Życie w ukryciu

"Casa Valentina" - reż. Maciej Kowalewski - Och-Teatr w Warszawie

Na pierwszy rzut oka "Casa Valentina" Harveya Fersteina, wystawiana właśnie w "Och-Teatrze" Krystyny Jandy to komedia przebieranek. Publiczność ubóstwia takie komedyjki i szczerze śmieje się, oglądając swoich ulubieńców w damskich fatałaszkach.

Widzowie bawią się, oglądając aktorów stawiających niezbyt pewnie kroki na wysokich obcasach, śledząc z nie lada rozbawieniem wszelkie dysonanse, niedopasowania stroju i zachowania dekonspirujące mężczyznę pod kobiecą przykrywką. Albo przeciwnie, podziwia umiejętność aktorskiej metamorfozy, kiedy aktor w damskim przyodziewku rozkwita jako kobieta.

Przebieranki takie mają tradycję nielichą - a nie mam tu na względzie czasów, kiedy wszystkie role w teatrze, i męskie i kobiece grywali wyłącznie mężczyźni jak choćby w szekspirowskim "The Globe". Potem gdy czas ten już dawno przeminął, przebieranki poczęły pojawiać się na scenie ku uciesze publiczności. Dość przypomnieć klasyczną farsę Thomasa Brandona (1848-1914), którego sztuka "Ciotka Karola" została wystawiona przez Royalty Theatre w Londynie (1892) i grana była przez kolejne cztery lata. Od tego czasu wystawiano ją tysiące razy na całym świecie, także w Polsce, wszędzie wzbudzając entuzjazm - w teatrze telewizyjnym jako domniemana tytułowa Ciotka podbijał widzów Marek Kondrat (1977, reżyseria Czesław Wołłejko).

Komedii teatralnych i filmowych, opartych na podobnym pomyśle można wyliczyć całe roje, przy czym niektóre z nich osiągają nieprawdopodobne powodzeniem, by wymienić choćby "Panią Doubtfire" z Robinem Williamsem (1993) czy młodsze o dwadzieścia lat nasze nadwiślańskie arcydzieło komedii "Poszukiwany, poszukiwana" Stanisława Barei z niezapomnianym Wojciechem Pokorą (1973).

Polski teatr ma także na swoim koncie niemało takich udatnych przebieranek, by przypomnieć legendarne spektakle Jana Kulczyńskiego: "Don Juana", wystawianego w warszawskim Teatrze Dramatycznym (1986) czy szekspirowski "Wieczór Trzech Króli" w Starej Prochowni (1976), oba wyłącznie w żeńskiej obsadzie. Tak nieodparcie zabawne, jak Ryszarda Hanin jako sepleniący Malvolio, który mógł rozśmieszyć nawet kamienie. I dzisiaj nie brak podobnych teatralnych zabaw - gustuje w nich Janusz Wiśniewski, który w swoich autorskich przedstawieniach często zmienia postaciom płeć

albo każe grać paniom role męskie (i na odwrót). Niedawno w "Dziewicach i mężatkach", własnym wariancie "Uczonych białogłów" Moliera w stołecznym Ateneum role brata Chryzala, niejakiego Arysta powierzył Marii Ciunelis - ten podróżnik i odkrywca w nałogach z nieodłączną fajką wodną i w tureckim przebraniu, przesiadujący w szafie, budził samym swoim wyglądem radość widowni. Inna figura, Madame Wadius, "klasycyzująca pisarka ezoteryczna" - to również postać o odmienionej płci, u Moliera Wadius jest mężczyzną, tutaj kobietą, a co więcej: graną przez aktora. Tadeusz Borowski jako Madame Wadius tonął w koronkach, jej/jego kapelusz zdawał się zakrywać cały świat, kusił/ kusiła demonicznym powabem.

Najnowszym przykładem gry w przebieranki jest białostocka "Zemsta" w Węgierce (premiera odbyła się 24 lutego) - Henryk Talar, który spektakl reżyserował, zaprosił do arcykomedii Aleksandra Fredry same panie (aktorki były zachwycone!). Wyjątek tylko uczynił dla Wacława, którego gra mężczyzna. Jak widać, zabawa w zamianę płci trwa w teatrze w najlepsze.

Tak więc początkowe sceny "Casa Valentina" (notabene sztuki sprzed ponad pół wieku) wpisują się w ten utarty i sprawdzony nurt tradycji teatralnej (i filmowej). Kiedy na scenę wkracza ulubieniec publiczności, Cezary Żak w roboczym mundurze sierżanta, którego się szybko pozbywa, aby wdziać szlafroczek, uszminkować usta i założyć słodkie papucie, publiczność jest już rozanielona. Potem przybywają do pensjonatu powadzonego przez Ritę (Maria Seweryn) i George'a (Rafał Mohr) kolejni goście. Wśród nich odęty babsztyl Theodore/ Teresa (Piotr Machalica), zażywny sędzia z flintą vel Amy (Witold Dębicki), najmłodsi pensjonariusze wśród nich, czyli Michael/Gloria (Piotr Borowski) i debiutant, trochę zagubiony w pensjonacie Jonathan/ Miranda (Maciej Kosmala), no i wreszcie władczy babochłop Isadore/Charlotte (Mirosław Kropielnicki), wydawca magazynu dla transów. Sala już zdążyła się naśmiać, oglądając dziwaczne czasem stroje, plastikowe sandały Teresy czy też zzuwane chętnie czółenka przez Charlotte. Na razie jeszcze jest zabawnie. Ale kiedy Rafał Mohr przebierze się i już wystąpi jako Valentina, na scenie królować będzie weekendowa, wcale nie-podrabiana kobiecość. Bo ten pensjonat, istniejący kiedyś naprawdę, z bohaterami wzorowanymi na prawdziwych osobach, był szczególną enklawą, gdzie heteroseksualni mężczyźni mogli do woli przebierać się w kobiece stroje, uchodzić między sobą za kobiety i realizować w ten sposób swoje marzenia, nie budząc niczyjego zgorszenia. Potępiani przez otoczenie, nawet najbliższych, musieli skrywać swoją transseksualną skłonność i tylko tutaj, jak na rajskiej wyspie, bez lęku oddawać się swojej tęsknocie.

I tak niepostrzeżenie to, co wydawało się tylko śmieszne, okazuje się poważne i pełne sprzecznych uczuć - wszyscy tu przecież wiedzą, że mogą tylko przelotnie dać wyraz swoim potrzebom, aby potem znowu założyć maskę - być jak każdy. Ale i w tym cichym zakątku też nie jest wcale bezpiecznie. Okazuje się, że właścicielom pensjonatu grozi bankructwo, a gośćmi interesują się władze. Ktoś spośród grona bywalców otrzymał przesyłkę, zawierającą męską pornografię, rozpoczęło się badanie, kim jest odbiorca, grozi śledztwo, a może i proces o naruszenie norm moralnych. George szuka ratunku w sojuszu z Charlotte, która dąży do legalizacji ruchu transwestytów i założenie oficjalnej organizacji, która walczyłaby o ich prawa. Pozostaje tylko "mały" wymóg - potencjalni członkowie stowarzyszenia muszą się ujawnić, a przy tym zadeklarować, że nie są homoseksualistami. Chodzi o wykluczenie ewentualnych kryptogejów z grona poczciwych transwestytów.

Sprawa zaczyna zatrącać o politykę i ambicje przywódcze - Charlotte najwyraźniej chce spełniać swoje plany polityczne, zarządzać innymi, a wspólnot oprzeć na zasadzie wykluczenia, Napotka jednak na opór gości pensjonatu, którym odpowiada pozostawanie w ukryciu. Nie chcą narażać się na ostracyzm ani też narażać na szykany swoich najbliższych, słowem nie są gotowi na coming out. Nie chcą też budować przyszłości ewentualnego ruchu czy wspólnoty mniejszości transwestytów na wątpliwym fundamencie odtrącenia innych. Ucieczka od wykluczenia nie może polegać na wykluczaniu innych.

Coś się psuje także między właścicielami pensjonatu. Ten narastający dramat wiarygodnie malują Maria Seweryn i Rafał Mohr. Rita, kochana i wyrozumiała Rita, która bezwarunkowo wspiera George'a, akceptuje jego podwójny status jako George'a i Valentiny, czuje, że się oddalają od siebie, że coraz bardziej ubywa George'a, a przybywa Valentiny, a projekty Valentiny na przyszłość najwyraźniej nie biegną już w tę samą stronę. Ich wspólne plany stają więc pod znakiem zapytania.

Zdarzą się jeszcze inne nieprzewidziane wypadki, które idealny pensjonat uczynią miejscem nie do zniesienia. Przynajmniej dla większości z nich. Przynajmniej na jakiś czas...

Mądre przedstawienie, nie tylko początkowo, bo i potem chwilami bardzo zabawne. Uczy empatii, zrozumienia dla innych. To wspaniale, że Krystyna Janda w swoich teatrach prowadzi taką dyskretną, a konsekwentną pracę na rzecz tolerancji. I zdążyła już do tego przyzwyczaić publiczność. Po spektaklu trwają długotrwałe oklaski na stojąco. Publiczność odwdzięcza się aktorom za ich pracę, ale jednocześnie wyraża swoją akceptację dla teatru, który nie boi się podejmować ważnych tematów, mimo tego, że to przecież teatr komercyjny, który musi dbać nie tylko o "Casa Valentina", ale po prostu o kasę.

Tomasz Miłkowski
Dziennik Trybuna
5 marca 2018

Książka tygodnia

Aktorki. Odkrycia
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia