Żyć z nieodwracalnym

"Equus" - reż: Waldemar Zawodziński - Teatr Studyjny PWSFTv i T w Łodzi

Sytuacja, w której nastolatek oślepia sześć koni, wywołuje dość jednoznaczne emocje - niewiele osób zdobyłoby się na zrozumienie i chciało dociec, co mogło popchnąć młodego człowieka do tak bestialskiego czynu. "Equus" Petera Shaffera to dramat zainspirowany prawdziwymi wydarzeniami, jednak autor postanowił przeprowadzić własne śledztwo, szukając przyczyn tajemniczych wydarzeń. Meandry ludzkiej psychiki zgłębiał Waldemar Zawodziński pracując nad spektaklem ze studentami PWFTv i T.

Dyrektor Teatru Jaracza w Łodzi zrobił kolejne przemyślane, zachwycające wizualnie przedstawienie (tradycyjnie jest on także autorem scenografii do reżyserowanego przez siebie spektaklu), zmuszając młodych aktorów do intensywnej pracy. Zespół zagrał bardzo równo, a role były tak dopracowane, że śmiało można powiedzieć o otarciu się o górną granicę aktorskich możliwości studentów. Wyróżniająca się Iwona Karlicka w roli zdziwaczałej, owładniętej obsesją matki psychopatycznego chłopca zachwyca i przeraża. To kolejny zrealizowany w Teatrze Studyjnym dyplom, który powinien usatysfakcjonować zarówno widzów, jak i twórców spektaklu. 

Naprzeciw publiczności znajduje się druga widownia - tamtą jednak wypełniają postaci w białych maskach i szarych płaszczach (studenci III, II i I roku Wydziału Aktorskiego PWSFTviT), które będą obserwowały przebieg wydarzeń pełniąc rolę chóru oraz milczącej ławy przysięgłych, przedstawienie ma bowiem wiele cech procesu kryminalnego, w którym śledczy stara się ustalić przyczyny zajścia. Detektywem jest w tym wypadku Doktor Dysart (Marek Nędza), doświadczony psychiatra, który ma pomóc w zdemaskowaniu motywów zbrodni i przywróceniu chłopakowi równowagi psychicznej. Sprawa okazuje się jednak bardzo skomplikowana, na jaw wychodzą nie tylko trudne fakty z życia nastolatka Alana (Jakub Mróz), dowiadujemy się także sporo o nieszczęśliwym małżeństwie lekarza, o jego bezpłodności oraz innych powodach życiowej frustracji. Z każdą padającą ze sceny kwestią rodzą się pytania: czy powinniśmy szukać usprawiedliwienia brutalnego czynu w trudnym dzieciństwie sprawcy? Czy patologiczne relacje panujące w rodzinie są barierą nie do przezwyciężenia? Czy możliwa jest resocjalizacja człowieka, który w wieku 17 lat wykazuje cechy socjopaty? Czy rzeczywiście zachowania rodziców w tak dużym stopniu mają wpływ na osobowość dziecka?

Problemy Alana zaczęły się w dzieciństwie - za sprawą opętanej religijną obsesją matki na widok symboli religijnych chłopiec zaczyna odczuwać skrajne, wykluczające się emocje. W pewnym momencie wiesza w swoim pokoju makabryczny obraz umęczonego, zakutego w łańcuchy, uginającego się pod razami Jezusa. Obraz zostaje wkrótce zastąpiony portretem konia - w głowie chłopca dochodzi do sprzęgnięcia obu wizerunków. Od tego momentu w każdym zwierzęciu tego gatunku będzie on dostrzegał Boga. Ojciec chłopca (doskonały Andrzej Niemyt), który niezbyt pochlebnie zapatruje się na poglądy żony, stawia trafną diagnozę - „u podstaw całej tej sprawy leży ta kurewska religia”. Alan wyłupił oczy zwierzętom, ponieważ widział w nich zazdrosnego Boga, który nieustannie go obserwuje - scena, w której między nastolatkiem i jego koleżanką z pracy Jill (Małgorzata Kocik) ma dojść do fizycznego zbliżenia w stajni, demaskuje niemoc chłopca, obnaża siłę jego obsesji. Dla niego stajnia jest świątynią, a koń to Bóg i niewolnik w jednym, to stworzenie, które mimo całej swej siły ślepo poddaje się woli człowieka. Chłopiec wierzy, że gdy karmi swojego towarzysza kostką cukru, zwierzę zjada jego grzechy.

Jednak pobyt nastolatka w zakładzie psychiatrycznym okazuje się nie bez znaczenia także dla prowadzącego go lekarza, który zazdrości pacjentowi zetknięcia z wielką, prawdziwą namiętnością. Psychiatra z żalem przyznaje, że „może zabić namiętność, ale nie może jej stworzyć”. Pustka spowodowana brakiem prawdziwych emocji staje się dla niego nie do zniesienia. Leczenie nastolatka sprawia, że Dysart przeprowadza gruntowną analizę własnej osobowości, jednak wnioski nie nastrajają optymistycznie. Przełomowym momentem w życiu psychiatry staje się uświadomienie sobie, że prawdziwe życie wiąże się z przeżywaniem silnych, obezwładniających uczuć. Poddany leczeniu Alan także przechodzi psychiczne przeobrażenie, uświadamia sobie, że idealizowany ojciec jest taki sam, jak on, kierują nim te same popędy, namiętności, emocje. Jednak czym innym jest świadomość problemu, a czym innym umiejętność jego rozwiązania. Bohaterowie znajdują się na przegranych pozycjach, całą energię wkładają bowiem w zagłuszenie bólu, który wypełnia ich życie.

„Equus” Waldemara Zawodzińskiego każde nam zmierzyć się z bardzo trudnymi, niejednoznacznymi emocjami, dostarczając jednocześnie niezapomnianych wrażeń wizualnych. Olbrzymią rolę w spektaklu odgrywa światło oraz milczący chór, który w pewnym momencie przeobraża się w stado koni. Fragment spektaklu, w którym uwięzione w boksach zwierzęta miotają się jak oszalałe (aktorzy mają na sobie obroże symbolizujące końskie chomąta) robi duże wrażenie, podobnie jak pozostałe sceny, w których stado osacza bohatera lub miarowym, zsynchronizowanym oddechem wybija rytm. Pod koniec przedstawienia w głębi sceny pojawia się szkielet konia - symbol boskości, nośnik najważniejszych dla Alana wartości, zostaje zdegradowany. Bohater nie wygra z tym, co go ukształtowało. Ale może nauczyć się żyć z nieodwracalnym.

Olga Ptak
Dziennik Teatralny Łódź
2 marca 2010

Książka tygodnia

Polski teatr po upadku komunizmu. Lupa, Warlikowski, Klata
Wydawnictwo Naukowe PWN SA
Olga Śmiechowicz

Trailer tygodnia