Zemsta mafii

„Zemsta" - reż. Paweł Budziński - Teatr Bakałarz w Krakowie

Najlepsze są w teatrze te momenty, kiedy tekst jest tylko pretekstem. Pretekstem dla wyobraźni twórców, która potrafi ponieść ich bardzo daleko – nie odchodząc na krok od fabuły. Przykład takiego ciekawego, innego odczytania dzieła mamy w Teatrze Bakałarz. Klasyczny tekst Fredry w ich wykonaniu zyskuje nowy wymiar. Reżyser Paweł Budziński przenosi konflikt Rejenta Milczka z Cześnikiem Raptusiewiczem w świat... mafii!

Pierwsze, co rzuca się w oczy widza, to scenografia – scena podzielona jest na pół, także kolorystycznie. Po lewej stronie króluje biel. Widzimy biały stolik, kremowy fotel, białą półkę z książkami. Firanki, serwetki i kwiatek w pokoju tworzą wnętrze tradycyjnego mieszkania. Prawa strona to czerń: ciemne, ciężkie, duże meble. Czarne zasłony, a w szafce jedynie alkohol. Te dwie przestrzenie przedziela granica z czarnych i białych pasów taśmy, które ciągną się niemal za ostatnie rzędy widowni.

Te kolory będą również miały odzwierciedlenie w strojach. Wacław będzie miał białe spodnie na szelkach, a Rejent Milczek spodnie w kolorze idealnie zgrywającym się z obiciem fotela. Stroje i scenografia dodają tu jakby nowych znaczeń – niebieska koszula idealisty Wacława, czy białe koszule Cześnika Raptusiewicza oraz Papkina, mocno kontrastujące z czarnym kolorem reszty stroju. Wyraźnie wyróżnia się też zimna i wyrachowana Podstolina (zjawiskowa Kinga Sobieszczańska), która zmienia się jak kameleon: w każdej scenie zobaczymy ją w innej, nienagannej kreacji.

Bardzo ciekawym zabiegiem jest wykorzystanie niemal całej przestrzeni do gry – łącznie z widownią. Papkin (świetny Mikołaj Śliwa) w skórzanej kurtce i ze srebrnym łańcuchem na szyi będzie podrywał dziewczyny na widowni, a potem razem z Klarą wskoczą na wysoko umieszczone parapety okien. Natomiast Robotnikiem okaże się aktor, schowany na widowni, z którym Dyndalski stoczy rozbawiającą do łez bójkę w zwolnionym tempie.

Na scenie jest dużo energii, a jednocześnie swego rodzaju dystansu do opowiadanej historii. Komedia, która wydaje się być dramatem i dramat, który przeradza się w komedię. Papkin „Lew Północy" to wrażliwy i uległy podrywacz, którego otacza aura dyskotekowego amanta. Natomiast przeżarty nienawiścią do Milczka Cześnik (niezwykły Mieszko Syc) okazuje się człowiekiem – potrafiącym okazać serce, jednak tylko we własnym interesie. W tym czarno-białym świecie nie ma jednoznacznych postaci. Dynamika zdarzeń powoli zmienia każdego i odsłania jego nowe cechy.

Należy zwrócić też uwagę na oprawę plastyczną, która dopełnia całości obrazu. Światło jest bardzo precyzyjne i doskonale oddaje nastrój scen, potrafi też nagle wyróżnić jakąś postać. Rejent Milczek ma jasny, przestronny pokój, dom Raptusiewiczów to raczej pogrążona w półmroku „nora", przesiąknięta dymem papierosów. Zmiany scen odbywają się na wyciemnieniach. Z całością współgra też muzyka, którą często słyszymy najpierw. Przy dźwiękach „Kalinki" i w blasku dyskotekowych świateł na scenie pojawia się Papkin, a muzyka z „Ojca chrzestnego" w reż. Francisa Coppoli od razu sugeruje dom Raptusiewiczów.

Zespół aktorski potrafi świetnie stworzyć sytuację zarówno napiętą, jak i śmieszną. Żadna emocja nie utrzymuje się jednak długo, tylko jest celnie „rozbijana" żartem lub kontrastowym utworem muzycznym. Wyraźnie widać, że pierwsza połowa spektaklu jest lekka i wręcz „zabawowa". Potem robi się coraz poważniej. Nadal jest śmiesznie, choć od momentu, w którym Podstolina strzela do Papkina – atmosfera się zagęszcza. Mimo, że spektakl trwa prawie dwie godziny, to nie nudzimy się ani przez minutę.

„Zemsta" w wykonaniu Teatru Bakałarz to teatr zaskoczeń. Mimo tego, że przecież świetnie znamy tekst i na pewno każdy zna choć jedną jego realizację sceniczną lub filmową, to można odnieść wrażenie, że z każdą sceną następuje niespodziewany zwrot akcji. Tekst Fredry zupełnie nie przeszkadza, a wręcz odwrotnie – świetnie pasuje do tego bezwzględnego czarno-białego świata, w którym nie ma miejsca na kompromisy. Historia „zagarnia" całą przestrzeń, aktorzy co rusz przekraczają „czwartą ścianę": to się nie dzieje gdzieś tam, daleko, ale może dziać się nawet wokół nas. Gangsterów możemy mieć nawet za ścianą.

Zlecenia, bójki, groźby, pistolety i pieniądze – ciekawe czy Fredro dziś też powiedziałby za Rejentem „Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba"?

Joanna Marcinkowska
Dziennik Teatralny Kraków
9 marca 2017

Książka tygodnia

Pomarli
Wydawnictwo Czarne
Waldemar Bawołek

Trailer tygodnia