Znana historia z Werony

"Romeo i Julia" - reż. Henryk Adamek - Teatr Wóz Tespisa w Katowicach

- Romeo! Czemuż ty jesteś Romeo? – wzdycha dziewczyna stojąca na balkonie. Ta najbardziej znana romantyczna scena wszech czasów powtórzona została po raz kolejny w spektaklu Henryka Adamka granym w Teatrze Rozrywki.

Aktorska garderoba ustawiona po lewej stronie sceny wygląda jak wyniesiona zza kulis. Do niej podchodzą kolejno aktorzy, by w swoje współczesne kostiumy wkomponować elementy charakterystyczne dla strojów z epoki elżbietańskiej: wielkie kołnierze, szable, a następnie maski. To w kącie przy lustrze tworzą się postaci, tam też rodzi się akcja całego spektaklu wyśpiewana w prologu przez przygrywającego na gitarze Benvolia. Jego słowa nie są dla nikogo zaskoczeniem. Kto z nas nie zna losów Romea i Julii, kochanków z Werony, którzy za swoją gwałtowną miłość gotowi byli zapłacić życiem?

Ustawiony pośrodku sceny jasny zamek stanowiący centrum scenografii okazuje się ciekawą konstrukcją złożoną z mniejszych modułów, które otwierając się i rozjeżdżając na boki tworzą świat dramatu. Chociaż rzeczywistość sceniczna jest tu stale konstruowana na oczach widzów. Żywa akcja i wartkie szekspirowskie dialogi sprawiają, że sprzed naszych oczu znika oprawa teatralna, a zostaje opowieść o zakochanych, którzy nie potrafią odnaleźć się w świecie skonstruowanym przez ich rodziców. Ich wielka miłość musi przeciwstawić się konfliktowi między dwoma rodami oraz planom matrymonialnym przygotowanym dla Julii przez jej ojca.

Reżyser zrealizował spektakl dedykowany głownie widzom między 11 a 17 rokiem życia, będący drugą już odsłoną projektu "Baśnie Pana Szekspira". Henryk Adamek wprowadził do spektaklu wiele elementów mających zainteresować młodą widownię XVI wiecznym tekstem. Konflikt pokoleń oraz specyficzna, bo gwałtowność miłość nastolatków stają się głównymi tematami wyciągniętymi z tekstu przez reżysera. Przyśpieszył on także akcję dramatu, historię konfliktu między rodami sprowadził do wyświetlanych na scenie animacji oraz zmniejszył grono bohaterów spektaklu. Powstała w ten sposób nieco banalna i serialowa opowieść miała jednak swój urok, budowany przede wszystkim na żywej kreacji aktorskiej młodych bohaterów odgrywanych przez Katarzynę Błaszczyńską i Jakuba Margosiaka oraz elementach humorystycznych wprowadzanych przez nianię Martę, w którą w uroczy i zadziorny sposób wcieliła się Violetta Smolińska.

Niewątpliwą zaletą adaptacji tekstu stało się pozostawienie w historii, często sprowadzanej do elementów tragicznych lub iskierek humoru. W scenicznej narracji widoczna czasem była zapisana w tekście przewrotność angielskiego dramatopisarza oraz jego śmiałe próby łączenia elementów smutnych z niewyszukanym, a czasem nawet grubiańskim żartem. Te zaskakujące zestawienia, tworzące jedyną w swoim rodzaju całość, przebłyskiwały w najlepszych fragmentach tego spektaklu, być może wywołując zamierzony przez twórców projektu efekt zainteresowania młodszej widowni twórczością dramatopisarza.

Chociaż interpretacja Henryka Adamka nie wzniosła nic do sposobu rozumienia tekstu i oparta była na dość prostym pomyśle inscenizacyjnym spektakl oglądało się przyjemnie. Scena balkonowa pozostała tu sceną wielkich wyznań, miłość ideałem, a nieco irytująca mądrość morałów przykryta została panującym na scenie humorem. Warto zobaczyć, mając w sercu zasadę, że lubimy to, co najlepiej znamy, a dawka niezbyt angażującego wzruszenia czasem potrzebna jest każdemu.

Katarzyna Niedurny
portalkatowicki.pl
5 marca 2015
Portrety
Henryk Adamek

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

Film balkonowy
Paweł Łoziński
Czy każdy może być bohaterem filmu? C...