Życie na statku

"Novecento" - 11. Festiwal Dramaturgii Współczesnej Rzeczywistość Przedstawiona

Od jakiegoś czasu (powiedzmy - od ubiegłego sezonu) pośród repertuarów polskich teatrów zagościła sztuka autorstwa Alessandro Baricco pt. "Novecento". Ma ją w swojej ofercie Teatr im. Słowackiego w Krakowie, Teatr Nowy w Krakowie oraz Teatr im. Norwida w Jeleniej Górze. Tę ostatnią realizację mieli okazję oglądać widzowie 11. edycji Festiwalu Rzeczywistość Przedstawiona w Zabrzu

Novecento to pseudonim wybitnego pianisty, człowieka, który ani razu w swoim życiu nie dotknął stopą suchego lądu, spędzając je w całości na pokładzie statku kursującego między Europą a Ameryką. Jego życie zaczęło się na statku i tam też się skończyło. Na lądzie nie istniał – dosłownie (nie było go w żadnym rejestrze urodzonych) i w przenośni (grał tylko wtedy, gdy miał pod stopami ocean mimo że sława o jego talencie dotarła aż do Nowego Jorku). Sam Novecento nigdy nie został „rozgryziony”. Publiczności również nie jest dane poznać go osobiście, na wskroś. Jego historia jest nam przytaczana przez jednego z przyjaciół pianisty – trębacza, grającego razem z nim na pokładzie statku. Trębacz z zachwytem opowiada o tym, jak mały Novecento, ni stąd ni zowąd, potrafi pięknie grać na fortepianie, o tym, jak zostaje pianistą w pokładowej orkiestrze i jak „wymyśla” jazz, o tym, jak pośród sztormu gra na swoim instrumencie, gdy wokół strach i morska choroba i wreszcie o tym, jak duży Novecento postanawia wysadzić się powietrze razem ze zużytym okrętem, bo życie na lądzie wydawało mu się nie do ogarnięcia. 

Historia o Novecento jest piękną metaforą o życiu każdego z nas mimo że bohaterem jest tutaj artysta i outsider. Opowieść ta uzmysławia nam jak ważne w życiu jest mieć swoje zakotwiczenie, stały punkt odniesienia, do którego można powracać wciąż i na nowo – zaczerpnąć sił, pokonać strach, zebrać się do dalszej walki. Paradoksalnie tym stały punktem dla Novecenta był, pozostający praktycznie w ciągłym ruchu, statek. Życie bohatera jest również ilustracją pewnego sposobu postępowania – Novecento, zupełnie świadomie, w tym swoim stałym punkcie odniesienia pozostał, nie ruszył dalej. Zrezygnował przecież z miłości, z założenia rodziny, „z normalności”. Dlaczego? Być może zdanie, jakim jest „życie na całego” za bardzo go przerosło? Chyba tak, skoro posunął się do ostateczności – wówczas gdy wszyscy opuścili pokład, on pozostał i tam skończył swe życie (również świadomie), bo nie był w stanie przystosować się do nowej rzeczywistości. Myślę, że tak skonstruowana sylwetka bohatera jest dla nas zarówno przestrogą, żeby nie rezygnować z rzeczy, które nas przerastają, a próbować z nimi walczyć, ale jest i również przykładem życia przeżytego na sposób introwertyczny – i takie życie też jest wartością bezcenną.

Spektakl, a właściwie monodram w reżyserii Krzysztofa Prusa ogląda się z niekłamaną przyjemnością nie tylko dlatego, że opowiadana nam historia jest zajmująca, ale przede wszystkim dlatego, że mamy do czynienia z szeregiem niewielkich, ale ciekawych rozwiązań inscenizacyjnych oraz z bardzo przyzwoitym aktorstwem Jacka Grondowego. Interesującym zabiegiem jest zaaranżowanie sceny na podobieństwo pokładu statku – w pewnym momencie ów nieruchomy podest zaczyna silnie kołysać się to na prawo, to znów na lewo, a aktor razem z nim. Zaskoczenie widzów jest niemałe, a jeszcze większe, kiedy okazuje się, że usytuowana na środku tej maleńkiej sceny rama fortepianu również zaczyna się kręcić – tym razem nie z lewej na prawą, ale w kółko, wokół własnej osi. W jednej chwili zatem na scenie roi się od wirujących podmiotów: wiruje aktor, fortepian i sama scena. Takie zabiegi – jednocześnie skromne, ale jakże efektowne – sprawiają, że spektakl jest niezwykle dynamiczny i nie ma mowy o znużeniu widza opowiadaną historią. Jacek Grondowy również daje z siebie wiele wcielając się w kolejne postaci, które na swojej drodze napotkał Novecento jak i w samego Novecenta. Klimatu temu miłemu i wdzięcznemu spektaklowi dodaje również muzyka, cicho przygrywając w tle.

Dodam, że na zakończenie spektaklu widziałam łzy w oczach niejednego widza, co jest najlepszym przykładem, na to, że „Novecento” to kawałek bardzo przyzwoitej roboty reżysersko-aktorskiej, który wzrusza i o to właśnie chodzi.

Marta Odziomek
Dziennik Teatralny Katowice
22 października 2011

Książka tygodnia

Bauhaus - nauczanie/nowy człowiek
Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego
red. Małgorzata Leyko

Trailer tygodnia