Żywago po białostocku

"Doktor Żywago" - reż. Jakub Szydłowski - Opera i Filharmonia Podlaska

Przenieść powieść Doktor Żywago na musicalową scenę? Byłem przekonany, że to nie może się udać. Myliłem się. Opowieść o miłości trzech mężczyzn do jednej kobiety i dwóch kobiet do jednego mężczyzny, przedstawiona na deskach Opery i Filharmonii Podlaskiej, wciągnęła i zrobiła na mnie niesamowite wrażenie.

Doktora Żywago jako pierwsi przenieśli na musicalową scenę Amerykanie, wystawiając premierę w Sidney w 2011 roku. Za libretto odpowiadał Michael Weller, za teksty piosenek Michael Korie i Amy Powers, a za muzykę Lucy Simon, czyli czwórka światowej sławy, wielokrotnie docenionych mistrzów tworzących piękne opowieści. Z ich pracą musieli zmierzyć się Polacy – reżyser Jakub Szydłowski, kierownik muzyczny Grzegorz Berniak oraz scenograf Mariusz Napierała. Przekład libretta trafił do rąk Daniela Wyszogrodzkiego, za kostiumy odpowiadała Anna Chadaj, a za choreografię Jarosław Staniek. Jak im to wyszło? Moim zdaniem rewelacyjnie.

Oczywiście, adaptacja musicalowa nie jest równa książce Pasternaka, jednak nadrabia grą aktorską, magiczną choreografią, dopracowaną w każdym detalu scenografią oraz niesamowitą muzyką. Z kart Doktora Żywago wyciągnięto to, co najważniejsze dla opowieści, następnie dopracowano wartką akcję, by odbiorcy poczuli ciągłe, trzygodzinne napięcie, oraz bohaterów, o których myśli się jeszcze długo po zakończeniu spektaklu. Mało tego, uważam, że to, co zobaczyłem w Operze i Filharmonii Podlaskiej bije na głowę film z Omarem Sharifem i cudowną Julie Christie.

W polskim musicalu tytułową rolę odgrywają Łukasz Zagrobelny lub Rafał Drozd. Miałem szczęście zobaczyć na białostockiej scenie pierwszego z aktorów. Szczęście, bo po Doktorze Żywago zmieniłem zdanie o artyście. Twórczość Zagrobelnego znałem jedynie z piosenek, którymi atakują każdego dnia komercyjne stacje radiowe. Gdy słyszę utwory takie jak Życie na czekanie czy Nie kłam, że kochasz mnie, momentalnie zmieniam stację lub wyłączam radio. Wspaniały głos, który usłyszałem w trakcie spektaklu całkowicie zmienił moje postrzeganie o jego właścicielu. Do tego dochodzą świetna gra aktorska i zachwycająca dykcja aktora. Uwielbiam takie pozytywne rozczarowania.

W roli Toni Gromieko widzowie mogą zobaczyć Monikę Ziółkowską, Monikę Bestecką lub Dorotę Białkowską, a Larę Guichard grają Paulina Janczak, Agnieszka Przekupień lub Anna Gigiel. Wspomaga ich Chór i Orkiestra Opery i Filharmonii Podlaskiej.

To, co zniewala zmysł wzroku, oprócz wspaniałej gry aktorów, to scenografia. Scena nieustannie żyje, zmieniając się w jednym momencie z miejskiego rynku w zaciszny dom, by za chwilę stać się polowym szpitalem. Gdy nastają w opowieści czasy rozlewu krwi wystrzałom z pepeszy towarzyszy pojawienie się ogromnego działa. A gdy nadchodzi czas komunizmu na scenie pojawiają się gigantyczna lokomotywa z czerwoną gwiazdą oraz ogromny pomnik Lenina.

Należę do osób, które cenią widowiska całkowicie pochłaniające odbiorcę. Do takich należy Doktor Żywago. Spektakl trwa ponad trzy godziny, które to przedzielone są krótka przerwą – zupełnie nie czułem upływu tak sporej ilości minut.

Jakub Sosnowski
Dziennik Teatralny Białystok
22 września 2018

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...