Dziewczyna opisuje to wszystko w swoim zeszycie, którego adresatką jest wyimaginowana przyjaciółka Kitty. Po odkryciu schronienia przez Niemców, cała rodzina została przewieziona do obozu koncentracyjnego, gdzie Anne zmarła w 1945 roku. Ocalał tylko jej ojciec i to on wydał pamiętnik córki. Spektakl ,,Hello Kitty" nie odtwarza jednak losów bohaterki ,,Dzienników", nie jest też opowieścią o holokauście.

Przestrzeń gry została idealnie zorganizowana, są tu tylko niezbędne rzeczy. Beata Mysiak, grająca Anne, ma swój fragment sceny wyznaczony przez biały prostokąt otoczony zielonymi pasami sztucznej trawy. Artystka ani na chwilę nie przekracza tej granicy. Obserwuje tylko biegających wokół niej tancerzy, ale z żadnym nie jest w stanie nawiązać relacji. Szuka kontaktu, ale przyzwyczajona do życia w ukryciu boi się przekroczyć linii oddzielającej jej mikroświat od tego, co na zewnątrz. Biały prostokąt staje się z jednej strony więzieniem, które ma ratować, z drugiej strony opuszczenie go grozi śmiercią, ale daje wolność.

Mysiak ubrana w zwiewną, różową sukienkę przypomina małą dziewczynkę, która na początku nieświadoma swojej sytuacji z każdym krokiem, ruchem, gestem przekonuje się, co to znaczy wojna. Musi dorosnąć, żeby zrozumieć. W końcu Anne w dwa lata straciła dziecięcą naiwność, przeszła przyspieszone dojrzewanie. Mysiak za pomocą prostej, ale precyzyjnej choreografii pokazuje to, co dziewczynka dostała w zamian - świadomość samotności i ograniczonego czasu. Dlatego gdy nie ma już nic do stracenia, chce stworzyć siebie, swoją przestrzeń wolności. Cały spektakl jest swoistym oswajaniem się ze śmiercią – abstrakcją, która straszy i intryguje. Albo można się jej bać, albo ignorować, albo po prostu się z nią zaprzyjaźnić. Tancerka w roli Anne nie próbuje uwolnić się od lęku przed śmiercią, po ekspresywnym i niezwykle poruszającym układzie siada w rogu białego prostokąta i uśmiecha się. Zrozumiała, że musi umrzeć, jest gotowa, choć sama nie wie na co.

I tylko muzyka przypomina o niebezpieczeństwie wojny. Rytm wybijają coraz szybciej maszerujący tancerze ubrani w szare garnitury przypominające mundury. Stukanie obcasów żołnierskich butów i odgłosy samolotów latających nisko nad ziemią wprowadzają narastający niepokój. Ciężkie kroki mężczyzn i delikatne ruchy Mysiak wyznaczają rytm spektaklu. Ciało tancerza stało się instrumentem, za pomocą którego stworzono doskonałą muzykę i koloryt przedstawienia.

Twórcy spektaklu, aby lepiej zobrazować dziecinne postrzeganie zjawisk takich jak śmierć i życie, sięgnęli do bajki Wolfa Erlbrucha ,,Gęś śmierć i tulipan", bajkę odgrywają tancerze, którzy przed chwilą wcielali się w żołnierzy. Śmierć towarzyszy  gęsi w zabawach, rozmawia z nią, jest przy niej, ale nie przeraża. Momentami nawet pociesza. Aż w pewnej chwili gęś umiera. Śmierć niesie ją w swoich ramionach i stwierdza, że jest jej smutno. I pewnie Anne Frank też było smutno rozstawać się z życiem, ale przez lata ukrywania się i ucieczki oswoiła się ze śmiercią, nawet zaprzyjaźniła. Wbrew pozorom to nie bajka Erlbrucha sygnalizuje wiek bohaterki, ale pojawiające się w tle obrazki malowane przez dziecko. Wizualizacje pełne czerwonego i czarnego koloru budują coraz to nowe skojarzenia, a w połączeniu z ruchem tancerzy wypełniają puste przestrzenie znaczeniowe. Całość dopełnia scenografia, która swoim minimalizmem wpisuje się w baśniowy nastrój przedstawienia.

Twórcy spektaklu ,,Hello Kitty" za pomocą powtarzalnych gestów i oszczędnych ruchów mówią o śmierci melancholijnie, ale nie patetycznie. ,,Dzienniki" Anne Frank idealnie skomponowane z niemiecką bajką pozostawiają miejsce na niedopowiedzenie, konieczne w kwestiach, w których rozum ustępuje miejsca wyobraźni i emocjom. Spektakl uczy patrzeć na życie i śmierć na więcej niż jeden sposobów, celnie stawia coraz to nowe pytania, na które ostatecznych odpowiedzi nie ma.

Aleksandra Pucułek
Dziennik Teatralny Lublin
12 czerwca 2014

Książka tygodnia

Aktorki. Odkrycia
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia