Zrzucona Skóra Węża

"Skóra węża" - reż. Artur Urbański - Teatr Narodowy w Warszawie

Co łączyło Bertolta Brechta, Federica Felliniego, Diego Riverę prócz ponadprzeciętnego geniuszu artystycznego? Rzeka żeńskich łez, która wcale nie wypływa dopiero po ich śmierci.

Zabierałam się do recenzji tego spektaklu bardzo długo, bo szczerze pewna byłam, że postlockdown'owy sezon teatralny zacznę czymś przeciętnym, lekkostrawnym. Tak się nie stało i gotowa jestem na to, że "Skóra węża" zostanie ze mną jeszcze na bardzo, bardzo długo.

Wielokrotnie pisałam o Giuliettcie Masinie, jako o genialnej, nowoczesnej kobiecie która jednak swój geniusz i całe życie poświęciła innemu mistrzowi, nieco bardziej widocznemu. Nie mogłam tej sytuacyjnej analogii zignorować, kiedy obserwowałam Beatę Fudalej w roli Ruth Berlau, wspominającą czas spędzony u boku Brechta. Fudalej w powierzoną jej przez reżysera, Artura Urbańskiego rolę weszła lepiej, niż można to opisać dowolnym przymiotnikiem w języku polskim. Uwierzyłam, że na scenie stoi kobieta, która mogła osiągnąć wszystko a teraz upadła, wyalienowana, wpatrując się w dno butelki walczy z żalem a jednocześnie z przywiązaniem do swojego kochanka. Na scenie widzimy pozostałe kobiety Brechta w tym jego żonę, zimną i oschłą Helenę Weigel (Aleksandra Justa). Żadnej jednak nie zostaje poświęcone tyle uwagi, co Czerwonej Ruth Berlau.

Fragment życiorysu cenionego Konrada Swinarskiego (Paweł Głowaty), który odbywa staż w Berlliner Ensemble, jest jedynie fabularnym tłem i wymówką do zajrzenia za kulisy jednego z najlepszych europejskich teatrów. Wówczas już spowitego nieco przez kurz i echo wzniosłych, komunistycznych idei. Historię, a zwłaszcza jej wersję ze strony Berlau, zdaje się opowiadać wszystko, co znajduje się na scenie. Od światła, po doskonałą muzyczną oprawę. Na scenie każdy aktor i każdy przedmiot zna swoje miejsce a reżyserowi udało się uniknąć chaosu, ograniczając się do prostej, dobitnej symboliki i oszczędnej acz skutecznej scenografii.

O "Skórze węża" mogłabym pisać całymi stronami a jednocześnie nie jestem w stanie napisać konkretnej, merytorycznej pod względem krytycznym recenzji.

Zapewniam jednak, że warto mi uwierzyć na słowo, iż spektakl Urbańskiego jest w tym sezonie rzeczą absolutnie nie do przegapienia na warszawskiej scenie teatralnej.

Antonina Steffen
Dziennik Teatralny Warszawa
24 czerwca 2021
Portrety
Artur Urbański

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia