Zmowa kobiet

"Panny z Wilka" - reż. Agnieszka Glińska - Narodowy Stary Teatr w Krakowie

W spektaklach Agnieszki Glińskiej zazwyczaj przyciągały uwagę postacie kobiet obdarzających uczuciem miłosnym mężczyzn, którzy je w końcu zawodzili. Należy więc przypuszczać, że ten sam nieco melodramatyczny motyw zainteresował ją w opowiadaniu Jarosława Iwaszkiewcza "Panny z Wilka", skoro postanowiła je wystawić. Ukazuje ono bowiem samotnego mężczyznę w średnim wieku, Wiktora Rubena, konfrontowanego z pięcioma siostrami, które przed kilkunastu laty w mniejszym lub większym stopniu były nim zafascynowane. Ale ponowne spotkanie, chociaż przypomina niegdysiejsze emocje erotyczne, z powodu rezygnacji mężczyzny nie doprowadza do jakichkolwiek zmian w życiu jego oraz owych dojrzałych już kobiet.

Glińska, mająca w dorobku świetną realizację "Lata w Nohant", oraz zaproszona przez nią do współpracy scenarzystka Marta Konarzewska, zarazem aktywistka ruchu lesbijskiego i współpracowniczka "Krytyki Politycznej", skupiającej nową lewicę, postanowiły jednak zademonstrować nieufność wobec noweli Iwaszkiewicza. Gdyż zwłaszcza od opublikowania biografii Iwaszkiewicza autorstwa Radosława Romaniuka zatytułowanej "Inne życie" - wiadomo, iż "Panny z Wilka" zawierają zaszyfrowane wspomnienia, dotyczące doświadczeń homoseksualnych pisarza. Dlatego Glińska i Konarzewska doszły do przekonania, że zamiast realnych kobiet prezentuje owa nowela jedynie "patriarchalne projekcje kobiecości". Ponadto za wszelką cenę chciały uniknąć podążania śladem filmu Andrzeja Wajdy "Panny z Wilka" nakręconego w 1979 roku z udziałem wkrótce zmarłego pisarza w dodanym prologu i epilogu.

Aby "zawłaszczyć męską narrację" Glińska i Konarzewska dokonały w adaptacji noweli Iwaszkiewicza szeregu rewizji w duchu współczesnego feminizmu. Przede wszystkim Konarzewska wprowadziła do scenariusza spektaklu fragmenty napisanych niemal równocześnie z "Pannami z Wilka" w Wielkiej Brytanii dwóch powieści Wirginii Woolf, "Pani Dalloway" a zwłaszcza "Fal", traktowanych jako zapis kobiecego głosu w literaturze anglosaskiej. Konarzewska zmieniła Kazię - w noweli po rozstaniu z mężem samotnie wychowującą syna - w pisarkę ze skłonnościami lesbijskimi, mającą rysy Woolf, ale też poetki i transseksualistki Marii Komornickiej, o której napisała scenariusz filmowy "Włast". Kazia stała się potencjalną autorką opowiadania osnutego wokół spotkania starego kawalera z grupą kobiet wydanego pod męskim pseudonimem Kazimierz Ruben i równocześnie metanarratorką komentującą w spektaklu ironicznie opinie Iwaszkiewicza o sobie. Jednak cytaty z powieści Woolf nie zostały przez Konarzewską dostatecznie osadzone w sytuacjach z noweli i jako monologi pozostają w materii literackiej spektaklu raczej obcym ciałem. Tym bardziej, że utrzymane są w odmiennej stylistyce niż proza Iwaszkiewicza. Natomiast zaproponowane przez Glińską rozbicie noweli na cztery rozdziały poświęcone poszczególnym kobietom i rozpoczynające się zawsze od przyjazdów Wiktora odgrywanych w rozmaitych wariantach jest rozwiązaniem wbrew klasycznym regułom dramaturgii i dość sztucznym. Lecz właśnie dzięki tym zabiegom miało powstać przedstawienie postdramatyczne o zdecydowanie feministycznej wymowie.

Scenarzystki osadziły ponadto wizytę Wiktora w wiejskim dworze Wilko w czasie odprawianych w noc świętojańską pogańskich Sobótek. Dzięki temu rozbrzmiewa w spektaklu ludowa pieśń śpiewana chóralnie przez wszystkie siostry we wiankach z kwiatów na głowach oraz wykonywane są tańce. Wreszcie Glińska i Konarzewska jako kobiety identyfikujące się obecnie z lewicą rozbudowały tło polityczne noweli wydanej w 1932 roku. Uczyniły z męża Julci, czytającego gazety zwolennika Józefa Piłsudskiego, krytycznie nastawionego do socjaldemokraty Ignacego Daszyńskiego. Z kolei kochanków Joli ukazały jako młodych socjalistów kłócących się o położenie w Polsce sanacyjnej biedaków w przerwach pomiędzy uprawianiem orgiastycznego seksu i zabawami tanecznymi w ziemiańskim dworze. W adaptacji nawet desperacka rozpusta Joli stała się więc demonstracją postępowej, bo permisywnej ideologii.

W rezultacie owego dodawania elementów muzycznych czy tanecznych i dopisywania marginalnych epizodów wątła konstrukcja dramaturgiczna opowiadania uległa w spektaklu rozchwianiu. Zatarł się także w znacznym stopniu jego podstawowy temat, czyli lęk mężczyzny - z racji tłumionych skłonności homoseksualnych niezdolnego do założenia rodziny i spłodzenia dzieci - przed przemijaniem bez pozostawienia potomstwa spotęgowany przez przedwczesną śmierć przyjaciela Jerzego i zapomnienie w Wilku zmarłej na grypę jednej z sióstr - Feli. Tym bardziej, że w inscenizacji Glińskiej Wiktor jest grany równocześnie przez dwóch aktorów: dojrzałego już Adama Nawojczyka oraz nadal młodego Szymona Czackiego. Na scenie niejako współistnieją dwa wcielenia Wiktora z czasu pierwszej i drugiej wizyty w Wilku. Ponadto w prologu obaj aktorzy odgrywają wizytę Wiktora u lekarza, który radzi mu wyjechać z Warszawy na wieś, aby wydobyć się z depresji wywołanej śmiercią przyjaciela. Potem w krótkiej etiudzie odtwarzają oni zbliżenie homoseksualne z przywołanego wcześniej snu z zabitym żołnierzem - będącym reminiscencją Wielkiej Wojny - jako zapasy sportowe albo walkę pożądających siebie dwóch mężczyzn.

Cały spektakl utrzymany jest - dzięki stylizowanym na okres międzywojenny dekoracjom i kostiumom oraz wielobarwnemu oświetleniu - w tonacji pastelowej właściwej wielu przedstawieniom Glińskiej. Poza tym są w nim projekcje filmowe, które pozwalają obok portretów kobiet otwierających kolejne rozdziały im poświęcone pokazać wiejskie plenery. Lecz inscenizacja zawiera też szereg wątpliwych rozwiązań jak chóralne wygłaszanie epilogu noweli przez aktorki w duchu niemal parodystycznym. W wielu momentach drażni ona nadmiernym ciążeniem w stronę komizmu, który wypiera melancholię narastającą w opowiadaniu wraz z uświadamianiem sobie przez protagonistów porażki daremnej próby powrotu do przeszłości i nieuchronnego przemijania. Pomyłką wynikającą z ulegania przez Glińską ideologii feministycznej jest ukazanie Zosi jako ofiary macierzyństwa z płaczącym niemowlęciem na rękach i zdeformowanym w okresie ciąży ciałem. Feministyczny rodowód ma również przekształcenie infantylnej jeszcze i nieśmiałej Tuni z opowiadania w pozbawioną zahamowań dziewczynę bezwstydnie demonstrującą na scenie swe młode ciało. Twórczynie spektaklu starały się go wtłoczyć w ramy teatru postdramatycznego nawet rezygnując z podania tożsamości postaci granych przez aktorów w obsadzie wydrukowanej w programie i na dołączonym do niego afiszu. Nie ulega jednak wątpliwości, że w tym co najmniej dyskusyjnym i nader nierównym przedstawieniu najciekawsze są sceny napisane przez Iwaszkiewicza, grane zaś przez trzy znakomite aktorki Starego Teatru ze średniego pokolenia: Dorotę Segdę, Ewę Kaim i Annę Radwan, czyli odtwórczynie Julci, Joli i Kazi. Nawojczyk i Czacki - pomimo wiarygodnie zarysowanych epizodów - pozostają w ich cieniu w konsekwencji zdominowania spektaklu przez kobiety.

Pomimo wielu zasadniczych wad krakowskie "Panny z Wilka" są przedstawieniem ekscytującym. Nieprzypadkowo przyciągają tłumy widzów spragnionych teatru opartego na dawnej literaturze i z tradycyjnymi postaciami. Są wreszcie przejawem wychodzenia Starego Teatru z zapaści wywołanej praktycznym brakiem w nim dyrektora od blisko dwóch lat, odejściem z zespołu wielu młodych aktorów i bojkotowaniem w poprzednim sezonie przez reżyserów.

Rafał Węgrzyniak
e-teatr.pl
16 maja 2019

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...