Zimowe wiejskie opowieści

"Czasami księżyc świeci od spodu" - reż. Katarzyna Dworak i Paweł Wolak - Teatr Lubuski w Zielonej Górze

Czasami księżyc świeci od spodu to ostatnia już część tryptyku „opowieści wiejskich", zrealizowanych na scenach teatrów w Legnicy i Zielonej Górze przez twórczy tandem PiK.

Chociaż każda z części jest odrębnym, samodzielnym bytem dramatyczno-teatralnym, łączy je wiele zabiegów tematycznych i formalnych. Przede wszystkim miejsce zdarzeń – wieś: mała, odległa geograficznie i mentalnie od współczesnego świata, będąca sama dla siebie kosmosem, w którym, jak w soczewce, ogniskują się i powiększają ważne zagadnienia ludzkiej egzystencji, tragiczne dylematy wyborów moralnych, w którym natężenie emocji sięga klasycznych greckich tragedii.

Ale nie są to te tragedie. Jak chcą autorzy, są to „tylko" wiejskie opowieści, jakich można wysłuchać zimą w dobrze ogrzanej chłopskiej kuchni. Ich protagonistami nie są bogowie i herosi, ale Jaśki, Baśki, klienci sklepu sprzedającego „na zeszyt" czy pazerni na grosz proboszczowie. Dramaty bohaterów przeplatają się tu ze scenami intermediów o iście średniowiecznym rodowodzie, realia trudnego życia – z odwiecznymi wierzeniami, wysoki ton dyskursu z Bogiem – z przaśną seksualnością. Wszystko to powoduje, iż twórcy trylogii zmuszają nas do ujęcia przedstawionego świata w balladowo-moralitetowy nawias, co – paradoksalnie – nie oddala nas, a zbliża do prawdy o ludzkiej naturze i losie. Chociaż, jak pisze Joanna Sobolewska (Polityka 2016, nr 30), „od kilku lat coraz wyraźniej widać, że to, co najciekawsze w nowej polskiej literaturze, to opowieści o wsi, której już dawno nie ma." No tak, są łazienki, kostki Bauma w obejściach i internet, prawie nie ma świń, nawet ziemia, od wieków będąca największą świętością, idzie pod zabudowę koszmarnych „dworków" – ale jest to nadal ważne dla naszej świadomości miejsce.

Pierwsza część tryptyku Pawła Wolaka i Katarzyny Dworak Ziemia śliska od traw. Jak to diabeł wsią się przeszedł mówi o złu, pleniącemu się w ludzkich duszach; druga: Gdy przyjdzie sen – tragedia miłosna – o uwznioślającej i niszczącej potędze tego uczucia. W obecnej, ostatniej, dominuje konflikt rodzinny, ale – podobnie jak w całym cyklu – jest to za każdym razem celnie trafiająca w emocje widzów opowieść o życiu przeciekającym między palcami, o bezowocnym buncie wobec losu, jaki przypadł nam w udziale, o samotności w gromadzie i świecie widzianym z odwróconej perspektywy, jak w balladzie Mickiewicza Świteź:

„Jeżeli nocną przybliżysz się dobą
I zwrócisz ku wodom lice,
Gwiazdy nad tobą i gwiazdy pod tobą,
I dwa obaczysz księżyce. [...]
Gdy oko brzegów przeciwnych nie sięga,
Dna nie odróżnia od szczytu,
Zdajesz się wisieć w środku niebokręga
W jakiejś otchłani błękitu."

OPOWIEŚCI WIEJSKIE
To nie jest wieś
To kawałek świata wyjęty
Powiększony i wykrzywiony
To nie jest reportaż z dużego formatu
Nie znajdziesz tutaj ziemi trawą porośniętej
Tutaj trawa jak stare pakuły lalkę
Ludzi wypełnia
Szumi
Szeleści
Zasnąć
Żyć spokojnie
Nie pozwala
I nie można uciec
Od nierzeczywistości

(-)
Materiał Teatru
29 sierpnia 2016

Książka tygodnia

Piękne zielone oczy
Wydawnictwo Czarne
Arnošt Lustig

Trailer tygodnia

Gdziekolwiek - wibracj...
Mariusz Kiljan
Wszędzie na świecie rodzimy się i umi...