Żywcem odgrzebany

rozmowa z Jerzym Jarzębskim

To jest zwykły wkoniazrobizm - mówi Jerzy Jarzębski o filmie "Mistyfikacja" Jacka Koprowicza, który właśnie wchodzi do kin, a którego bohaterem jest Witkacy

Tadeusz Nyczek: Jak myślisz, ilu naprawdę Polaków cokolwiek wie o Witkacym?

Jerzy Jarzębski: Chyba niewielu... Miał skomplikowany życiorys, twórczość trudną, wieloznaczną... Na przykład kto poza specjalistami wie cokolwiek o Witkacym w Rosji czy w Australii? Więc pomysł, żeby wyobrazić sobie jakiś dalszy ciąg Witkacego, że niby przeżył II wojnę... - Do filmu o tym dalszym ciągu zaraz wrócimy. Na razie pytam, zresztą i samego siebie, czy dziś istnieje jakiś problem Witkacego. W latach 60., 70., kiedy naprawdę się go odkrywało, miał swoje pięć minut, grało się go w teatrach, wychodziły jego książki, pisano o nim, wystawiano rysunki i obrazy. A teraz? W teatrach prawie zanikł, z książek do wydania są już tylko dalsze tomy listów do żony. - Ja mam o tyle problem, że obracam się w środowisku uniwersyteckim, gdzie Witkacy to już klasyk i właściwie coraz mniej da się o nim powiedzieć, bo wiele powiedziano. Na przykład wyszła teraz fundamentalna księga Janusza Deglera "Witkacego portret wielokrotny". Tyle że interpretacji czy nowych odczytań tam prawie nie ma, sama dokumentalistyka. 

Z Witkacym jest ten kłopot, że jego głównie fascynowała "czysta forma", więc interpretować w tradycyjnym sensie słowa właściwie go nie należy, tylko odkrywać jakieś "napięcia kierunkowe", gry z tradycją literacką, ze schematycznymi emocjami, które budzą w nas poszczególne sytuacje międzyludzkie. Spróbujmy współczuć tytułowej Matce ze sztuki Witkacego, że ma podłego syna, a wyjdzie z tego "Ballada o Januszku"! Trudno znaleźć coś z tak zwanego życia. Może najbliżej są "Szewcy", dlatego najczęściej grywani. Reszta to same zawiłe sprawy. Te przeżycia metafizyczne, bardzo dla niego ważne, to nadal intelektualna abrakadabra. A jak mało się rozumie z jego twórczości, to i mało z postaci, choć jego biografia to chyba ostatnia sfera budząca emocje. 

Był z natury wielkim prowokatorem, wciąż coś podważał, ośmieszał, proponował nowe reguły. Obchodzi to kogoś jeszcze? Obawiam się, że prowokacje artystyczne już nie, obyczajowe tym bardziej... Przeżuliśmy go już całkiem i wypluliśmy? 

- Powiedziałbym ostrożniej: to nasze pokolenie i to trochę wcześniejsze przeżyło i przeżuło Witkacego. Co będzie dalej, nie wiem. Ale prace nad rozpoznaniem Witkacego powoli jednak się kończą i takich entuzjazmów może nie być. 

Co w takim razie znaczy pojawienie się filmu, gdzie dopisuje się Witkacemu domniemany ciąg dalszy życiorysu? Wiadomo - i jest na to wystarczająco dużo mocnych dowodów - że Witkacy popełnił samobójstwo 18 września 1939 roku i że miało to psychiczny związek z wkroczeniem dzień wcześniej Armii Czerwonej do Polski. Tymczasem opowiada nam się bajkę o osiemdziesięcioparoletnim pisarzu i malarzu, który jakoby przeżył i przez dwadzieścia kilka powojennych lat ukrywa się w mieszkaniu swojej ostatniej kochanki. Na dowód pokazuje się jakieś pocztówki pisane przez niego po wojnie, sztuczną szczękę... Że to niby-sensacja na światową skalę. 

- Prawdopodobieństwo tej historii jest żadne, ale mnie dosyć ubawiła inna rzecz, skądinąd mało ten film nobilitująca. Otóż jest to Witkacy poniekąd z punktu widzenia IPN. Pokazany przez ubeckie papiery i ubecki sposób potraktowania życiorysu; w końcu ubek jest jakby narratorem filmu. Interesuje go głównie życie erotyczne Witkacego, popijanie alkoholu, fałszerstwa... 

...Witkacy rysuje pastelowe portrety swojej gospodyni-kochanki, antydatując je na lata 30., ona je później zanosi do Desy... 

- ...efekt taki, że Witkacy robi się kompletnie nieistotny od strony, powiedzmy, intelektualnej. Tam nie ma ani jednego ciekawego konkretu dotyczącego jego życia duchowego, żadnego ważnego zdania. Przecież trudno za nadzwyczajne osiągnięcie umysłowe uważać słowotwórczą wyliczankę określającą systemowe łgarstwo: kłamizm, oszukizm, wkoniazrobizm czy co tam jeszcze. To bardzo zabawne i faktycznie witkacowskie, ale jako działalność intelektualna na miarę całego filmu dosyć wątłe... A przecież sam temat fascynujący. Wielki wizjoner, katastrofista przeżywa katastrofę, która go miała unicestwić, przed którą chciał uciec w samobójczą śmierć, przewidując zagładę swojego świata wartości. A tu psikus losu i przeżywa. I teraz pojawia się wielkie pytanie: co taki człowiek miałby 

do powiedzenia, znalazłszy się w piekle, przed którym chciał uciec? A on nie ma nic do powiedzenia, tylko goni za panienkami. 

No, ale takie refleksje musiałby mu ktoś napisać. Łatwo wymyślić kłamizm, głębszą myśl niekoniecznie. 

- Tyle że Witkacy erotoman niespecjalnie mnie interesuje. 

Za to pewnie interesuje potencjalnych widzów i tu można zrozumieć autorów filmu. Więc, drogi Jerzy, chyba się nie nadajemy. Co zrobić z tą wiedzą o Witkacym, którą raczej niesłusznie mamy, bo znacznie przeszkadza w bezkrytycznym chłonięciu dzieła Koprowicza? Z tym na przykład, że ów starzec erotoman w rzeczywistości już w latach 30. był schorowanym impotentem? W filmie raźno biega po górach, a naprawdę już przed wojną miał kłopoty z nogami i podpierał się laską. W 1969 roku, kiedy dzieje się akcja filmu, raczej leżałby w jakimś domu starców karmiony łyżką i sikający do kaczki. 

- Raźno biega, bo gra go nasz rówieśnik i kolega z roku polonistyki. A ile lat mamy i na co nas jeszcze stać, to my najlepiej wiemy. Pani Jadwiga Witkiewiczowa, żona, 

w ostatnich latach życia niemal w ogóle już nie wstawała z łóżka, a tu lata po domu i ulicy jak młoda kózka. Pomijam już techniczny drobiazg, że Czesława Oknińska, ta kochanka, która Witkacego jakoby ukrywała, mieszkała wtedy w ciasnej warszawskiej kawalerce, a nie w paropokojowym mieszkaniu, gdzie Witkacy mógł się swobodnie chować przed kimś niepowołanym. Jako osoba samotna w ówczesnym PRL w życiu by takiego nie dostała. 

- Pomijając inny drobiazg: w tamtych czasach ubek podejrzewający, że w mieszkaniu ktoś nielegalnie się ukrywa, nie miałby najmniejszych trudności z tak zwanym przeszukaniem lokalu. Nie musiałby jak jakiś złodziej wspinać się pokątnie po balkonach. 

A pamiętasz, co tam było na tym balkonie Oknińskiej? 

- Mnóstwo pustych butelek po piwie. 

Które jakoby Oknińska przynosiła z knajpy, gdzie odbywał się stały rytuał - zamawiała nieotwieraną pełną flaszkę i zamiast Zagadka: ile pustych butelek powinno być w domu? 

- Hm... Jedna? 

No właśnie. Ale nawet nie w tym rzecz. Przecież taki alternatywny życiorys naprawdę mógłby być ciekawy. Tyle że byłby o wiele ciekawszy, gdyby opleść go wokół rzeczywistych faktów, a nie tak okropnie sfałszowanych. Tajemnicze prawdopodobieństwo tego życia po życiu zwiększyłoby się znacznie i nawet tacy jak my, którzy coś wiemy o Witkacym, daliby trochę się nabrać i uciechy byłoby więcej. 

- Tych absurdów jest tyle, że włosy dęba stają. Bo niby jak on się całą wojnę ukrywał u Oknińskiej jak jakiś Żyd w szafie? A niby dlaczego później miałby też siedzieć u niej potajemnie, jakby go mafia szukała? On z tym swoim szalonym temperamentem i ciągłym gonieniem z miejsca na miejsce? Do tego w latach, kiedy był jako twórca u szczytu popularności! Ja bym naprawdę chętne wybaczył te bzdury faktograficzne, przecież świadomie użyte, bo nie posądzam twórców o zwykłą niefrasobliwość, gdyby przynajmniej ten Witkacy cokolwiek ciekawego miał do powiedzenia. Ale nie ma. Składa się z paru wygłupów skopiowanych z przedwojennej biografii i niczego więcej. 

Więc może ten film nie jest wcale dla nas, ale właśnie dla tych, co o niczym nie mają pojęcia? Im przecież i tak będzie wszystko jedno, byle się akcja żwawo toczyła. 

- No tak, ale co oni z tego wszystkiego zrozumieją? Jakiego Witkacego zobaczą? Jest tam w filmie taki choćby wątek - zagadkowy i otwierający jakąś inną perspektywę. Myślę o Jerzym Zawieyskim. Zawieyski, znany pisarz, wtedy poseł na Sejm, wygłasza w marcu 1968 roku odważne przemówienie w obronie bitych studentów. Zostaje strasznie zrugany politycznie, SB "demaskuje" go jako homoseksualistę. Zawieyski dostaje zawału, na wpół sparaliżowany leży w szpitalu i w tajemniczych okolicznościach wypada przez okno. Co miał ten wątek w filmie znaczyć? Że w tamtych czasach pisarz powinien był przyjąć na siebie rolę ludowego trybuna i zginąć na umownej barykadzie, a miejsce takich niepasujących do rzeczywistości artystowskich dziwaków i obsesjonistów jak Witkacy było u baby w szafie? 

To mogło też być wyprowadzone z prawdziwej międzywojennej historii Witkacego. Wtedy do "społeczeństwa" nie pasował i potem też nie. Pomijając, że polityką generalnie się nie interesował. Jako oryginał, skrajny indywidualista stanowił świat sam dla siebie, osobny i niepodległy. Zjedna różnicą - wtedy mógł swobodnie tę swoją niezależność manifestować - choć mało kto go rozumiał - a w komunizmie musiałby siedzieć cicho za szafą. Ale chyba coś tu przekombinowaliśmy. Nie sądzę, żeby Koprowicz jako scenarzysta i reżyser aż tak to widział. 

- Najgorsze jest to, o czym już parokrotnie mówiliśmy. Ten Witkacy jako taki w ogóle niepotrzebnie żyje. Bo co to za życie - być najwyżej żetonem w rozgrywce między dwoma kobietami, żoną i kochanką? Na jego miejscu chyba spróbowałbym drugi raz popełnić samobójstwo... Narzekamy jak dwa dziady starsze od Witkacego. Ale czy coś dałoby się powiedzieć na obronę tego dziwnego filmu, co to jest ni pies, ni wydra? 

- Jedynym powodem jego powstania wydaje mi się sensacja. Oto jeden z bohaterów naszej zbiorowej historycznej wyobraźni pojawia się w sytuacji, w jakiej na pewno ani on, ani my byśmy się nie spodziewali. Nie zajmuje nas ani to, co ma do powiedzenia, ani czy w ogóle coś ma do powiedzenia. A nawet to, jak było naprawdę, tylko sama hipotetyczna fabułka - co by było gdyby. Udowodnić się niczego nie da, ale zabawnie pomyśleć. Pamiętasz ten wiersz Szymborskiej o Baczyńskim? 

Tym, co to lata po wojnie siedział sobie w stołówce pensjonatu dla literatów gdzieś w górach i czekał na zupę, a tu go wołają do telefonu? I nikt nie zwraca na niego uwagi? Bo w końcu o co chodzi, jeden z wielu poetów, którzy tu od lat przyjeżdżają. 

- No właśnie. Też taki alternatywny życiorys. Co by było, gdyby nie zginął w powstaniu warszawskim? Kogo obchodziłby gruby, stary Baczyński jedzący rosół z makaronem? 

Chyba że pisałby nadal te swoje niezwykłe wiersze... Ale Baczyński kompletny improduktyw? 

- To, że Witkacy Koprowicza nie ma nam nic do powiedzenia, to jedno. Ale może jest i tak, że my też nie mamy dla niego żadnej roli do odegrania? 

*** 
Esbek na tropach Stasia 

"Mistyfikacja" w reżyserii Jacka Koprowicza (twórcy pamiętnego "Medium") opowiada o funkcjonariuszu SB, który szukając haków na opozycyjnego pisarza, trafia na trop dużo bardziej fascynującej historii. Pewna kobieta w Zakopanem przekonuje go, że Witkacy przeżył wojnę. Esbek rozpoczyna poszukiwania kryjówki malarza, a ślady prowadzą do dawnej kochanki Widcacego Czesławy Oknińskiej. Gra ją Ewa Błaszczyk, Witkacego - Jerzy Stuhr, a tropiącego go agenta Maciej Stuhr. Wynik aktorskiej rywalizacji ojca i syna to 0:1. Film ma premierę 26 marca, dystrybuuje go Syrena. 

** 
Jerzy Jarzębski. 63 lata, historyk literatury, krytyk, profesor Wydziału Polonistyki UJ (a także wykładowca w Instytucie Polonistyki Państwowej Wyższej Szkoły Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu). Ulubiony przedmiot twórczości krytycznej - współczesna proza polska, międzywojenna i powojenna. Ulubieni pisarze- Witold Gombrowicz, Bruno Schulz, Stanisław Lem. Od 2008 roku członek jury Nagrody Mediów Publicznych "Cogito" w dziedzinie literatury pięknej. Laureat między innymi Nagrody Fundacji im. Kościelskich (1985) i Nagrody im. Kazimierza Wyki (1991). Opublikował kilkanaście książek krytycznoliterackich, w tym "Grę w Gombrowicza\'\' (1982), "Powieść jako autokreacja" (1984), "W Polsce, czyli wszędzie. Studia o polskiej prozie współczesnej" (1992), "Pożegnanie z emigracją. O powojennej prozie polskiej" (1998), "Podglądanie Gombrowicza" (2000), "Wszechświat Lema" (2002), "Gombrowicz" (2004), "Prowincja centrum. Przypisy do Schulza" (2005), "Natura i teatr. 16 tekstów o Gombrowiczu" (2007).

Tadusz Nyczek
Przekrój
30 marca 2010

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...