Życzę małżeństw tak udanych

"Sceny niemalże małżeńskie" - Teatr Ateneum w Warszawie

Małżeństwo, jak każda sztuka, nie może się obejść bez scen. Ot, myśl, jakże zgrabnie ujmująca to, co każdy, kto doświadczył okowów, zna z autopsji. Jedna z wielu myśli, jakie Stefania Grodzieńska zapisała przez lata w tomach felietonów, autobiograficznych wynurzeń, w skeczach pisanych na potrzeby radia, estrady.

Mówiła o sobie humorystka. Inni, jak Zbigniew Korpolewski, dodawali: "Inteligentna, posługująca się ciętym piórem, złośliwa, ale nawet w swoich złośliwościach bardzo życzliwa ludziom i światu". Ktoś inny dodał, że nawet "rozdając kopniaki, czyniła to stopą obutą w baletkę". Od baletu, w warszawskim teatrzyku Cyganeria, zaczęła wszak swą karierę; potem legendarny Jarosy, zobaczywszy w tancerce "rzewnego komika", zaprosił ją do Cyrulika Warszawskiego, gdzie w 1937 roku poznała przyszłego męża, satyryka i komediopisarza - Jerzego Jurandota. Spędzili z sobą 42 lata, do jego śmierci. Od dwóch lat nie ma wśród nas i Grodzieńskiej. 

Tej premiery nie doczekała, a pewnie byłaby dumna z efektu, z tego jak inteligentnie zabawne są te "Sceny niemalże małżeńskie Stefanii Grodzieńskiej", wywiedzione z jej rozległej twórczości, z wplecionymi piosenkami Jurandota. I nic dziwnego, że grane już były 80 razy, mimo że od premiery minął rok z okładem. Przygotowała spektakl znakomita aktorka Grażyna Barszczcwska, nie kryjąc, że to sprzeciw wobec panoszącego się niepoczucia humoru. Obumierania kabaretu literackiego, zapominania o tradycji Kabaretu Starszych Panów czy Dudka, w którym sama występowała. A teraz ów spektakl dotarł i do nas, a to dzięki III Krakowskim Miniaturom Teatralnym. I był ich fantastycznym otwarciem. Wyrafinowany dowcip, lekki i bezpretensjonalny, urodajęzyka, czar puent, słowem wspaniała zabawa na granicy kabaretu i teatru. Żart abstrakcyjny, purc-nonsens, groteska, kontrapunktowane liryczną refleksją. Czuje się w tym spektaklu, misternie splecionym, fascynację Barszczewskicj twórczością Grodzieńskiej, jej wyrafinowanym poczuciem humoru i wdziękiem, z j akim obserwowała świat. Nie przypadkiem obie panie przez lata ujawniały miłość do radia, nie przypadkiem połączyły je i tytuły Mistrza Mowy Polskiej.

Pewnie nie łatwo było wybrać z ogromu dokonań humorystki to, co współtworzy spektakl, równie nie lekko było tym nierzadko niescenicznym tekstom nadać teatralny kształt. Ale efekt - fantastyczny, zatem śmiech, nie płaski rechot, towarzyszy spektaklowi od pierwszych minut. Barszczewska, wspierana opieką artystyczną Andrzeja Poniedzielskiego (pojawia się jako Głos Ducha Teatru) stworzyła wieczór poza czasem; właściwie nie ma tu realiów PRL-u, są za to on i ona i ich odwieczne zmagania. Ale nie jakieś fundamentalne, szekspirowskie zgoła. Ot, codzienność. Uniwersalna. Niezmiennie aktualna. Jak skecz o niejakim Tomaszu Kotku, co to w tramwaju ustąpił miejsca kobiecie, zatem stał się obiektem zainteresowania mediów.

Urodzie tekstów dorównuje aktorstwo. Grażyna Barszczewska maluje rozmaite odcienie kobiecych zabiegów i wybiegów w przekomarzaniu się pici, a że ma za partnera Grzegorza Damięckiego ("Co, że za młody? Na dłużej mi starczy") odbija się i w blasku jego finezyjnego scenicznego bycia. Właśnie bycia, jest bowiem Damięcki tak naturalny, tak organicznie spleciony z kolejnymi wcieleniami, jakby wyszedł wprost z tekstów Grodzieńskiej. Ot, przedwojenny amant, zniewalający scenicznym wdziękiem. Wybór tego aktora to kolejny sukces Grażyny Barszczewskięj. A do tego urocze piosenki Jurandota -jak "O jednej Wiśniewskiej" czy "Plim", o pewnym członku orkiestry, a tak naprawdę o każdym z nas to słowa: "życie przeważnie tak obchodzi się z nim, /Że gdy zbiera się zagrzmieć, to wychodzi mu: plim!".

Andrzej Poniedzielski nazwał kiedyś Stefanię Grodzieńską "księżną sztuki dyskretnego sugerowania uśmiechu". Teraz ową sztukę zwielokrotnili Grażyna Barszczewska z Grzegorzem Damięckim, przywracając wiarę w rozumny śmiech. I w teatr.

Życzę Państwu małżeństw tak udanych, jak ten spektakl...

Wacław Krupiński
Dziennik Polski
10 lipca 2012

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia