Herr Klment

gatunek:
dramat
liczba postaci:
5
opis:
Tytuł oryginalny: "Herr Klement" Jesteś w stanie sobie wyobrazić, że ktoś wymordował całą twoją rodzinę, a ty musisz gotować mu rosołki, jajka na miękko i poprawiać poduszki pod głowłą? W takiej sytuacji staje Rosa - jedna z bohaterek sztuki "Herr Klement". "Herr Klement" to aluzja do pseudonimu Adolfa Eichmanna, nazistowskiego zbrodniarza wojennego, odpowiedzialnego za "ostateczne rozwiązanie problemu żydowskiego", który wyemigrował do Argentyny w przebraniu katolickiego księdza jako Ricardo Klement. Akcja sztuki dzieje się na przestrzeni trzech dni - od pojmania Eichmanna przez Mossad, do momentu wylotu do Jerozolimy, gdzie zbrodniarz ma stanąć przed sądem. Autorzy bardzo plastycznie zarysowali postaci, każda z nich jest inna, ma inną psychikę, inny bagaż doświadczeń i inny cel. Bardzo ciekawy tekst dający szerokie pole interpretacji aktorskiej.
fragment tekstu:
Scena pierwsza

Jest noc. Herr Klement śpi. W półmroku Lubinsky porusza się z wielką ostrożnością. Ledwo słyszalne dźwięki: skrzypienie krzesła, podpalanie ognia w kuchence, szum wody lecącej z kranu. Pauza. Zupełna cisza, aż do momentu, kiedy słychać dźwięk zamka w drzwiach wejściowych, które ktoś otwiera, a potem na powrót zamyka. Słychać kroki. To Shalom. Szepty Shaloma i Lubinsky’ego – ledwie słyszalne. Są oświetleni przez lampę w korytarzu, który prowadzi do dalszej części domu.

SHALOM: No i co?
LUBINSKY: Nastawiłem wodę.
SHALOM: Co się stało? Poszedł sobie?
LUBINSKY: Oczywiście, że nie. Gdyby tak, to czy ja bym tu był?
SHALOM: Badał go ponad pięć godzin. Więc…
LUBINSKY: (przerywając mu) Aa, miał pan na myśli lekarza?
SHALOM: Oczywiście. Poszedł sobie?
LUBINSKY: Tak.
SHALOM: I?

Pauza. Lubinsky wychodzi do kuchni. Shalom zostaje na swoim miejscu.

SHALOM: Dokąd pan idzie?
LUBINSKY: Idę zrobić herbatę. Napije się pan?
SHALOM: I?

Pauza.

SHALOM: Niech pan tak na mnie nie patrzy. (podnosząc głos) Niech pan odpowie…
LUBINSKY: Ciszej! Ciszej, myślę, że on nie śpi.
SHALOM: (zniżając głos) Ale przebadał go?
LUBINSKY: Będę robił argentyńską herbatę, napije się pan?
SHALOM: Co?
LUBINSKY: Robi się z tego… Yerba mate… Na herbatę mówią „gotowane mate”. To co, napije się pan?
SHALOM: Niech pan robi, co pan chce, tylko niech mi pan powie, co stwierdził lekarz.

Krótka pauza. Wracają, każdy z filiżanką parującej herbaty w ręce.

SHALOM: Kiedy wyszedł lekarz?
LUBINSKY: Godzinę temu.
SHALOM: Z kim?
LUBINSKY: Z Diną. Była strasznie głodna.
SHALOM: Ona?
LUBINSKY: Znowu nie chciała jeść na kolację tego samego co my.
SHALOM: To dla niej za duże poświęcenie.
LUBINSKY: Wróci wcześnie rano.
SHALOM: To nie jest dobra pora na powrót.
LUBINSKY: Mam nadzieję, że będzie ostrożna.
SHALOM: Dina jest ma świetnie wpojoną dyscyplinę i poczucie odpowiedzialności.
LUBINSKY: No to niech współpracuje.
SHALOM: Ona jest ortodoksyjna.
LUBINSKY: Jesteśmy agentami.

SHALOM: Dokąd poszli?
LUBINSKY: „W bezpieczne miejsce” – tak powiedział lekarz.
SHALOM: (kiwa głową) Aha…
LUBINSKY: Lekarz powiedział jej, gdzie może dostać koszerną wędzonkę…
SHALOM: Przecież i tak jej nie zje bez koszernej zastawy.
LUBINSKY: Jeśli nie zje, każę jej jeść to co my.
SHALOM: W tej kwestii nie ma pan nad nią żadnej władzy.
LUBINSKY: (mając na myśli herbatę) Gorzka.
SHALOM: Jak tutejszy klimat. Nie znoszę klimatu w tym kraju.
LUBINSKY: Zostało jeszcze tylko trochę.
SHALOM: Co koniec końców powiedział lekarz?
LUBINSKY: Nie powinniśmy o tym rozmawiać w jego obecności.
SHALOM: To może pójdziemy do kuchni?
LUBINSKY: Mógłby nas usłyszeć.
SHALOM: Lekarz dał mu jakieś narkotyki?
LUBINSKY: (poprawia) Dał mu coś na sen. Ale mu nie ufam.
SHALOM: Nie ufa pan lekarzowi?
LUBINSKY: (mając na myśli Herr Klementa) Jemu nie ufam.
SHALOM: Ale co powiedział lekarz?
LUBINSKY: (cichutko) Powiedział, że nie.
SHALOM: Powiedział, że nie?
LUBINSKY: A czego się pan spodziewał?
SHALOM: (po krótkiej pauzie) Nie wiem. Czegokolwiek.
LUBINSKY: Czegokolwiek?
SHALOM: Czegoś innego. Czegoś nietypowego. Że ma coś poprzestawiane w głowie. Coś, czego my nie zauważyliśmy.
LUBINSKY: Jest taki sam, jak każdy inny człowiek.
SHALOM: Nie jest taki sam. To potwór.
LUBINSKY: Panu zajęło wiele godzin, zanim zdał pan sobie sprawę, kto to jest. To nie było takie proste, zobaczyć potwora. Jest taki sam, jak każdy człowiek.
SHALOM: To wszystko przez wzgląd na bezpieczeństwo.
LUBINSKY: Miał pan wątpliwości.
SHALOM: Wszyscy mamy wątpliwości.
LUBINSKY: Miał pan wątpliwości, bo nie był pan w stanie wyobrazić sobie, jak on naprawdę wygląda.
SHALOM: Musiałem mieć… (poprawia się) Wszyscy musieliśmy mieć pewność, że to na pewno on.
LUBINSKY: A pan wyobrażał sobie potwora.
SHALOM: To jest potwór.

(...)

Aby zamówić pełną wersję sztuki, napisz mail rubi@rubi.pl lub skorzystaj z formularza na stronie www.rubi.pl.

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

"Edyta Stein" - Synago...
Roberto Skolmowski