Ze srebrnego ekranu na zielonogórską scenę

„Kanadyjskie sukienki" - aut - Maciej Archon Michalski - Lubuski Teatr w Zielonej Górze

Po dziesięciu latach, jakie upłynęły od premiery filmu „Kanadyjskie sukienki", reżyser Maciej Archon Michalski powraca ze sceniczną odsłoną swojego dzieła. Marcowa prapremiera powiększy dorobek Lubuskiego Teatru o kolejny niezwykły spektakl.

Genezy tego artystycznego projektu należy szukać w biografii samego twórcy, którego dzieciństwo przypadło na lata 80. XX wieku. Niektórzy recenzenci zarzucali mu, że w swoim filmie nie uchwycił specyfiki późnego PRL-u. Zapominali jednak o tym, że otaczającą go rzeczywistość sportretował z punktu widzenia kilkuletniego chłopca, którym wówczas był.

Urodzony w 1981 roku w Sycewie, wielkopolskiej wsi z ugruntowanymi tradycjami ogrodniczymi, wychowywał się w magicznej krainie kwiatów i sadów, skrzącej się barwami kontrastującymi z ponurą szarzyzną, z jaką przyjęło się kojarzyć tamtą epokę. Ten świat nasycony był swojską, rodzinną atmosferą, która na ekranie znalazła odzwierciedlenie w intensywnej kolorystyce obrazu. Spoiwem łączącym całą rodzinę Archona była babcia Zofia. Gdy zmarła, przyszły reżyser miał zaledwie 13 lat, ale już wtedy zrozumiał, że wraz z jej odejściem kończy się bardzo ważna era w jego życiu. „Już nie było tak miło, przyjemnie, tak fajnie w tym domu – wspomina.

– To się nagle skończyło, jakby odszedł bardzo ważny element tej troskliwości domowej, tego ciepła". Pozostały wspomnienia, które Archon przelał na papier, w poetycki sposób opisując urodzinowe przyjęcie babci. Jeden z jego przyjaciół stwierdził: „Słuchaj, przecież to jest gotowy scenariusz filmowy!" – i tak narodził się pomysł na słodko-gorzką opowieść o bliskich, choć niekoniecznie łatwych rodzinnych relacjach, rozpiętych między kolorowym Sycewem, a nieoczekiwanie szarą i przygnębiającą Kanadą.

Dzięki kontaktom z krewnymi, którzy przysyłali z Kanady tak „luksusowe" produkty, jak tytułowe sukienki, część mieszkańców wsi lubiła kreować się na pewnego rodzaju arystokrację. „Wszystkie te ciotki, jakie widzimy w filmie, upodabniały się do bohaterek seriali w rodzaju «Dynastii»" – wyjaśnia Archon. Widzimy to szczególnie wyraźnie na przykładzie Barbary, granej przez Ewę Kasprzyk, która w „Koglu-moglu" – komediowym przeboju lat 80. – wcieliła się w podobną postać, noszącą nawet to samo imię. Dla reżysera Barbara to „uosobienie całego mitu i marzenia o Kanadzie, reprezentacja tego wszystkiego, co wówczas leciało w telewizji, tych wszystkich strojów i biżuterii – tak to właśnie wyglądało, to nie żadna kreacja". Samą Kanadę kojarzono wtedy, a niekiedy nawet utożsamiano z mityczną Ameryką. Gdy wiele lat później reżyser odwiedził ten kraj, przekonał się, że „tak właściwie to już są Chiny, a nie Kanada", wszystko jest tam „udawane i bardzo plastikowe; teraz mamy to samo u nas – to za czym tak wtedy tęskniliśmy okazało się klęską człowieka". W jego filmie ta szarość jest także odbiciem stanu ducha bohaterów, dla których podróż za ocean wcale nie okazała się drogą do ziemi obiecanej.

Archon zrealizował „Kanadyjskie sukienki" po części własnym sumptem, bez wsparcia wielkich wytwórni, stacji telewizyjnych czy państwowych instytucji. W 2013 roku obraz znalazł się w konkursie głównym festiwalu Młodzi i Film, był też nominowany do Orła Hollywoodzkiego na Festiwalu Filmów Polskich w Los Angeles (gdzie wcześniej reżyser otrzymał Nagrodę Specjalną im. Piotra Łazarkiewicza za swój debiut w pełnym metrażu, zatytułowany „Królowa śniegu").

Od początku kariery Archon konsekwentnie stara się realizować swoją własną, w pełni autorską wizję, niepodporządkowaną rynkowym i koniunkturalnym naciskom: „My próbujemy zarazić widza swoim światem, zaprosić go do tego świata – i nie idziemy przy tym na żadne kompromisy. Nie chodzi o to, by produkt się sprzedał i rosły słupki oglądalności – to mnie dobija w dzisiejszych czasach. Na pewno dziś miałbym więcej filmów na koncie, gdyby nie fakt, że muszę walczyć właśnie z tymi słupkami". Takie, a nie inne podejście do kina łączy go z takimi twórcami, jak Ingmar Bergman, Robert Altman, David Lynch czy Pedro Almodóvar. Do tego ostatniego artysty porównała go wspomniana Ewa Kasprzyk, zwracając uwagę nie tyle na pokrewieństwo stylu, ile na zamiłowanie Archona do pracy z aktorkami i opowiadania kobiecych historii, ponieważ jego zdaniem „są one po prostu ciekawsze". W swojej entuzjastycznej recenzji Tomasz Raczek nie mógł się nadziwić, że „tak bogatej palety możliwości aktorskich Anny Seniuk [która wcieliła się w główną rolę Zofii] tak długo nie wykorzystywał robiony za solidne pieniądze «polski film dotowany»" – a tuż za nią „stoi tu cały rząd znakomitych aktorek, które zagrały role soczyste, łatwe do zapamiętania: Ewa Kasprzyk, Elżbieta Jarosik, Ewa Kolasińska i tworząca fenomenalną postać kuzynki Stefki – Zofia Czerwińska. Od «Panien z Wilka» nie było u nas filmu, który stałby się okazją do takiego koncertu gry aktorek!". Nie ulega wątpliwości, że ten sukces powtórzą wykonawczynie, które widzowie już wkrótce zobaczą w teatralnej wersji tej samej historii – z odtwórczynią roli Zofii, Elżbietą Donimirską, na czele.

Pomysł przeniesienia „Kanadyjskich sukienek" na scenę dojrzewał w głowie ich twórcy już od czasu premiery filmu. Niektórzy recenzenci przypisywali mu wówczas skłonność do posługiwania się nazbyt teatralnymi środkami wyrazu. Choć on sam nie zgadzał się z tymi zarzutami, to jednak pomyślał: „Dlaczego nie? Dlaczego nie zrobić tego również w takiej formie?". Zaproponowano mu nawet realizację „Kanadyjskich sukienek" jako spektaklu TV, ale projekt ten ostatecznie nie został wcielony w życie. Pomysł ponownie „nabrał rumieńców" dopiero wówczas, gdy Archon otrzymał zaproszenie do współpracy z Lubuskim Teatrem.

Debiutując w roli reżysera teatralnego, doświadczony twórca filmowy w pewnym sensie na nowo odkrywa historię, jaką już wcześniej opowiedział. Dotyczy to chociażby retrospekcji, które trudniej odtworzyć na scenie niż w filmie. Dzięki zastosowaniu wyrafinowanych efektów świetlnych oraz odpowiedniego klucza kolorystycznego artysta przedstawia zdarzenia z przeszłości bohaterów w sposób odzwierciedlający mechanizm działania ludzkiej pamięci. Sceny te w jego ujęciu nie są więc historyjkami opowiadanymi od A do Z – mają charakter impresyjny, rozmyty, przybierając często formę nie do końca uporządkowanych przebłysków wspomnień.

Bardzo ważna funkcja przypada scenografii, którą Adam Łucki zaprojektował z właściwym sobie rozmachem. „Dekoracje te na wszystkich zrobią ogromne wrażenie – zapewnia reżyser. – Bo na mnie robią nawet wtedy, gdy widzę tylko ich detale". Nie mniej istotną rolę pełni oprawa dźwiękowa, dopasowana do charakterystyki każdej postaci dramatu. W tym miejscu warto zwrócić uwagę na fakt, że Archon jest nie tylko reżyserem, ale także autorem lub współautorem muzyki do wszystkich swoich dzieł (przy „Kanadyjskich sukienkach" współpracował z Gabrielem Kaczmarkiem). Dał się również poznać jako realizator teledysków – w tym aspekcie szczególnie owocna jest jego wieloletnia współpraca z Justyną Steczkowską (którą chętnie angażuje do aktorskich epizodów w swoich filmach), a ostatnio z Chrystabell, znaną z wielu artystycznych przedsięwzięć Davida Lyncha.

Oprócz muzyki, jaką można usłyszeć także w kinowej odsłonie „Kanadyjskich sukienek", w spektaklu znajdzie się dodatkowy utwór, sprawiający, że „wchodzimy głębiej pod skórę bohaterów", zagłębiając się w „mroczne zakamarki" ich umysłów. W wersji scenicznej jest to bowiem opowieść o wiele bardziej pogłębiona psychologicznie niż miało to miejsce w przypadku ekranowego pierwowzoru. „Kto wcześniej widział film, może być zaskoczony tym, jak bardzo to wszystko rozwinęło się na deskach teatru. Duża w tym zasługa tego cudownego zespołu, który ma w sobie specyficzny rodzaj czarowności, jaki ja bardzo lubię" – wyjaśnia Archon, stwierdzając przy tym, że tutejsi aktorzy są jak „jedna wielka wspaniała rodzina, która w spektaklu tworzy zbiorową kreację innej familii, próbując jej nadać nowy kształt i sens".

„Będzie to niezwykła podróż w przeszłość, do naszych wspomnień, do wspomnień naszych rodziców i dziadków – zapowiada reżyser. – Przy okazji zyskamy szansę, aby niejako z ukrycia poobserwować typowy polski dom z lat 80., który między innymi ze względu na swoją wielopokoleniowość dostarcza nam tak różnorodnych i ciekawych historii".

Dla Archona to nie koniec artystycznej przygody, jaką stała się dla niego współpraca z Lubuskim Teatrem. W najbliższych planach reżysera znajduje się filmowa adaptacja „Guseł" – głośnego spektaklu Grzegorza Brala. Zanim ten niesamowity projekt ujrzy światło dzienne, publiczność już teraz ma okazję zagoszczenia w świecie, który na naszej scenie wyczarował Maciej Archon Michalski, twórca osobny i bezkompromisowy.

Zapraszamy na prapremierę „Kanadyjskich sukienek", która odbędzie się 26 marca 2022 roku o godzinie 19.00.

 

Piotr Prusinowski
Lubuski Teatr w Zielonej Górze
25 marca 2022

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia