Zrozumieć innego

"Szpak Fryderyk" - reż. Łukasz Gajdzis - Teatr im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie

Na takie spektakle powinno się wysyłać najmłodsze pokolenia przynajmniej kilka razy, a potem w myśl współczesnej pedagogiki teatralnej, ich tematy solidnie przepracować. Może wtedy byłoby mniej w polskim społeczeństwie nietolerancji, pogardy czy odmawiania praw wszelkim innym, którzy różnią się od nas wyglądem, preferencjami, życiowymi wyborami albo sprawnością.

W zasadzie to nie wiem jak pisać o kolejnej premierze w gnieźnieńskim Teatrze im. Aleksandra Fredry. Dzieckiem bowiem nie jestem, a sztuka "Szpak Fryderyk" Rudolfa Herfurtnera w reżyserii Łukasza Gajdzisa, jest ewidentnie dla maluchów z przedszkoli i pierwszych klas podstawówek. Dzieci też nie mam, więc nie przetestowałam przedstawienia na swojej pociesze. Jednak zawsze w tym przypadku można zdać się na obserwację najmłodszych albo poszukać klucza do odczytania spektaklu w edukacji, która przecież podobnie jak rodzina, bardzo często determinuje nasze późniejsze życie.

"Szpak Fryderyk", to więc opowieść o miłośniczce szczurów (Martyna Rozwadowska bodaj w swojej życiowej roli, dwoi się i troi na scenie, czyli biega, skacze i genialnie zmienia barwę głosu) i pasjonacie ptaków (nie gorszy Wojciech Siedlecki, nieco flegmatyczny, naburmuszony, a jak trzeba to porywczy zupełnie jak jego bohater), którzy nie lubią tych swoich upodobań, więc siłą rzeczy nie potrafią się ze sobą porozumieć. Jednak żyjąc w jednym domu niczym Paweł i Gaweł, również na parterze i piętrze, co rusz się "o siebie potykają" i nie szczędzą sobie złośliwości. Dzięki temu więc już od początku cała historia trzyma niezłe tempo, które w przypadku małego odbiorcy skłonnego do szybszego znużenia, jest wręcz wskazane. Dzieci zaś siedzące dokoła rzeczywiście wykazują zainteresowanie tym co dzieje się na scenie, bo to na niej w końcu są emocje przekrzykujących się postaci, sypią się ziarna (kukurydzy?), dom staje się statkiem i latającą machiną, a na instrumentach grają szczury. Trudno bowiem wobec takiej scenerii pozostać obojętnym, a dodać trzeba, że w rolach tych ostatnich wystąpili całkiem utalentowani muzycy, czyli: Mateusz Szwankowski (klarnet), Kacper Chabrowski (akordeon) i Tomasz Leszczyński (kontrabas).

Co ważne, mocnym punktem inscenizacji jest na pewno strona wizualna, w tym jaskrawo żółta, taka pierzasta i ptasia spódnica u fanki szczurów czy szare, zjawiskowe kostiumy gryzoni w których bardzo sympatycznie prezentują się wspomniani muzycy. Jednak tym co naprawdę cieszy oko jest właśnie przywołany dom w formie wozu, który w zależności od zmiany akcji może stać się dowolnym obiektem, obudowanym w dodatku pozornie niepotrzebnymi elementami. Mnie osobiście cały ten pojazd skojarzył się z barwnym taborem z "Parnassusa" Terry'ego Gilliama, pełnym rozmaitych osobliwości oraz fantastycznym świecie wykreowanym w tym filmie. I choć tutaj jak wiadomo jest skromniej, to imaginarium scenografki Maryny Wyszomirskiej, robi wrażenie. Dopełnione w dodatku zabiegami czysto formalnymi, lecz ważnymi dla małego odbiorcy jak zmniejszenie widowni oraz wysuniecie sceny, sprawia, że przestrzeń akcji staje się bliższa także wyobraźni.

A co z przesłaniem i tytułowym "Szpakiem Fryderykiem"? Otóż to co najważniejsze, czyli poszanowanie i zrozumienie innego, odbywa się tu właśnie w płynny, nienachalny sposób. Bowiem do zbliżenia dwóch przeciwieństw dochodzi tu przez narrację o szpaku, którą wysnuwa, o dziwo, miłośniczka szczurów. Opowiadając dzieje Fryderyka, który miał być dodatkowo najsłabszym i skazanym według selekcji naturalnej na śmierć ptakiem, bohaterka wczuwa się więc w jego pragnienia, które niespodziewanie komplikuje późniejsze nieszczęście. Wzbudzając zrozumiałe współczucie u fana ptaków, jednocześnie sprawia, że zaczyna on przyjaźniej patrzeć na szczury, gdyż w jej historii to one podają pomocną dłoń szpakowi. Taka wizja, że pomoc wzajemna i empatia, potrafi jednoczyć pomimo różnic jest już może trochę utopijna dla dorosłych idealistów, ale w sam raz dla najmłodszych, którzy jeszcze nie dzielą i nie wykluczają. Łukaszowi Gajdzisowi zaś dzięki świetnemu poprowadzeniu gnieźnieńskich aktorów oraz wrażliwości na innych, cały ten zabieg wychodzi bez zgrzytów. Choć z drugiej strony takie inscenizacje to już dzisiaj standard w teatralnej pedagogice, która odchodzi od powierzchownych i pełnych stereotypów "papierowych" opowiastek o księżniczkach i rycerzach.

Kamila Kasprzak
Przemiany na Szlaku Piastowskim
17 maja 2014

Książka tygodnia

Zimowa opowieść. Przepaść czasu
Wydawnictwo Dolnośląskie
Jeanette Winterson

Trailer tygodnia