Żyć pełnią życia

rozmowa z Katarzyną Figurą

Wywiad z Katarzyną Figurą, aktorką filmową i teatralną, przeprowadzony w trakcie Katowickiego Karnawału Komedii

Agnieszka Manowska: Jest Pani znaną z kreacji filmowych aktorką, w Katowickim Karnawale Komedii mieliśmy okazję zobaczyć Panią w spektaklu „Koleżanki”. Woli Pani grywać w teatrze czy w filmie?

Katarzyna Figura: Trudno powiedzieć... Najbardziej lubię ciekawe propozycje. Przede wszystkim scenariusz musi być ciekawy, umożliwić mi jako aktorce zmierzenie się z czymś nowym. Naturalnie dużą rolę odgrywa również postać reżysera: kim on jest, jak pracuje z aktorem, czego mogę się od niego nauczyć, czy też, co nowego mogę za jego sprawą z siebie wydobyć. Trzecią, równie ważną sprawą, (ale nie decydującą ostatecznie) jest obsada tzn. czy będę współpracować z partnerami, którzy rzeczywiście coś nowego mi zaoferują, czy będzie między nami jakaś współpraca, dzięki której będę mogła się dalej uczyć i rozwijać. 

A.M.: Ma Pani sukcesy zarówno jako aktorka komediowa jak i tragiczna. W których rolach czuje się Pani lepiej?

K.F.: Jestem aktorką dramatyczną, ale próbuję, za sprawą dobrych reżyserów i odpowiednich partnerów, grać w komediach. Przez kilka ostatnich lat dość dużo pracowałam w teatrze nad rolami dramatycznymi. Również w filmie: w „Żurku” czy w „Ubu Królu”, który był oczywiście surrealistyczny i trochę komediowy, ale jednak był tragedią, okrutnym i przerażającym filmem. Warto również wspomnieć o bardzo ważnym spektaklu, który niegdyś grałam na Śląsku – o „Badaniach terenowych nad ukraińskim seksem” Teatru Polonia Krystyny Jandy. To wszystko były role dramatyczne. W pewnym momencie, mniej więcej dwa lata temu, zauważyłam, że coraz bardziej pogrążam się w takim dramacie i ciężarze i zamarzyłam, żeby znów wystąpić w komedii. Jest coś magicznego w tym, że jeśli człowiek wysyła w kosmos życzenie, to ten kosmos nam odpowiada, tak, jak byśmy tego chcieli. I rzeczywiście - przyszła propozycja od Grzegorza Chrapkiewicza i dyrektora Teatru Komedia w Warszawie z propozycją, nawet nie komedii, tylko farsy pt: „Koleżanki” P. Chesnot’a. Zmierzyliśmy się z nią i muszę przyznać, że przez dwa lata, zanim trafiliśmy tu, na Katowicki Karnawał Komedii, granie w spektaklu „Koleżanki” cały czas sprawia mi ogromną przyjemność. Co więcej – on wszystkich nas aktorów bardzo rozwija, a przede wszystkim, daje przyjemność publiczności zarówno w Warszawie jak i tej zgromadzonej tutaj. Bardzo się cieszę, że tak wieloobsadowy spektakl, czyli niełatwy do ściągnięcia poza granice Warszawy, udało się pokazać w Katowicach publiczności, która być może nie miałaby szansy przyjechać do stolicy i zobaczyć nas na „wyciągnięcie dłoni”. 

Zagrałam w tej komedii, gdyż pragnęłam sprawdzić, czy jeszcze w ogóle potrafię zagrać rolę komediową. Nie chciałam znów być wtłoczoną w pewną szufladę. Media, dziennikarze, krytycy i całe środowisko showbiznesu bardzo lubi ograniczać aktorów i porządkować według pewnego emploi. Nie pozwalają się nam dalej rozwijać. Producentom i wszystkim tym ludziom, od których, my aktorzy, jesteśmy uzależnieni, wydaje się, że nie potrafimy zrobić nic lepszego, innego. Dla nas aktorów najważniejszy jest rozwój. Musimy się rozwijać, zmagać się z czymś nowym, piąć się wyżej, iść dalej w nieznane tereny oraz potykać się o wyboje na niełatwej drodze. Łatwe kariery są krótkie i nieciekawe. Łatwa i szybka droga do sukcesu nigdy nie była moim zamierzeniem. Moja droga do kariery była bardzo wyboista, ale może dlatego właśnie była również ciekawa.

A.M.: W jaki sposób buduje Pani swoje role komediowe?

K.F.: Moim kluczem do grania postaci komediowych jest dramatyczny sposób gry. Traktuję poważnie wszystkie postaci, które gram. Dobrze napisana i wyreżyserowana sztuka może być po prostu śmieszna. Aktorzy mogą aspirować do wybitnych komików. Takimi przykładami, do których oczywiście nie mam odwagi się porównywać, jest Peter Sellers i Buster Keaton, który się nigdy nie uśmiechnął. Peter Sellers z kolei grał zawsze bardzo poważnie, dramatycznie. A było to do bólu zabawne i komediowe role. Wiem, że w komedii bardzo ważny jest tzw. timing, czyli czas. W dramacie nie do końca tak jest, gdyż ważna jest wartość, którą chcemy przekazać w treści oraz w układzie kolejnych scen. W komedii ważny jest czas, w którym następują po sobie sceny i ich repliki. Komedie trzeba grać szybko, a nawet za szybko i wtedy to działa! Widzów komediowego spektaklu trzeba oszołomić i zbić z pantałyku.  

A.M.: Sztuka „Koleżanki” jest określana jako antyfeministyczna. Czy zgadza się pani z tym sformułowaniem? 

K.F.: Nie! Uważam, że gram czarująca osóbkę, kobietę, która prześlizguje się po powierzchni życia. Wyjątkowe jest ujęcie reżysera, czyli komentarz zza światów, cudownego rajskiego SPA, w którym przebywają dwie bohaterki, Ewelina i Luccili. Moja bohaterka zabija się z wyboru i jest to zaznaczone dopiero pod koniec sztuki, więc można powiedzieć, że zachowuje do tego wszystkiego, co się dzieje pewien dystans. Ewelina w pełni świadoma wybrała tę opcję, bynajmniej nie był to jej rozpaczliwy krok. Wiedziała, co robi i uczyniła to z pełną premedytacją po to, by jej mąż nadal męczył się w piekle niezrozumienia męsko-kobiecego. Jej przyjaciółka z kolei do utraty tchu uprawiała seks, zdradzała namiętnie swojego męża, więc konsekwencja tych czynów (śmierć z ręki męża) to także poniekąd był świadomy wybór mocnej kobiety. Nie sądzę więc, aby tekst „Koleżanek” nas pomniejszał. Swojej postaci mogę jedynie zarzucić pewnego rodzaju naiwność, ale też nie do końca, bo jest to mądra osoba, która z dystansu postanowiła na wszystko zareagować. Tytułowe koleżanki są na pewno silne, choć niekoniecznie wobec siebie uczciwe.  

A.M.: Czy z farsy Pierre Chesnota wynosimy też jakąś wiedzę o nas samych?

K.F.: Oczywiście. Wynosimy z nich to, że trzeba być pięknym, silnym i żyć pełnią życia. I w pewnych momentach brać odpowiedzialność za swoje życie i decyzje w nim podjęte w swoje ręce. 

A.M.: Bardzo Pani dziękuję za rozmowę. 

Katarzyna Figura (ur. 22 marca 1962 w Warszawie) – polska aktorka filmowa, telewizyjna i teatralna. W 1985 roku ukończyła PWST w Warszawie, edukację kontynuowała w paryskim Conservatoire d’Art Dramatique. Jest jedną z najbardziej znanych i najpopularniejszych aktorek współczesnego polskiego kina. Obsadzana najczęściej w rolach seksbomb, prostytutek, żon bogaczy, ostatnio radykalnie zmieniła swój filmowy wizerunek na rzecz postaci kobiet dojrzałych.

Agnieszka Manowska
Dziennik Teatralny Katowice
15 stycznia 2009
Portrety
Katarzyna Figura

Książka tygodnia

Krew z mojej krwi. Wiosna komisarza Ricciardiego
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc
Maurizio de Giovanni

Trailer tygodnia