Zgubne skutki sztuki

"Freshwater"- reż. Olga Grzelak - Narodowy Stary Teatr w Krakowie

"Freshwater" w reżyserii Olgi Grzelak (produkcji Starego Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie w ramach projektu "Młodzi w starym online", prezentowana na tegorocznym Forum Młodej Reżyserii) to krótka, zaledwie dwudziestoczterominutowa etiuda opowiadająca o artystycznych kręgach wiktoriańskiej Anglii.

Reżyserka zabiera nas w świat ludzi do bólu znudzonych, na różne sposoby próbujących uciec z otaczającej ich rzeczywistości, ale niezdolnych do wykonania żadnego faktycznego ruchu. Sztuka i filozofia stają się dla nich namiastką prawdziwego życia; życia którym równocześnie gardzą i do którego tęsknią. Potrzeba zmiany i ucieczki katalizują się w niezdrowej fascynacji osobą Nelly, młodej żony słynnego malarza ze światka. Nieustanna próba sił pomiędzy młodą kobietą, która mimo narzuconych zasad nadal walczy o własną autonomię, a zblazowanym towarzystwem, które widzi w niej jedynie kolejną rolę, jaką powinna odegrać, doprowadza ostatecznie do katharsis, które zmieni życie wszystkich.

Twórcy bardzo słusznie oparli się pokusie nadmiernego przerysowania i doprowadzenia neurotyczności postaci do ekstremum. Dzięki temu, ujęte w nieco (lecz nie przesadnie) groteskową formę toksyczne środowisko, jakie tworzą bohaterowie, nie traci wydźwięku. Przeciwnie; subtelna przemoc, jakiej przyjaciele dopuszczają się na osobie Nelly, przemoc tworzenia jej na nowo, narzucania jej form i tłamszenia jej własnej osobowości, widoczna jest wyraźnie, nie ginie pod absurdem. Właśnie to wyważenie- absurdu i realności ludzkich uczuć- jest mocną stroną "Freshwater".

Aktorstwo to duży atut i właściwie fundament dzieła Olgi Grzelak. Statyczność dramatu Virginii Woolf (stworzonego przecież do wystawiania w domu) i wybrana przez reżyserkę forma wymagały solidnego warsztatu aktorskiego. Na szczęście, tego akurat nie zabrakło; aktorzy zespołu Starego Teatru nie zawiedli. Na szczególną uwagę zasługuje Ewa Kaim, wcielająca się w postać nerwowej i egzaltowanej Julii- aktorce udało się pokazać targające kobietą emocje i rządzące nią złudzenia, ale bez zbędnej szarży.

Spektakl Olgi Grzelak powstawał w momencie, gdy twórcy musieli szukać nowych form teatralnych, bardziej przystających do pandemicznej rzeczywistości. Grzelak poradziła sobie z zadaniem; wybrana przez nią konwencja połączenia na ekranie nagrywanych osobno postaci nie tylko dobrze oddaje kondycje bohaterów (żyjących razem, ale zawsze osobno; teoretycznie rozmawiających, ale w rzeczywistości mówiących do siebie; patrzących na innych, ale dostrzegających tylko to, co sami chcą zobaczyć), ale działa także na warstwie czysto technicznej- dzięki temu zabiegowi praca kamery nie determinuje odbioru przedstawienia.

Doświadczenie spektaklu paradoksalnie bliskie jest temu, jakie towarzyszy oglądaniu sceny na żywo- widz sam decyduje o tym, na co zwrócić uwagę.

Dla mnie, jako osoby zmęczonej filmowymi zabiegami ery streamingów on-line, "Freshwater" wnosi coś sympatycznie tradycyjnego. Może nie jest to dzieło przełomowe, ale to przyjemna w odbiorze, dobrze zagrana i mądra etiuda. A to już dużo.

Zofia Lorek
Dziennik Teatralny Kraków
21 maja 2021
Portrety
Olga Grzelak

Książka tygodnia

Sztuka aktorska Aleksandry Śląskiej
Uniwersytet Gdański
Marta Cebera

Trailer tygodnia