Życie to gorzki żart

"Sprzedawcy gumek" - reż: Artur Tyszkiewicz - Teatr Imka w Warszawie

Artur Tyszkiewicz znakomicie odczytał sensy dramaturgii Hanocha Levina i przetarł szlaki innym reżyserom, którzy pewnie teraz chętniej sięgną po tego autora

Na polskich scenach mieliśmy tylko kilka realizacji sztuk Levina. W 2005 roku poprzeczkę wysoko zawiesił Krzysztof Warlikowski, wystawiając "Kruma". Tam tematem był ostateczny rozpad rodzinnych więzi, przegrana z własnymi marzeniami we własnym domu. Był to dramat z umotywowaną akcją, linearną narracją. "Sprzedawcy gumek" wydają się czymś innym. Więcej tu groteski, zabawy konwencją, skeczu, są nawet piosenki, komentarze do akcji. Cały czas mamy zresztą wrażenie uczestnictwa w wydłużonym dowcipie, historyjce opowiedzianej komuś za rogiem na ulicy izraelskiego miasteczka. Historyjce, ale gorzkiej. Bohaterowie to ludzie przegrani już na starcie. Pragną odmienić swój absurdalny los. Za wszelką cenę. Nawet upokorzenia. Byle uciec od wciąż powtarzanych gestów i zachowań, które kończą się zwykle na upokorzeniu, kiedy jedna strona musi się sprzedać, prosząc o akceptację. Taki jest właśnie Cingerbąj (Łukasz Simlat) - w pewnej chwili skarży się do Berło (Aleksandra Popławska): "Zrozum moje męczarnie. Czemu zawsze muszę prosić? Czemu u mnie nigdy, jak u innych, nic nie dzieje się po prostu?".

W najdziwniejszym absurdzie utknął Sprol (Janusz Chabior), któremu ojciec zostawił w spadku dziesięć tysięcy opakowań wyśmienitych prezerwatyw, i teraz on musi je komuś sprzedać. Brzmi to niedorzecznie, ale ma niezaprzeczalną siłę, bo "Sprzedawcy gumek" to igranie z przyzwyczajeniami widza: absurdalna sytuacja ma tutaj taką samą rację bytu jak każda inna, po to by obnażyć bezsens sytuacji, w które wpędza nas życie. Tyszkiewicz czyta tekst Levina dogłębnie, precyzyjnie rozkłada akcenty sytuacji, rozumie, jak w kolejnych odsłonach powinni się porozumiewać Sprol, Berło i Cingerbąj. Jaki rys dodać do ich już i tak skomplikowanych relacji. Można powiedzieć, że przekracza w pewnym stopniu tekst, bo u izraelskiego dramaturga brak wygodnych wskazówek, mamy właściwie setki suchych słów przeznaczonych do obróbki albo zlekceważenia. Wiele natomiast można przeczuć, wiele kryje się w intencjach wypowiedzi, i wydaje się, że Tyszkiewicz znajduje do nich klucz idealny. Nie boi się, że niektóre sceny uciekają w stronę kaberetowości i wyraźnego dystansu - podkreśla w ten sposób to, co w dramacie Levina wyjątkowe, co wprowadza widza w zakłopotanie. Zwłaszcza gdy nastrój i konwencje sytuacji zmieniają się jak w kalejdoskopie. Akcja nagle zostaje zawieszona i następuje prześmiewcza piosenka czy brzmiący jak oskarżenie monolog, w którym zachwyca zwłaszcza Janusz Chabior. Aktor traktuje swą postać z równą dozą powagi, jak i luzu. Jego Sprol jest zrezygnowany i nie wie, co mógłby jeszcze zrobić, by oszukać rzeczywistość. Z drugiej strony w tym upadku jest jakiś żart, cyniczne wyśmianie życia i próba potraktowania go z przymrużeniem oka. Ta rola na Chabiora chyba po prostu czekała. Popławska konstruuje postać w podobny sposób. Berło próbuje wyrwać życiu ostatni skrawek szansy, ale i tak wie, że z góry skazana jest na porażkę. Wykorzystuje naiwność i bezbronność Cingerbaja (zbyt oczywisty, grający na jednej nucie Simlat), by móc przesłonić własną bezradność. Popławska tą rolą narzuca spektaklowi specyficzny rytm, skupia uwagę najmocniej ze wszystkich, a scena staje się dla niej okazją do pokazania symbolicznego show, gdzie niedorzeczności życia objawiają się w całej okazałości.

Przedstawienie ogląda się też świetnie dzięki wielofunkcyjnej, ale dbającej o szczegóły scenografii Jana Kozikowskie-go i muzyce Jacka Grudnia, która przejmująco wydobywa napięcie w zależności od tego, w jaką konwencję wchodzą aktorzy.

Na koniec jedno "ale": mikroporty już od dawna są zmorą polskiego teatru, i warto się nad nimi zastanowić, bo aż strach patrzeć, jak aktor wypowiada kwestię, a my ją słyszymy sekundę później.

Przemysław Skrzydelski
Dziennik Gazeta Prawna
3 lipca 2010

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia