Życia alternatywne

"Przypadek według Krzysztof Kieślowskiego" - reż. Bartosz Szydłowski - Teatr Łaźnia Nowa w Krakowie

Nie do końca mamy świadomość, jak bardzo wpływają na nas drobne rzeczy czy zmieniają nasze decyzje rozmowy z napotkanymi osobami. Albert Camus napisał kiedyś, że „Życie jest sumą wszystkich naszych wyborów". Jednak te wybory dyktowane są różnymi impulsami, na które składa się szereg czynników.

Zauważył to i niezwykle trafnie przedstawił w swoim filmie „Przypadek" Krzysztof Kieślowski. Bartosz Szydłowski w krakowskim Teatrze Łaźnia Nowa przygotował „impresję na temat" tego filmu, która w metaforyczny sposób skupia się na esencji przekazu. Choć spektakl nie jest prosty w odbiorze, na pewno warto poświęcić mu swój czas.

Po wejściu na widownię widzimy, że nad pogrążoną w ciemnościach sceną góruje kwadratowe, oświetlone pomarańczowo-zielonym światłem, przezroczyste pomieszczenie. Znajduje się po lewej stronie, w rogu i wygląda jak gigantyczne akwarium. Wewnątrz porusza się mężczyzna (Tomasz Schimscheiner) – dogląda ptaków w klatkach oraz pielęgnuje bujne rośliny, które niemal wypełniają tę specyficzną, małą przestrzeń. Do końca spektaklu nie będzie wiadomo, kim jest – w swoim zachowaniu i wypowiedziach przypomina jednocześnie kogoś na kształt Boga oraz ojca głównego bohatera.

Scena jest długim prostokątem o czarnych ścianach, które fakturą przypominają gąbki wygłuszające w studiach nagraniowych. Jedynymi rekwizytami są krzesła, których ustawienie może sugerować, że mamy do czynienia z wielką poczekalnią na dworcu. Samotni ludzie czekają w melancholijnych pozach. Zaczynają się niewinne rozmowy, rzucane luźno uwagi. Centralną postacią jest młody chłopak – Witek Długosz (Maciej Sajur), którego losy zależą od tego, czy zdąży dogonić pociąg. Całości towarzyszy świetna, nowoczesna muzyka, która dynamizuje akcję.

Spektakl w swej formie przypomina trochę realizacje dyplomowe studentów PWST. Jedna przestrzeń, dużo scen zbiorowych i mnóstwo ruchu. Nie jest to jednak zarzut, ponieważ dzięki temu obraz staje się świeży i mocny – ciągłe, kalejdoskopowe zmiany miejsc, stroboskopowe światło, mechaniczne, zindywidualizowane gesty. To wszystko tworzy oniryczny świat, w którym porusza się główny bohater. Widzimy trzy odsłony, będące trzema różnymi, alternatywnymi, możliwymi scenariuszami jego życia. Fakt dogonienia pociągu lub nie, scena potrącenia sokisty – każde zdarzenie kieruje jego życie na inne tory. Jednak cały czas jako motyw przewodni pojawia się poczucie winy, związane ze śmiercią ojca i ciągłe do niego odwoływanie.

Bartosz Szydłowski w „Przypadku" zwraca uwagę na to, że życie jest jak poczekalnia w PKP: spotykamy się z kimś nagle i „przypadkowo". Konsekwencje rozmów i nowych znajomości mogą być różne – nawet tak silne, że zmienią nasze życie. Małgorzata Szczęśniak powiedziała takie zdanie: „Przestrzeń jest miejscem spotkania". Kwestia tylko tego, które z tych spotkań zostanie w nas na zawsze. W ten sposób spotykamy naszą miłość, wybieramy przyjaciół. W tle widzimy wizualizacje łączących się ze sobą linii, będących w ciągłym ruchu, ale bardziej sugestywne są zbliżenia spływających po powierzchni kropel wody, które łączą się ze sobą, tworząc wielką sieć strużek wody. Ścieżki ludzi też przecinają się i łączą ze sobą, niejako „instynktownie", przypadkowo i nieprzewidywalnie.

W ostatniej „części" spektaklu odsłania się horyzont i możemy zajrzeć do różowego, lśniącego pokoju. Na środku jest kobieta, która okazuje się być dziewczyną Witka. Ta scena pokazuje, że szczęście też może być nam pisane. Często miotamy się w życiu jak główny bohater – chcemy naraz zrobić dużo rzeczy, być w kilku miejscach jednocześnie. Może żyjemy też czasem jak przysłowiowe „ptaszki w klatce", którymi opiekuje się, i którymi przy okazji „bawi się" jakiś opiekun? „Przypadek" cechuje nerwowa (niemal zapętlona) powtarzalność scen i sekwencji. W życiu często wracamy do pewnych sytuacji, odtwarzamy je na wszelkie sposoby, przypominamy sobie po to, żeby najczęściej zadać sobie retoryczne pytanie: co by było, gdybym wtedy postąpił inaczej? I może lepiej przyjąć wtedy zasadę, że nie ma przypadków?

Joanna Marcinkowska
Dziennik Teatralny Kraków
8 kwietnia 2016

Książka tygodnia

Teatr lalek w dawnej Polsce
Fundacja Akademii Teatralnej i Akademia Teatralna
Marek Waszkiel

Trailer tygodnia