Ziemia jest okrągła a bramki...

"Ciało Bambina" - reż. Agata Puszcz - Teatr Polski w Bielsku-Białej

Mecz piłkarski to metafora bitwy - twierdzi Jerzy Pilch. George Orwell idzie dalej: to "wojna minus strzelanie". Wspomnijmy jeszcze słynne wyznanie Alberta Camusa: "wszystkiego, co wiem o moralności i powinności, dowiedziałem się dzięki piłce nożnej". "Ciało Bambina" Zuzanny Bojdy w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej to teatralne potwierdzenie wszystkich tych bon motów.

Przedstawienie w reżyserii Agaty Puszcz osadzono w lokalnym kontekście. Akcja rozgrywa się na stadionie w leżącym niedaleko Bielska-Białej Skoczowie, gdzie właśnie trwa wielki mecz: II wojna światowa. Niemcy podbijają Polskę, do miasta przyjeżdża kompania z Włoch, w okolicznych lasach działają partyzanci. Wszystko to widzimy na scenie-boisku, na które co i rusz wpadają zawodnicy oraz krzyczący do srebrnego mikrofonu Komentator (Grzegorz Sikora). Scenę zamykają (rozjeżdżające się w razie potrzeby) trzyczęściowe amfiteatralne trybuny. Za nimi już tylko ekran, a na nim kosmiczne (dosłownie) wizualizacje. Wszechświat podglądany w ten sposób jest co prawda kiczowaty, ale komunikatywny. Interesuje nas - sugerują artyści - perspektywa uniwersalna, lokalny kontekst jest jedynie pretekstem. Dlatego "Ciało Bambina" oparto na stereotypach. Niemcy (w biało-czarnych strojach) są przerysowani, sztywni i beznamiętni, Włosi (ubrani na biało-niebiesko) egzotyczni i żywiołowi.

Pojawienie się tych drugich to gorący temat dla mieszkanek Skoczowa. "Ciało Bambina" jest bowiem katalogiem miłostek i miłości, szczególnie tych o skandalicznym posmaku. Przykładem romansujący z Żydówką o imieniu Abigail (Daria Polasik-Bułka) Hans. Michał Czaderna w roli bezlitosnego SS-mana z resztką uczuć przypomina bardziej androida niż człowieka. Rys komedii obecny nie tylko w tej postaci pozwala twórcom unieść tematy ostateczne. Dość wspomnieć tragiczny koniec tejże pary - Abigail ginie, zjadając zatrutego eklerka, Hans dożywa starości gdzieś w Argentynie. Dręczony przez widma przeszłości, spaceruje w koszulce z nazwiskiem Messiego na plecach - dziwnym trafem, większość liter wyblakła, zostały dwie najistotniejsze.

Naprzeciwko Niemców na boisku nie stają jednak Polacy, lecz Włosi. Sojusznicy, sparingpartnerzy, którzy później zostaną zlikwidowani - zgodnie z nową strategią trenera nazwiskiem Polityka. Włosi są - jakżeby inaczej - wyjątkowo rozśpiewani, co uruchamia musicalowy wymiar spektaklu. Męski Chór Sportowy, który w rozpisanych na głosy pieśniach komentuje kolejne wydarzenia, składa się z zawodników obydwu drużyn. "Ciało Bambina" nie jest jednak pieśnią o czynach męskich bohaterów, a historią kobiet walczących o własną, różnie pojmowaną, niezależność. Wzniosłość tematu na tle wielkiej historii prezentuje się epicko, nic dziwnego więc, że przedstawienie ma ambicje widowiska. Śpiewom towarzyszą wieloosobowe układy choreograficzne, za które odpowiada Mikołaj Mikołajczyk. Z różnym skutkiem. Kwiat, w który układają się duchy bohaterek przeniesione w czasie na skoczowski basen, wygląda na zwiędły. Lepiej wypadają układy mężczyzn, którzy od hailowania przechodzą w pastisz dyskotekowych podrygów. W epickim widowisku musi być na bogato - również fabularnie, stąd nie tylko mnogość wątków, ale i różne perspektywy czasowe. Tym, co przynajmniej częściowo przywraca porządek jest formuła meczu. To na boisko wracamy z kolejnych czasów, miejsc i sytuacji.

Jedną z bohaterek jest Zuzanna (Wiktoria Węgrzyn-Lichosyt), która zakochuje się w Sycylijczyku imieniem Sebastiano (Mateusz Wojtasiński), co jest oczywiście zdradą i to podwójną, bowiem Zuzanna ma męża - walecznego partyzanta Bystrego (Sławomir Miska). Tenże bohater, uosabiający Polaków stereotyp własny, wzdycha do eterycznej i niewinnej, jak jej warkoczyki, Zosi Dziewicy (Oriana Soika), do niego zaś gorące uczucia żywi jej po męsku zaradna, chodząca w spodniach, siostra - Anka (Anita Jancia-Prokopowicz). Na romansowe zawiłości nakłada się perspektywa kryminalna. Fabularną ramą spektaklu jest wspomnienie o charakterze śledztwa - dowiadujemy się, kto zabił Bystrego. Podejrzane są wszystkie kobiety. Łącznie z jego despotyczną Matką, powściągliwie i sugestywnie graną przez Martę Gzowską-Sawicką oraz oszalałą po niedoszłym ślubie z włoskim kochankiem Panną Młodą, czyli starą panną (Jagoda Krzywicka na zmianę z Marią Suprun). Melodramatyczna komplikacja jest jeszcze jednym sposobem na grę stereotypami i wzorcami kulturowymi. Ubrana jedynie w ogromny wianek Zosia Dziewica skupia w sobie romantyczne konotacje, o czym daje znać wersami z Mickiewiczowskich "Dziadów". Do tej samej tradycji, także za pomocą cytatu z Mickiewicza, odwołuje się Panna Młoda - jej niespełniony ślub rozpoczyna małżeństwo z trupem. Fantasmagoryczność uzupełnia nosząca biały ogon Syrena (Jadwiga Grygierczyk), która w swej paradoksalnej przyziemności jest uosobieniem lokalnej bogini. Wszystkie kobiety zamykają się w postaci Matki Boskiej, która pojawia się na scenie w trzech osobach - jak na rewii mody. Wywołuje ją gorzka modlitwa Księdza (Adam Myrczek). Nie ma Matki Boskiej poza obrazem - rozważa kapłan - tam jest już tylko kobieta, ale czy ona rzeczywiście jest kimś innym, czy nie jest tą samą siłą duchową? Ksiądz dzięki niejednoznaczności i własnemu rozumieniu miłości to jedna z ciekawszych postaci.

Potrzeba wolności wspólna wszystkim bohaterkom dotyczy także Bystrego, który uciekając od tego, co według niego przyziemne (Zuzanna), pragnie dogonić wyobrażenie wyższej rzeczywistości (Zosia). Myli się strasznie, bowiem to jego żona nosi w sobie całe miasto i - trochę jakby Zuzanna Bojda przeniosła ją z prozy Szczepana Twardocha - jest miastem. Dla Bystrego wzniosłość wiąże się z erotycznym mirażem, nie ma nic wspólnego ze sztucznym patosem wojny, który rozbija w scenie upomnikowienia. Przepasany biało-czerwoną szarfą, znieruchomiały w ekspresyjnej pozycji z szablą nad głową recytuje fragment "Konrada Wallenroda", parodiując holoubkowską manierę. Jest więc "Ciało Bambina" pochwałą walki o swobodę jednostki a także wyrażeniem wątpliwości, czy można ją osiągnąć w ramach jakiejkolwiek wspólnoty, czy to politycznej, czy narodowościowej.

Ta scena, i sporo innych wymyka się z głównego założenia, gdzie historia miała być meczem piłki nożnej. Nie da się ukryć: to nie jest metafora doskonała. Nie mieszczą się w niej ani polscy mężczyźni, bohater zbiorowy przedstawienia, wzięci w dwa ognie przez innych uczestników rozgrywki. Ani polskie kobiety obserwujące i relacjonujące ich zmagania, których przecież nie można uznać jedynie za kibicki. Ale też siłą spektaklu Teatru Polskiego z Bielska-Białej nie jest tak naprawdę laboratoryjna analiza historyczna - tylko umiejętna gra stereotypami, która, wspomagana dużą dawką humoru, skutecznie przemawia do żywo reagującej publiczności.

Dominik Gac
e-teatr.pl
25 marca 2019
Portrety
Agata Puszcz

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia