Znów być dzieckiem

"Królowa Śniegu" - reż. Anna Polarusz - Scena Elffów

Niektóre spektakle mają tę specjalną właściwość, że z lekkością przerzucają widzów w świat ich dzieciństwa, wypełniają ich nostalgią i żywymi reminiscencjami uczuć, zabaw i bajek z najmłodszych lat. Do tego typu przedstawień należy także „Królowa Śniegu" pomysłu Anny Polarusz.

Niektóre spektakle mają tę specjalną właściwość, że z lekkością przerzucają widzów w świat ich dzieciństwa, wypełniają ich nostalgią i żywymi reminiscencjami uczuć, zabaw i bajek z najmłodszych lat. Do tego typu przedstawień należy także „Królowa Śniegu" pomysłu Anny Polarusz.

Dużo można opowiadać o tej małej, niezwykłej formie, której premiera miała miejsce w komnatach Pałacu w Wilanowie, bo bardzo różni się od typowego spektaklu. To magiczne połączenie teatru kukiełkowego z grą dwójki charyzmatycznych aktorów, pięknej, wykonanej w całości własnoręcznie przez Annę Polarusz scenografii z wnętrzem pałacowej komnaty, zabawy konwencją teatralną z siłą wyobraźni, wreszcie bajki Hansa Andersena z wychodzeniem z roli, „prywatnymi" zachowaniami i improwizowaniem aktorów. Annie Polarusz w kreowaniu bajkowego świata zarazem na scenie, jak i poza nią pomagał Krzysztof Cybiński, akompaniament na gitarze elektrycznej zapewniał grający na żywo Mariusz Żólkiewka i imponuje fakt, że to już wszyscy twórcy tego spektaklu.

„Królowa Śniegu" Polarusz jest wspólną opowieścią dwójki przyjaciół, jakby wymyślaną na poczekaniu. Przypomina zabawę w udawanie, tak charakterystyczną dla maluchów obdarzonych bujną wyobraźnią. Aktorzy kłócą się o przebieg akcji, na przemian godzą i smucą, wszystko wykonane zostało z lekkością i wdziękiem.

Spektakl nastawiony jest na interakcję z najmłodszymi, jednak i dorośli czasem łapali się na chęci odpowiedzenia a na pełne emocji pytania aktorów. Choć najmłodsi widzowie czasem byli nastrojeni dość fatalistycznie (na smutny okrzyk Gerdy „Mój Kaj zginął, czy nie zginął?", jeden z maluchów ponuro stwierdził „Zginął, zginął...") i nawet pokusili się o konstruktywną krytykę (po przedstawieniu dzieci powiedziały aktorom, że bardzo nieładnie jest się kłócić i przerywać opowiadanie bajki), to widać było, że bawili się doskonale, przeżywali wszystkie zwroty akcji, podpowiadali i pomagali swoim bohaterom. Na pewno w żywiołowym odbiorze sztuki pomagał fakt, że dzieci są najwdzięczniejszymi widzami, ale niewątpliwie jest on również zasługą doskonałych interakcji aktorów.

Anna Polarusz na scenie przypominała radosną, uroczą iskierką, chętną do nawiązywania kontaktu z dziećmi. Rozbrajała widzów swoim ukraińskim akcentem i pozytywną energią. Jednak to bajkowe, dobrze ograne dekoracje były najpiękniejszą częścią spektaklu. Mimo charyzmy Polarusz, to Krzysztof Cybiński prowadził ich duet. Przechodził kolejne metamorfozy bez żadnego potknięcia i fałszu, przekonywał i wzbudzał dużą sympatię widzów. Intrygował dojrzałością gry połączoną z prawdziwą radością bycia na scenie, a wspomnienie jego partii operowej wciąż jest rozbrajające.

Ten spektakl to prawdziwe szaleństwo wyobraźni, akcja mknie prędko i lekko niczym myśli rozentuzjazmowanego dziecka. Nie był idealny, bywało, że muzyka przesłaniała dialogi, a akcja stawała się wręcz gorączkowa, ale to wszystko blednie przy pięknym pomyśle i świetnym wykonaniu tej małej formy. Inspirowana zabawą dzieci jest idealnym wprowadzeniem dziecka w świat teatru.

Anna Dawid
Dziennik Teatralny Warszawa
5 marca 2013
Teatry
Scena Elffów

Książka tygodnia

Zimowa opowieść. Przepaść czasu
Wydawnictwo Dolnośląskie
Jeanette Winterson

Trailer tygodnia