Życie to taki dziwny prezent

"Oskar i Pani Róża" - reż: K. Abrahamowicz - Teatr Polski Bielsko-Biała

"Oskar i Pani Róża" to najpopularniejszy tekst Schimtta w Polsce. Niejeden teatr pokusił się o jego wystawienie. Z różnym skutkiem. Problem bowiem w tym, że utwór Schmitta - prosty w konstrukcji, lecz obfity w treść - nie tylko może stanowić źródło inspiracji, ale także niesie ryzyko otarcia się o tanie moralizatorstwo i kicz.

Schmitt od jakiegoś czasu jest w Polsce niezwykle modny i popularny. Czyta się go jako szkolną lekturę, wystawia często na teatralnych scenach, jego powieści wydaje elitarne wydawnictwo  Znak. Powoli się staje (o ile już nim nie został) europejskim Paulem Coehlo – mistrzem nośnych metafor, baśniowości i ukazywania magii dnia codziennego.

Shmitt w swych utworach nie pisze o wyjątkowych sprawach. Porusza kwestie związane ze śmiercią , zdradą, chorobą, miłością, tożsamością, a więc dotyka wszystkiego, co wpisane jest w ludzkie życie. Dotyczy to również „Oskara i Pani Róży”, w którym to utworze autor uświadamia nam, jak trudno jest rozmawiać o śmierci. Oswoić się z nią jeszcze gorzej. A przygotować na nią spokojnie małe dziecko – prawie niewykonalne w naszym pięknym świecie, w którym każdy pragnie długiego życia. Nie umiemy się żegnać ze zmarłymi, nie umiemy pozwolić im odejść, nie umiemy być z nimi w ostatnich chwilach. To jednak tylko część sensu opowiadania Schmitta. Autor pod pretekstem opisania sytuacji śmiertelnie chorego chłopca snuje opowieść o życiu, które nawet w obliczu zbliżającej się śmierci nie traci sensu.

Takie przesłanie patronuje bielskiemu spektaklowi. Niespełna godzinne przedstawienie ukazuje to, co w utworze Schmitta najważniejsze – fakt, że życie jest prezentem, niespodzianką, a każdy jego dzień warto przeżywać, tak, jakby był naszym ostatnim. Pokusa, by z „Oskara..” zrobić ckliwe przedstawienie o niesprawiedliwości losu i umieraniu została przez bielskich artystów pokonana. Nie ma tu ani taniego moralizowania ani tkliwych scenek rodzajowych.

Spektakl, mimo że wystawiany na Małej Scenie nie jest realizowany przez aktorów zatrudnionych w bielskim teatrze. Jedynie reżyser Kuba Abrahamowicz jest na stale związany z zespołem Teatru Polskiego. Natomiast aktorzy to amatorzy, co akurat w tym wypadku wcale nie ma zabarwienie pejoratywnego. Amatorstwo jako umiłowanie czegoś stanowi tutaj zaletę. W głównej roli występuje Janusz Jachnik, który, mimo swej dojrzałości, dość dobrze odnalazł się w roli dziesięciolatka. Minusem jest jedynie pewna konwencja, której uległ – Bóg umownie na czas spektaklu stał się punktem na tylniej ścianie widowni. Zwracając się do Stwórcy, Oskar kieruje wzrok właśnie w owy punkt, co nie jest wiarygodnym rozwiązaniem scenicznym.

Najbardziej na uwagę zasługuje postać lekarza, który momentami może przypominać krążącą wokół łóżka Oskara śmierć. Jest tak tajemniczy, zagadkowy i małomówny, że do końca intryguje. Nie ma w nim rutyny, która jest tak typowa dla lekarzy. Kreacja Grzegorza Czornego ukazuje wielowymiarowość postaci doktora – jego profesjonalizm nie wyklucza refleksyjnego podejścia do pacjenta i do jego śmierci. Najmniej wiarygodnie wypada Elwira Myrmus w roli Pani Róży. Wyraziste gesty, głośno wypowiadane kwestie sprawiają, że postać jej jest zdecydowanie przerysowana. 

Powierzchowne przeczytanie utworu Schmita pozwala przypuszczać, ze głównym jego tematem jest śmierć . Bielscy artyści na szczęście nie ulegli pokusie przedstawienia godnego umierania. Udowodnili, że o śmierci można mówić opowiadając o życiu. Życiu, będącym szalenie dziwnym prezentem.

Anna Hazuka
Dziennik Teatralny Bielsko-Biała
25 listopada 2009

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia