Życiowa bajka

"Baśń o Rycerzu bez Konia" - reż: Janusz Ryl-Krystianowski - Teatr Groteska w Krakowie

Zabawy z konwencją, ironiczne przewartościowania schematów, wyższa świadomość i język znanych od lat , bohaterów to powolutku wartość sama w sobie utworów nowej gwiazdy polskiego dramatopisarstwa Marty Guśniowskiej. Takich jak wystawiony w Grotesce "Rycerz bez konia"

Ostatnio nadrabiam bajkowe zaległości w krakowskiej Grotesce. Jak wszyscy widzowie mam soczek, żelki i czekoladkę w kieszeni. Oglądam spektakle radosny i zrelaksowany - wreszcie wszystko rozumiem! Mam też za sobą dwustuosobową armię najsurowszych krytyków świata. Czasem jednak dorosły, bardzo doświadczony widz może się na coś dzieciom przydać. Bo najlepsze są bajki dwu-, a nawet trzywarstwowe. Pierwsza warstwa unosi dziecko, druga dorosłego, z trzeciej Bardzo Mądrzy Ludzie uczyniliby temat niejednej naukowej dysertacji o wrednym obliczu postmodernistycznych bajek a mianowicie o postshrekizmie. 

W jednej z bajek Guśniowskiej królewna i bohaterski rycerz mają natychmiast wziąć ślub, król już podskakuje z radości. - Ależ tatku - mówi lekko zdeprymowana królewna - fajny ten rycerz tylko, że ja go wcale nie znam. I co happy endu nie będzie? Królewna feministka ocali swoją kobiecą podmiotowość i nie będzie biernym uczestnikiem bajkowego dealu? Król od Guśniowskiej wykazuje się jednak przytomnością umysłu. Nie znacie się? No to się poznajcie? Królewno, to jest rycerz, rycerzu, to jest królewna! Udało się, znajomość zawarta, krnąbrna bohaterka bajki nie ma już więcej argumentów na obronę. Bajka może wrócić w stare koleiny. A że wszyscy są jakoś tak sarkastycznie nie fair, to już inna sprawa. Ciężar niedopowiedzeń Guśniowskiej poczułem mocno w jej "Bajce o rycerzu bez konia". Przyznacie, że już sam tytuł jest ryzykowny. Gdybym był w drugiej klasie podstawówki chichralibyśmy się z chłopakami co niemiara. Guśniowska bez zmrużenia oka brnie jednak dalej w bajkowe dwuznaczności. A reżyser za nią. Na scenie tekturowe pudło do opowiadania historii. Drewniane figurki, które mogłyby być zabawkami z dziecięcego pokoju i czwórka ubranych na czarno aktorów rozrabiaków, z trudem ustalających, którą bajkę dziś opowiedzą. W końcu pada na historię konia, który nie ma swojego rycerza. I rycerza, dla którego zabrakło konia. Koń ma wszystko, czego potrzeba wojennemu rumakowi, tylko dręczy go niepoważna czkawka. Może dlatego nikt z rycerzy go nie chciał. Rycerz też niczego sobie, ale na wojnę nie ma jak pojechać. Koń i rycerz niezależnie od siebie wędrują przez wybrakowane bajkowe światy, przeżywają niepełne przygody, spotykają postaci równie niedokończone jak oni. Mysz, która lata na paralotni i udaje nietoperza. Rabusiów, którzy rabują bogatych i nie dają biednym. Smoka, który owszem jada rycerzy i konie, ale wyłącznie jako zestaw. 

Opowieści Guśniowskiej są nie tyle po to, żeby ład ocalał, morał wybrzmiał, szczęście i prawda się dokonały. Guśniowska pokazuje zestaw oczekiwań swoich bohaterów wobec bajki, w której biorą udział. Oni po prostu 

chcą, żeby im było dobrze. Bajka jako panaceum na depresje jej bohaterów? W "Rycerzu bez konia" królewna sama buduje sobie wieżę i zamyka się w niej, bo wszystkie tak robią, żeby zdobyć swojego rycerza. Ale co to za rycerz zdobywca bez konia? To tak jakby nie miał samochodu i kawalerki. Bohater bajki Guśniowskiej leci z wieży na łeb na szyję. Na szczęście pod wieżą stoi koń. Koń nie posiada się ze szczęścia, rycerz ma blaszany uśmiech od ucha do ucha. Koń jest kompletny i rycerz jest kompletny. Tyle, że z wypraw i przygód nici. Królewna Guśniowskiej złazi z wieży i widząc rycerza w nowej sytuacji materialnej, błyskawicznie aranżuje ślub. Pełnia bajkowego szczęścia? W finale krakowscy aktorzy animujący rycerza, smoka i konia wyłażą zza tekturowego pudełka minisceny. Każdy chce się przejechać koniem. Toż to porsche nie koń! Warto było. Ale niedługo pobawią się nową zabawką. Królewna wrzaśnie zza kulis: rycerz do domu! I żebyś mi się więcej nie bawił z kolegami. Nie będzie żadnych przygód, wojenek, bohaterskich czynów. Rycerz przesiedzi resztę życia przed telewizorem, koń zardzewieje w garażu. Ale bajka proszę pana - krzyczy zdumione dziecko obok mnie. Oj, dziecko - odpowiadam pośpiesznie - to nie bajka, to życie. Swoją drogą Guśniowska mogłaby jednak trochę tym dzieciom pokłamać.

Łukasz Drewniak
Dziennik Gazeta Prawna
17 października 2009

Książka tygodnia

Białość
Wydawnictwo ArtRage
Jon Fosse

Trailer tygodnia