Żyjemy szybko

Rozmowa z Philippe Do

Obecnie wiele oper podejmuje takie wyzwania. Żyjemy szybko, używamy facebooka, twittera. Jeśli nie zmienimy klasycznego wzoru, publiczność nie przyjdzie. Dla mnie często to też jest nudne. Wielu ludzi lubi klasykę, lubi wtopić się w przeszłość. Ale to wszystko zależy od jakości. Jeśli wersja klasyczna jest świetnie zrobiona, to czemu nie. Lepiej zrobić dobrze klasyczny spektakl niż unowocześniony, ale słabo.

Z Philippe Do, tenorem śpiewającym partię don Jose w „Carmen", rozmawia Ewa Grubich z Opery Na Zamku.

Magdalena Jagiełło-Kmieciak: Jak Pan trafił na Operę na Zamku w Szczecinie? Światowej sławy śpiewak przyjmuje tylko najlepsze propozycje. Wybiera, przebiera.. Ktoś do Pana zadzwonił i powiedział – przyjeżdżaj, to jest świetne miejsce?

Philippe Do: To maestro Vladimir Kiradjiev [dyrygent „Carmen" w szczecińskiej Operze na zamku, premiera 7.10.2016 r.- dop. red.] zaprosił mnie, abym zaśpiewał podczas tego spektaklu rolę don Jose. Pracowaliśmy ze sobą przez ostatnie 10 lat, w różnych miastach świata. Powiedział, że prowadzi tu orkiestrę podczas „Carmen". W końcu znaleźliśmy czas na wspólną pracę tutaj.

Co słyszał Pan wcześniej o Operze na zamku, że był Pan pewny, iż warto tu przyjechać, wystąpić z tym zespołem na scenie? Co mówił Vladimir Kiradjiev?

Mówił, że jest to świetna scena, dobra atmosfera, wysoki poziom i że to całkiem nowa opera, po przebudowie, z nowoczesną sceną i świetną akustyką. Ponieważ mu ufam, bo zrobiliśmy wspólnie wiele rzeczy.

Co pan myśli o szczecińskiej, uwspółcześnionej wersji „Carmen", która dzieje się w aktualnych czasach. Carmen jest pracownicą korporacji, przemyca imigrantów, a w końcu zamiast torreadora wybiera piłkarza-celebrytę? Co pan myśli o takim pomyśle? Czy woli Pan klasykę?

To wszystko zależy od tego, jak jest to wyreżyserowane. Czy Carmen wybiera torreadora czy słynnego piłkarza to nie jest najważniejsza sprawa. W tamtych czasach torreador był tym samym, co teraz piłkarski celebryta. Za każdym oglądali się i oglądają ludzie na ulicach. To ciekawy pomysł: jeden walczył z bykami, drugi walczy o zwycięstwo w drużynie. Ale to nie zmienia relacji pomiędzy kobietą a mężczyzną, pomiędzy ludźmi. Zawód nie jest tu ważny. Najważniejsze jest to napięcie między postaciami. Wiele oper można przenieść w aktualne czasy, bo przecież chodzi o uczucia. Czy uczucie tamtego don Jose jest inne od obecnego don Jose? Nie, to się nie zmienia. Obecnie wiele oper podejmuje takie wyzwania. Żyjemy szybko, używamy facebooka, twittera. Jeśli nie zmienimy klasycznego wzoru, publiczność nie przyjdzie. Dla mnie często to też jest nudne. Wielu ludzi lubi klasykę, lubi wtopić się w przeszłość. Ale to wszystko zależy od jakości. Jeśli wersja klasyczna jest świetnie zrobiona, to czemu nie. Lepiej zrobić dobrze klasyczny spektakl niż unowocześniony, ale słabo.

Ma Pan zamiar wrócić do Opery na Zamku po przygodzie z „Carmen"?

Tak, zamierzam przyjechać tu na spektakl „Guru" już w październiku. To będzie światowa prapremiera, więc jest to bardzo ekscytujące.

A potem?

To zależy od tytułu, dyrygenta i reżysera.
___

Philippe Do - solista, tenor,  urodzony we Francji, pochodzenia wietnamskiego rozpoczął swoją karierę w Operze Narodowej w Lyonie. Występuje na najbardziej prestiżowych scenach operowych świata.

Magdalena Jagiełło-Kmieciak
Materiał Opery
10 stycznia 2017
Portrety
Philippe Do

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...